Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 grudnia 2013

"NURKOWANIE"


Przeczytaj: „CHĘĆ KONIA DO PÓJŚCIA DO PRZODU

Innym sygnałem wskazującym jeźdźcowi, że tylna część konia traci siłę, energię i chęć do pracy, jest nagłe i mocne szarpnięcie głową w dół. Można odnieść wrażenie, że zwierzę zamierzało skoczyć na główkę do wody i zanurkować. Często dzieje się tak przy przejściach do niższego chodu. A gdy ma to miejsce w trakcie jazdy, koń po „zanurkowaniu” samowolnie przechodzi do niższego chodu. Kiedy podczas skoków przez przeszkody rozpędzony koń nagle zahamuje przed jedną z nich, to siedzący na tym wierzchowcu jeździec „pokona tą przeszkodę sam”. Gdy w czasie jazdy samochodem kierowca musi gwałtownie zahamować, to wszyscy pasażerowie tego pojazdu „lecą” do przodu i gdyby nie fakt, że mieli zapięte pasy bezpieczeństwa, wypadli by z impetem przez przednią szybę. Wyobraźcie sobie, że dół konia, a szczególnie napędzające całość tylne nogi, to wyłamujący przed przeszkodą wierzchowiec, albo znienacka hamujący samochód. Górną część zwierzęcia potraktujcie jako jeźdźca, albo pasażera samochodu. Będzie wam teraz łatwiej zrozumieć co się dzieje, gdy owe tylne nogi ”waszego pojazdu” tracą nagle impet i chęć pójścia do przodu. Wśród jeźdźców pokutuje przekonanie, że koń powinien natychmiast zareagować na nasze sygnały hamujące. Dlatego są to często bardzo silne szarpnięcia za pysk zwierzęcia, albo długotrwale ciągnięcie, aż do uzyskania efektu. Ludzie angażują do tego całe ciało, całą swoją siłę, zapierając się nogami o wypchnięte do przodu strzemiona. W takiej pozycji nie będziecie w stanie dawać podopiecznemu sygnałów łydkami. I przy takiej pracy wodzami tylko „ratujecie” przed „przeleceniem przez przeszkodę, albo przednią szybę” górę zwierzęcia, gdy jego dół „został z tyłu”. Żeby nie dopuścić do takiego końskiego nurkowania podczas przejść do niższego chodu, potrzebna jest praca nad „przygotowaniem” pasażera do mającej nadejść zmiany tempa. (zob. PRZEJŚCIA, O PRZEJŚCIACH DO NIŻSZEGO CHODU).

Wraz z tą pracą musi być zgrany w czasie wasz wysiłek nad namówieniem konia do aktywnego ruchu tylnymi nogami. Taki „dialog” z podopiecznym powinien doprowadzić do łagodnego, rozłożonego w czasie zwolnienia tempa. Wasze łydki powinny pracować nieprzerwanie. Mitem jest, że należy przestać ich używać przy sygnałach proszących wierzchowca, by zwolnił. Pukanie łydkami nie jest dla konia sygnałem: „idź, idź coraz szybciej”. Praca waszych łydek informuje: „Pracuj, odpychaj się wyraźnie od podłoża, pchaj przód konia, a wraz z nim jeźdźca, rób długie swobodne kroki”. A przy przejściach do niższego chodu, informują dodatkowo: „nie hamuj zbyt gwałtownie, nie zostawaj z tyłu, zwolnij łagodnie”. Przygotowując górę konia do zwolnienia tempa, pracujcie ciałem i biodrami tak, jak byście chcieli stopniowo zmniejszyć intensywność rozhuśtania huśtawki. A gdy przydarzy się waszemu wierzchowcowi „nurkowanie” podczas jazdy podnieście dodatkowo przód konia do góry. (zob. OPUSZCZONA SZYJA U KONIA, MIĘSIEŃ DŹWIGAJĄCY SZYJĘ KONIA). Dzięki temu podgoniony tył, któremu zdarzyło się stracić impet, będzie mógł swobodnie „dogonić i podeprzeć” górę zwierzęcia. Tak zrównoważony wierzchowiec będzie kontynuował pracę. Bez „poprawek” zwolni tempo próbując ratować się przed upadkiem. 

  

CHĘĆ KONIA DO PÓJŚCIA DO PRZODU


Pod koniec postu pt: „koń opierający się na lonży” pisałam o tym, że klacz, z którą pracowałam nie wykazywała chęci do pójścia do przodu. Nie miałam na myśli jednak tempa chodów. Koń może pędzić bez dążności do ruchu do przodu. Ten brak dążności to jest mało aktywna praca tylnych nóg. Przy energicznej i wydajnej pracy wierzchowiec kroczy tyłem głęboko pod brzuchem. Kroki są długie, posuwiste, albo krótsze, ale z mocno zginającymi się stawami i z wysoko podnoszonymi kopytami. Koń maszeruje wyraźnie i mocno odpycha się tylnymi nogami od podłoża. Przy słabym zaangażowaniu zadu, kroki stawiane tylnymi nogami są płaskie, krótkie, drobne i sprawiają wrażenie zbyt śpiesznych. Na brak dążności konia do ruchu do przodu wskazuje również cała postawa ciała zwierzęcia, a nie tylko jakość stawianych kroków. Plecy takiego wierzchowca są wklęsłe i sztywne. Szyja zadarta do góry, albo na siłę „złamana” i ściągnięta w dół. Po bokach jest płaska, bez odznaczających się mięśni i sprawiająca wrażenie wciśniętej między końskie łopatki. Zwierzę takie zachowuje się i wygląda tak, jakby mimo ruchu do przodu chciało się wycofać. Gdyby taki koń szedł w parze z innym, to jego postawa „mówiłaby”: „chcę zostać z tyłu i schować się za zadek partnera”. Wierzchowiec chętny do ruchu do przodu będzie wyglądał tak, jakby chciał wyprzedzić o „czubek nosa” swojego towarzysza mimo tego, iż wie, że ma obowiązek iść z nim „ramie w ramie”. I tak, jak już wcześniej pisałam, nie chodzi tu o szybkość posuwania się do przodu. Zwierzę z aktywnym zadem będzie miało taka postawę nawet w pozycji: „stój”. Konie, których problem dotyczy, mają przez to bardzo słabe zady. Kiedy więc zaczniecie pracę nad poprawą tego stanu (zob. ZAANGAŻOWANIE ZADU), reakcje waszych podopiecznych będą na to wskazywać. Jeżeli uda wam się podgonić wierzchowca bez zwiększania tempa, gdy uda wam się wydłużyć jego krok i tym samym uelastycznić grzbiet i rozluźnić przód ciała, koń może samowolnie przejść  do niższego chodu. Jest to właśnie sygnał mówiący: „ok fajnie, jest mi dobrze, ale chyba nie umiem w tej nowej pozycji iść. Ta część mnie, która ma mnie pchać ma zbyt mało sił”. Nie możecie przegapić momentu, w którym podopieczny zamierza „wygłosić tą kwestię” i przy użyciu bardzo aktywnych łydek musicie podtrzymać energiczny i rytmiczny ruch w danym chodzie.

Dzięki takiej pracy koński zad zacznie się wzmacniać. Gdy będziecie obserwować wierzchowca z boku np. pracując na lonży, to taki, który jest „chętny do pójścia do przodu” będzie jakby wyższy. Będzie miał pozornie dłuższe nogi i krótszą kłodę. Jego całe ciało będzie bliższe „wpisania w kwadrat”. Widać to szczególnie w galopie. Bez aktywnego zadu koń galopuje płasko przy ziemi z rozciągniętym ciałem, jakby był przyczajony. Jednak nie jest to tylko widoczne z boku. Różnice w postawie zwierzęcia można wyczuć siedząc w siodle. Ruch, który jeździec odczuwa przy zaangażowanym zadzie jest bardziej aktywny w górę niż w przód. (zob. NAUKA TO DO POTĘGI KLUCZ).


środa, 4 grudnia 2013

MIĘSIEŃ DŹWIGAJĄCY SZYJĘ KONIA


Konie jeżdżone przy pomocy silnej ręki, broniąc się przed nią „wyrabiają sobie” mięśnie szyi znajdujące się w jej środkowym odcinku i te bliżej głowy. Dzięki nim mogą walczyć z jeźdźcem i jego „pomocami” „łamiącymi” szyję i naciągającymi końską szczękę w dół. Przy takiej pracy wodzami mięsień, który powinien być silny by wierzchowiec mógł swobodnie nieść własną szyję i głowę, pozostaje w spoczynku. Dlatego, gdy się takim zwierzętom nagle zupełnie odpuszcza wodze, gdy nie mają na czym oprzeć głowy i szyi, to szyja opada w dół. Kiedy konie rozciągają mięśnie grzbietu, to opuszczają szyję wraz z głową. Jednak, gdy ona „opada”, nie ma to nic wspólnego z pracą mięśni pleców tych zwierząt. Pomacajcie mięśnie szyi waszego podopiecznego wzdłuż kręgów od uszu do kłębu. Będziecie czuli przy uszach silne mięśnie, w połowie szyi przebudowane, a tuż przed kłębem wasza ręka „wpadnie w dziurę”. 
A tam właśnie powinien być mocny mięsień dźwigający szyję i głowę konia. Żeby pomóc takiemu zwierzęciu, musicie zacząć pracować tak, by to miejsce odbudować. Na pewno będzie ono przez jakiś czas przed tym się broniło, bo będzie to bolało. Zaczynając pracę powinniście wprowadzić podczas jazdy sygnały, które będą koniowi sugerować podniesienie głowy. Zwierzę musi ją zacząć nosić  tak, by szyja była w poziomie. Prosicie o jej podniesienie szarpiąc wodzami w górę. Nie ciągnijcie, bo wierzchowiec „pomyśli”, że chcecie mu pomóc w dźwiganiu ciężaru. Ręce powinny być maksymalnie wyciągnięte w kierunku końskich uszu. Sygnały powtarzajcie jak tylko podopieczny oprze się na wędzidle. Dopiero przy takiej pozycji szyi, mięsień przy kłębie zacznie pracować. Pozwólcie i zachęcajcie, by koń wyciągał na razie szyję do przodu, a nie w dół. Wierzchowiec siłowo „ganaszowany”, uciekając przed bólem w pysku „chował ją” między łopatki. Teraz musi nauczyć się jak ją stamtąd wyciągnąć.

Równocześnie trzeba zacząć pracę nad rozciąganiem mięśni grzbietu konia przez zaangażowanie do wydajniejszej pracy końskiego tyłu. Każdy kiedyś na pewno huśtałaś się na huśtawce. Teraz podopieczny jest waszą huśtawką, ale zachowujcie się na niej ciałem i biodrami biernie. Nie tak jakbyście chcieli ją rozhuśtać. Niech wasze ciało czeka, aż ktoś was wprawi w ruch. Tym kimś muszą być wasze łydki. (zob. REGULOWANIE TEMPA W STĘPIE).  Wypracujcie nimi taki sygnał (dużo szybkich klaśnięć łydkami), żeby rozruszać wierzchowca. Potem liczcie ile kroków przejdzie rozhuśtany, bez zmiany tempa. Gdy zacznie się zmieniać, znowu rozhuśtajcie. Oczywiście dążycie do tego, by ilość kroków zwiększała się. Koń na pewno będzie zwalniał w momencie podnoszenia szyi, więc zgrajcie sygnały dawane wodzami z sygnałami dawanymi łydkami. Dużym sukcesem będzie, jak koń pozostanie rozhuśtany przy podnoszeniu głowy. Pracujcie tak w każdym chodzie i czasami siedząc w siodle, a czasami stojąc w strzemionach.


piątek, 29 listopada 2013

DIALOG


Pisząc tekst pod tytułem: ODPOWIEDŹ KONIA naszła mnie refleksja, że w zasadzie zwierzęta te cały czas podczas pracy z nimi odpowiadają na nasze poczynania. A może raczej nie odpowiadają, tylko próbują „prowadzić z jeźdźcem dialog”. Próbują „zwrócić naszą uwagę na ich problemy i zadają opiekunom pytania”. „Mówią” nam, że nie są fizycznie w stanie wykonać jakiegoś polecenia, albo, że go nie rozumieją. Właśnie to jest przyczyną nieposłuszeństwa koni. Wierzchowce w kontakcie z człowiekiem nie przyjmują postawy buntownika dla zasady. To nie leży w ich naturze. Konie po wielu złych przejściach mogą sprawiać takie wrażenie. Jednak i tu jest przyczyna: totalny strach przed krzywdzącym człowiekiem i wszystkim co on robi. Bardzo ciężko „odpracować” takiego wierzchowca i zdobyć jego zaufanie. Niestety większość jeźdźców chciałaby prowadzić monolog, koń MA SŁUCHAĆ i WYKONAĆ! Problem w tym, że bardzo często sygnały dawane przez człowieka to „bełkot”. Niezrozumiałe, nieskładne, bzdurne żądania wyrażane „krzykiem”, czyli przy użyciu siły. Spróbujcie sami wykonać polecenia, których nie zrozumieliście, albo takie, które się wzajemnie wykluczają. Wytrąceni z równowagi (dosłownie), broniąc się przed upadkiem, przesuńcie się równocześnie ładnym, zgrabnym, tanecznym krokiem w bok-niewykonalne. Gdyby Wasz „instruktor tańca nie zauważył problemu” krzyczelibyście: „ja upadam”, albo oparlibyście się o cokolwiek w pobliżu, nawet o „instruktora”. Jeżeli koń „nie daje się zatrzymać” w terenie, i „wisi” na wodzach, to właśnie tym opieraniem się na rękach jeźdźca „daje znać”, że nie jest w stanie zwolnić. „Tłumaczy”, że nie ma równowagi i właśnie na wszelkie możliwe sposoby ratuje się przed upadkiem na nos. (zob. CZŁOWIEK, KTÓRY SIĘ POTKNĄŁ) Zwierzę podpowiada pasażerowi, że musi złapać równowagę, by móc wykonać polecenie: „zwolnij”. Ale nie poradzi sobie sam z tym problemem. Często w „informacji wysyłanej” przez konia jest zawarta prośba do jeźdźca, by nie utrzymywał swojej równowagi podciągając się na wodzach (zob. PODCIĄGANIE NA DRĄŻKU) gdyż to utrudnia poprawę sytuacji.

A ponieważ jak już pisałam adepci sztuki jeździeckie wolą mówić niż słuchać, albo „słysząc” pytanie nie znają odpowiedzi, narasta w nich frustracja, niemoc, agresja. Budzi się w nich przekonanie, że z koniem trzeba walczyć, pracować przy pomocy siły. Słyszałam nawet opinie, że konia trzeba wkurzyć, żeby wykonał wszystkie polecenia. Praca z koniem opiera się wówczas na szarpaniu go za pysk, na kopaniu ostrogami, na biciu batem i na pomaganiu sobie sprzętem dodatkowym np. czarną wodzą (zob. SPRZĘT DODATKOWY). Takie osoby nie zastanawiają się jednak  nad jakością  wykonanych przez podopiecznego poleceń. Gdyby to zrobili może zauważyliby, że przy każdym ćwiczeniu zmagają się z ogromnym ciężarem na swoich rękach. Odczuliby, że zwierzę jest sztywne, w jego ruchu brakuje lekkości, swobody i precyzji, że nieustannie i niezmiennie „pcha się”  ono na jedną i ta sama stronę. Często słyszę jak mówi się o jakimś jeźdźcu, że radzi sobie z końmi. W jeździe konnej nie chodzi jednak oto, by sobie radzić. Wierzchowiec jest partnerem, takim jak partner w tańcu. Prowadzenie go wymaga „słuchania”, subtelności, wiedzy, gracji, poczucia rytmu i równowagi. Poprowadźcie konia w tańcu, a nie gońcie na torze nieustannych przeszkód.


wtorek, 26 listopada 2013

KOŃ NA WDECHU CZY WYDECHU?


Zastanawialiście się, jak na pomoce jeźdźca reaguje koń rozluźniony, a jak sztywny i spięty? Czy człowiek siedzący w siodle może ocenić "stan rozluźnienia" mięśni wierzchowca, gdy ten "odpowiada na polecenie" i wykonuje "powierzone" mu zadanie.  

Gdy tłumaczę moim uczniom, jak powinny pracować mięśnie brzucha podczas jazdy wierzchem, proszę o ich wciągnięcie. Reakcja prawie zawsze jest taka sama. Wciągnięte w płuca, do granic możliwości, powietrze i przytrzymanie go. Towarzyszy temu naciąganie owych płuc wraz z ramionami w górę. W takim stanie człowiek staje się spięty, sztywny i nieruchawy. 

Kiedy wasz koń "pracuje" ze spiętymi mięśniami, jego kondycję i możliwość ruchu można porównać do opisanego wyżej stanu: na wdechu.  Jego ruch i ćwiczenia, które wykonuje, są wówczas bardzo mechaniczne, wymuszone, wymagające zaangażowania człowieka siedzącego w siodle i to w złym, tego powiedzenia, znaczeniu. Ruchy konia uzależnione są całkowicie od wysiłku jeźdźca, polegającego na pchaniu zwierzęcia. Człowiek pcha na siłę łydkami, piętami, biodrami, a koń "odpowiada", kontrując wysiłki człowieka, napiętymi mięśniami i zablokowanymi stawami. Błędne koło. Jeżeli będziecie prosić swojego wierzchowca, żeby rozruszał się, wydłużył krok, przesunął się w bok, rozluźnił mięśnie i stawy, itp i itd, pracujcie tak długo łydkami (zob. ŁYDKI I JESZCZE RAZ ŁYDKI, PRACUJ ŁYDKAMI) (pomóc może bacik), aż odniesiecie wrażenie, że koń wypuścił powietrze z płuc. Tak naprawdę zwierzę rozluźni się wówczas, co pozwoli mu wydajnie i efektywnie pracować. Przy takiej pracy szybko nauczycie się, kiedy koń się spina. Będziecie wtedy odnosić wrażenie, jakby wasz wierzchowiec zatrzymał powietrze w płucach i  nie chciał go wypuścić. 


Rysunki stworzone przez Cyber Brush 



piątek, 22 listopada 2013

KOŃ "OPIERAJĄCY SIĘ" NA LONŻY


Pisałam niedawno o klaczy, która zaczynała każdą nasza współpracę na lonży od szaleńczego galopu (zob. CHOWANIE WEWNĘTRZNEJ ŁOPATKI...).  Pracowałam z nią nad ustawieniem wewnętrznej łopatki i „namawiałam”  do biegania po idealnym kole. Bystra klacz szybko zorientowała się, że cały czas pilnuję jej ustawienia i nie pozwalam „ścinać” łuku. Teraz trasa, po której biega  ona na lonży, stała się równym kołem. Taka praca wymaga od konia, by się skupił i zapamiętywał polecenia.

Zwierzę, w taką pracę musi również włożyć dużo więcej wysiłku fizycznego, niż wówczas, gdy biega byle jak, byle do przodu. Moja podopieczna znalazła więc sposób, by ulżyć sobie w pracy i maszerując w lewa stronę zaczęła opierać się na lonży, a tym samym na mojej ręce tak, jakby „namawiała mnie” do niesienia części jej sporego ciężaru. Gdyby jej się udało,  mniej wysiłku musiałaby wkładać w utrzymanie równowagi. Obserwując więc czy klacz nie zmienia ułożenia wewnętrznej łopatki, musiałam pracować lonżą tak, jakbym chciała przyciągnąć do siebie jej przednia część. Nie mogłam pozwolić, by wyciągała mnie na szerszy łuk, a zad ustawiała na torze „rysującym” nieco mniejsze koło. W takiej sytuacji „rozmowa” ze zwierzęciem byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby lonża przyczepiona była do jego zewnętrznej łopatki. Ponieważ jednak tak nie jest, to pracując lonżą pilnuję, żeby w odpowiedzi na sygnały wierzchowiec nie zgiął szyi i używając bata „proszę”, by pozostawił zad na właściwym torze. Dzięki temu moje pomoce staja się dla niego zrozumiałe. Sygnały dawane lonżą muszą być wyraźnie przyciągające, ale niezbyt długie i często powtarzane. Gdyby w takiej sytuacji koń zgiął szyję, to pewnie przestałby wisieć na lonży, ale problem z „uciekaniem” na większe koło pogłębiłby się, bo zwierzę ustawiłoby zewnętrzną łopatkę jak „rozpychający się łokieć”. Biegając w prawą stronę klacz jest dużo spokojniejsza, ma bardziej giętką szyję. W tą stronę, sposobem na nieangażowanie się w pracę jest niechęć do pójścia do przodu. Oczywiście podopieczna idzie, nawet samowolnie podgalopowuje, ale postawę ma taką jakby chciała się wycofać. Gdyby szła w parze z drugim koniem, sprawiałaby wrażenie takiej, która zamierza schować się za swojego towarzysza i dalej iść za jego zadem. CDN 
   

piątek, 15 listopada 2013

"ODPOWIEDŹ KONIA"


Przyglądałam się kiedyś pracy pani fizjoterapeutki koni. Rozluźniała ona bardzo spiętą i sztywną klacz. Nie polegało to jednak na ugniataniu mięśni zwierzęcia. Ustawiając i przestawiając jego kończyny, szyję i głowę prowokowała wierzchowca do odpuszczenia niekorzystnych napięć mięśni i stawów. Była inspiracją dla mojego pomysłu pracy z końmi, które nie chcą podawać kopyt do czyszczenia (zob. RÓWNOWAGA KONIA PRZY CZYSZCZENIU KOPYT). Po każdej czynności „namawiającej” zwierzę do współpracy, Pani czekała na właściwy efekt i „odpowiedź konia”. Nie przechodziła do kolejnej czynności zanim nie zobaczyła, że klacz się rozluźniła i zanim bez sprzeciwu pozwoliła ustawić sobie wybraną część ciała w dowolnej pozycji, czy położeniu. Za każdym razem Pani musiała zobaczyć w oczach podopiecznej zadowolenie i spokój. Czekała, aż koń opuści głowę i szyję, która robiła się wówczas miękka jak u szmacianej lalki. Przede wszystkim jednak, Pani czekała na parsknięcie swojej „pacjentki”, które uznawała za ostateczną pozytywną odpowiedź na swoje poczynania, mówiącą: „rozluźniłam się, tak jest dobrze, możemy przejść do kolejnego zadania”.

Takiej właśnie odpowiedzi swojego wierzchowca powinien oczekiwać każdy jeździec podczas wspólnej pracy. W każdym z chodów, pracując nad równowagą konia, jego rozluźnieniem, czy zaangażowaniem zadu, powinniśmy być przekonani, że nasz podopieczny jest gotowy do wykonania kolejnego zadania. A będzie gotowy, jeżeli wykonał wcześniejsze bez oporu, bez jakiegokolwiek problemu, udzielając nam równocześnie „pozytywnej odpowiedzi”. Jeżdżąc kłusem, zanim zagalopujecie, chciejcie poczuć elastyczny grzbiet konia (zob. NAUKA TO DO POTĘGI KLUCZ), wyraźnie i mocno odpychające się od podłoża tylne nogi (zob.ZAWSZE POD GÓRKĘ) i ich wspólny tor marszu z przednimi nogami (zob. UCZUCIE STEROWANIA ZADEM). Pracujcie tak, żeby rozluźnienie i parsknięcie po przejściu do stępa nie było wyrazem ulgi zwierzęcia po „sztywnym, spiętym kłusie”. Kłusie z zadartą głową, obolałymi plecami i zaciśniętą szczęka broniącą się przed zaciągniętymi wodzami. Nie twierdzę, że zawsze uda się doprowadzić do takiego zgrania i współpracy konia i jeźdźca. Jest to trudne przy podstawowych zadaniach i bardzo trudne, gdy wprowadzamy do jazdy nowe ćwiczenia. Wymaga to wiedzy, cierpliwości, czasu oraz chęci, by do tego dążyć. Tragedią jest jednak to, że wielu jeźdźców nie wie, albo nie chce wiedzieć, iż można, albo należy w opisany wyżej sposób „podejść” do jazdy konnej.


poniedziałek, 11 listopada 2013

WSIADANIE NA KONIA


Każdy jeździec powinien być dla swojego wierzchowca „kierowcą”, przewodnikiem, nauczycielem, trenerem, partnerem „do rozmowy”, osobą prowadzącą „w tańcu”. Tymczasem z tego co obserwuję, wielu z nich jest tylko biernym pasażerem, próbującym spełniać rolę „pilota”. Przekazują oni zazwyczaj minimum informacji swojemu podopiecznemu: „jedź”, „skręć w prawo”, „skręć w lewo”, „stój”. Brak roli przewodnika widać już często przy wsiadaniu człowieka na konia. Jakże często widywałam scenki pt: „jak to zrobić, żeby zdążyć wskoczyć na wierzchowca i zaciągnąć wodze, zanim ten zdoła maksymalnie się rozpędzić?”. Czy możecie sobie wyobrazić kierowcę wsiadającego zawsze do rozpędzonego już pojazdu? Kierowca musi dostosować prędkość swojego pojazdu do wykonywanych manewrów, w tym „stój” przy wsiadaniu. Inny przykład to partner w tańcu goniący za swoją partnerką, by ją wziąć w ramiona i stworzyć duet. Albo wyobraźcie sobie taniec z kimś, kto się wyrywa i robi wszystko, by uniknąć lekcji tańca? Koń powinien „pozwolić” jeźdźcowi wsiąść na siebie i spokojnie stać, aż nie otrzyma sygnału proszącego, by ruszył. Jeżeli scenariusz jest inny, to trzeba nauczyć zwierzę prawidłowego zachowania. Trzeba pomyśleć, „poszukać” jakiegoś sposobu, przećwiczyć różne warianty nauki, ale na pewno nie zostawiać w obecnym stanie. 

Miałam ostatnio trening z nową znajomą, początkującym jeźdźcem na klaczy z opisanym wyżej problemem. Zwierzę nie tylko się wierci przy wsiadaniu, ale zachowuje się tak, jakby był to ostatni moment, by uciec od człowieka i uniknąć jazdy. Kiedy obserwowałam inną osobę wsiadającą na tą klacz, to zwierzę osiągnęło takie tempo marszu, że jeździec nie miał już szansy ani wsiąść na nią, ani zejść ze strzemienia. Ostatecznie druga osoba musiała złapać i przytrzymać konia. Spodziewałam się, że obserwowany jeździec będąc już na siodle zwolni i wyreguluje tempo, ale się myliłam. Ucząc nową koleżankę, musiałam jej wytłumaczyć, że mimo braku wiedzy musi nauczyć klacz, by ta grzecznie stała przy wsiadaniu na grzbiet. Zwierzę pokazało swój brak chęci do współpracy kręcąc niezliczoną ilości małych, nerwowych kółek. Pracę zaczęłyśmy od tego, że Magda (imię zmyślone) szła obok klaczy trzymając ją za wodze i namawiała ją do zatrzymania się. Zapierając się ciałem i coraz wolniej idąc sugerowała zwierzęciu, by zwolniło tempo marszu. Przytrzymując i puszczając wodze wyegzekwowała zatrzymanie, a przesuwając delikatnie wędzidło w pysku nie dopuściła, by podopieczna oparła się o wodze. Tu osiągnęłyśmy sukces dość szybko. Gdy klacz już stała, Magda zbierała wodze nad kłębem szykując się do wsiadania. Jeżeli koń się ruszył wracała do wyciszania i ponownego zatrzymania go. Po paru próbach wierzchowiec zaakceptował zbieranie wodzy i wkładaną lewą nogę Magdy w strzemię. Nie osiągnęłyśmy jednak pełnego sukcesu. Bywało, że Magda musiała poskakać z nogą w strzemieniu za odsuwającym się w bok „pojazdem” zanim grzecznie stanął. Zdarzało się, że musiał wsiąść na grzbiet podczas, gdy klacz ruszyła do przodu. Starałyśmy się podzielić naukę stania przy wsiadaniu na etapy i każdą pozytywną reakcje klaczy nagrodzić. Magda wspinała się na przykład na strzemieniu w górę i jeżeli koń stał, nie przekładała nogi przez siodło, tylko schodziła na ziemie i nagradzała zwierzę. Nie możliwym jest uzyskanie całkowitego efektu na jednej sesji szkoleniowej. Nie można oczekiwać, że każdy koń zareaguje tak samo na nasze metody szkoleniowe. Nie mogę się jednak zgodzić z opiniami komentującymi moje poczynania, według których szkoda mojego zachodu, bo zwierzę niczego się już nie nauczy skoro całe życie kręciła się przy wsiadaniu. Byłam świadkiem, jak pewna amazonka poświęcając wiele godzin cierpliwej pracy, wyciszyła bardzo nerwowego konia z wieloma fatalnymi nawykami. Nauczyła go stać wsiadając na grzbiet z jego prawej strony. Sama nigdy nie wsiadła z lewej, ale osoba, która kupiła wierzchowca pracowała z nim, już bez problemów, w tradycyjny sposób.


piątek, 8 listopada 2013

"CHOWANIE WEWNĘTRZNEJ ŁOPATKI KONIA" _1 (Jazda po nierównym terenie)


[Zob. „CHOWANIE WEWNĘTRZNEJ ŁOPATKI KONIA” („Ścinanie łuku na lonży”)]

Obserwując jeźdźców, nieraz widzę ich rozpaczliwe próby odciągnięcia na szerszy łuk konia, który „ścina zakręt” „wpychając” się do środka wewnętrzna łopatką. Do wykonania tego manewru, jeźdźcy ci próbują namówić zwierzę ciągnąc za zewnętrzną wodzę, równocześnie odstawiając ją jak najdalej od szyi podopiecznego. Ostatnio przyglądałam się „pracy” adepta sztuki jeździeckiej, który jeździł na kole po lekko pochyłym terenie. Zjeżdżając z górki, jego wierzchowiec rozpędzał się i ścinał łuk, a wjeżdżając pod górkę wyraźnie zwalniał tempo. W takiej sytuacji, człowiek siedzący na koniu powinien przede wszystkim wyegzekwować od konia, by je wyrównał. Pod górkę jeździec powinien podgonić łydkami wierzchowca. Z górki poprosić o zwolnienie, zwiększając swój ciężar w strzemionach (zob. CIĘŻAR JEŹDŹCA W STRZEMIONACH...), zapierając się ciałem (zob. CIĘŻKA OPONA), zwalniając w kłusie rytm anglezowania (zob. REGULOWANIE TEMPA W KŁUSIE... oraz A PROPOS REGULOWANIA TEMPA...), angażując mięśnie brzucha (zob. POŁYKANIE JABŁKA) i przypominając zwierzęciu o konieczności skupienia się na pracy ( zob. DLACZEGO KOŃ NIE SŁUCHA SYGNAŁÓW).

Po wyrównaniu tempa, pilnując by go podopieczny nie zmieniał, możecie skorygować trasę waszego wspólnego marszu i w miejscu, gdzie koń ścina zakręt, poprosić go, pukając wewnętrzna łydką, by „schował” wewnętrzną łopatkę. Tak jak w pracy na lonży, w zrozumieniu i prawidłowym wykonaniu polecenia pomoże zwierzęciu, gdy wewnętrzną wodzą wyegzekwujemy od niego rozluźnienie szyi, poprzez jej krótkie i lekkie zgięcie do wewnątrz. Ręka z zewnętrzną wodzą powinna być przy tej pracy odstawiona od szyi konia, jakby w geście zapraszającym do wejścia. Zewnętrzna ręka z wodzą powinna przylegać do końskiej szyi. Ważne też, aby obie ręce były na tym samym poziomie. Rozluźniony wierzchowiec z prawidłowo ustawionymi łopatkami, bez problemu powinien przesunąć się na szerszy łuk. Oczywiście podczas tej pracy nie zaniedbujemy „konwersacji” z zewnętrzną stroną konia pilnując, by nie uciekł zewnętrzną łopatką na zbyt szeroki tor (zob. NOGA SPADAJĄCA Z TORU).



wtorek, 5 listopada 2013

POPRAWIANIE DOSIADU


Pytający:
"...Zerknij jeszcze na mój dosiad wyślę ci zdjęcia ;) Trochę nie aktualne ale za wiele się nie zmieniło, teraz mam tylko leciutko dłuższe strzemiona ;)..."


Na tym zdjęciu wyglądasz dość swobodnie, bez niepotrzebnych napięć ciała. Ramiona swobodnie opuszczone w dół. Patrzysz przed siebie i to jest bardzo pozytywne, ale na Twoim miejscu cofnęłabym brodę, bo to ustawi ci prawidłowo głowę – wzdłuż pionu ciała. Teraz wygląda to trochę tak jakby głowa „bardzo chciała wyprzedzić” całe ciało. Dłonie powinieneś trzymać tuż nad kłębem konia, nisko opuszczone prowokują zwierzę do zadzierania głowy. Gdyby na kłębie wierzchowca położyć blat stołu, to Twoje ręce znalazłyby się pod nim, a powinny być na nim „oparte”. Ze zdjęcia wnioskuję, że jeździsz na siodle skokowym. Dużo łatwiej byłoby Ci wypracować prawidłowy dosiad w siodle ujeżdżeniowym, albo wszechstronnym w typie zbliżonym do ujeżdżeniowego. Siedzisz w siodle zbyt przesunięty do tyłu – usiądź bliżej przedniego łęku.



Z tej pozycji nie wstaniesz bez pomagania sobie torsem tzn. bez pochylenia się do przodu, albo bez podciągania się na wodzach. Rozciągnij pachwinę, "otwórz" ją tak, by kąt między torsem a udem był bliski 180 stopni. Zegnij za to trochę mocniej kolano. Płaską stopą stań na strzemieniu jak na ziemi.


Z takiej pozycji Twoje nogi będą mogły podnosić Cię z siodła i będą wówczas bardzo aktywnie pracowały.

Pytający:
"...Mówisz rozciągać pachwiny i masz 100% racji ... Ale jaki masz pomysł na rozciąganie pachwin ???:) Podaj mi jakiś jeden lub dwa pomysły na rozciąganie pachwin i na rozwiązanie problemu z ułożeniem nóg..."

Piszesz, że "...przez całą jazdę czuję w pachwinach i udach że nogi szukają takiej pozycji gdzie mogłyby się złączyć bo przeszkadza im taka pozycja w siodle i dlatego lecą do góry żeby mogły się złączyć ...". Musisz więc zmienić nastawienie co do utrzymywania się na koniu. Nie powinieneś trzymać się kurczowo kolanami siodła, musisz nauczyć się balansować na strzemionach. Musisz w nich stać tak, jakbyś stał na jakiś wąskich filarach wystających z ziemi i razem z nimi tworzysz łuk, pod którym wierzchowiec ma przejść. Ponieważ konie to grubasy, więc żeby się zwierzę zmieściło stajesz szeroko i starasz się łapać równowagę nie blokując mu przejścia (nie ściskasz go). Brak takiej umiejętności to nie tylko kwestia zbyt słabo rozciągniętych pachwin i mięśni nóg. To również kwestia nastawienia jeźdźca do sposobu utrzymania się na koniu i poradzenia sobie ze strachem przed upadkiem. Kurczowe trzymanie się siodła jest właśnie jego wynikiem. Jeździec musi siedzieć w siodle przekonany, że utrzyma równowagę bez trzymania się konia i bez opierania o niego. Pytasz o pomysły na rozciąganie pachwin. Ja za to kiedyś Cię zapytałam czy jeździsz bez strzemion. Od tego bym zaczęła. Wyciągnij z nich nogi i jedź nie trzymając się nimi siodła, utrzymuj je całkowicie wyprostowane. Naciągaj nogi, ale tak jakbyś chciał sięgnąć ziemi piętami. Podczas jazdy ćwicz łapanie równowagi jadąc z mocno rozszerzonymi nogami.
Gdy nie są rozszerzone machaj nimi jak wahadłem w przód i maksymalnie w tył („wahadło zaczepione w biodrze”). Na przemian-raz lewą, raz prawą zginaj nogi w kolanie tak, by pięta sięgnęła Twojego pośladka. Stopy w strzemionach opieraj wyraźniej na ich przedniej krawędzi i zagarniaj je do tyłu tak jakbyś próbował zrobić to ostatnie ćwiczenie razem ze strzemionami. Zanim włożysz stopy w strzemiona ułóż nogi tak, jakbyś chciał oprzeć na strzemionach kolana i nie zmieniaj tego, gdy już włożysz w nie stopy.

Pytanie opublikowałam za zgodą jego autora.


poniedziałek, 4 listopada 2013

PARTNERSTWO



O tym, że koń jest naszym partnerem w pracy wiedzą prawie wszyscy. Często to partnerstwo, a głównie jego brak, widać już gdy jeździec prowadzi swojego pupila. Zwierzę „wlecze” się za swoim opiekunem, jakby szło na ścięcie.








Koń powinien kroczyć dumnie obok nas, gotowy do pracy, zachęcany do tego pomocami. Konie chcą być naszymi partnerami, tylko jeźdźcy często nie wymagają od nich, aby to okazały.






Rysunki stworzone przez Cyber Brush 



niedziela, 3 listopada 2013

"CHOWANIE WEWNĘTRZNEJ ŁOPATKI KONIA" ("Ścinanie łuku na lonży")


O konieczności poprawnego ustawiania wewnętrznej łopatki konia w trakcie pracy z nim pisałam omawiając ćwiczenie „zad do środka” (zob. DLACZEGO NIE WYCHODZI ĆWICZENIE ZAD DO ŚRODKA). W wielu sytuacjach podczas jazdy wierzchem, czy podczas lonżowania, umiejętność „dogadania” się z koniem co do ustawienia jego łopatek okazuje się bardzo przydatna. Pracuję ostatnio na lonży z klaczą, dla której jest to przede wszystkim okazja do „wyrzucenia z siebie energii”, do wybiegania się i do rywalizacji ze mną o wyższy szczebel w hierarchii. Każda lonża zaczyna się od szaleńczego galopu, brykania i stawania znienacka na wprost mnie, żeby trochę postraszyć.

Przy takim nastawieniu zwierzęcia bez sensu byłoby zmuszać je siłowo do przejścia do stępa. Swoją pozycję przewodnika utrwalam pracując w tym galopie nad ustawieniem konia i egzekwując od niego, by biegał po idealnym kole. Ten szaleńczy bieg powoduje bowiem, że klacz z jednej strony „koła” wpada łopatką do środka, a z drugiej wyciąga na zewnątrz. Przy nierównym terenie, tam gdzie jest z górki, wierzchowiec „ścina” zakręt a pod górkę zatacza większy łuk. Lonżując tą klacz, skupiam się na ustawieniu jej wewnętrznej łopatki, wymuszając w ten sposób, by nie „ścinała” łuku. Łopatkę, którą zwierzę ustawia tak, jakby rozpychało się łokciem, wskazuję batem i odganiając ją nim od siebie, sugeruję, by „przytuliła łokieć” do ciała. Żeby koń zrozumiał moje sugestie, pracuję równocześnie lonżą nad rozluźnieniem jego szyi. Krótkimi szarpnięciami proszę podopieczną, by ją zgięła na chwilę w moją stronę. Dzięki zgraniu tych dwóch sygnałów, klacz wyrównała koło po którym biegała i przestała wyciągać mnie na zewnątrz, gdyż było to bezpośrednią konsekwencją „ścinania” koła po przeciwległej stronie. Gdyby jednak zaistniała konieczność przekazania zwierzęciu informacji: „nie ciągnij, przybliż się do mnie” pracujemy lonżą, wyobrażając sobie, że przyczepiona jest ona do jego zewnętrznej łopatki. W odpowiedzi na przyciągające sygnały, wierzchowiec nie powinien zgiąć szyi ani odwzajemniać pociągnięć. Oczywiście, przez cały ten czas, daje zwalniające sygnały głosem, by koń nie pomyślał, że akceptuję jego samowolkę. Nie jest to jednak moim priorytetem. Po wyegzekwowaniu sygnałów poprawiających postawę, wierzchowiec chętniej zareaguje na prośbę o zwolnienie tempa.


sobota, 2 listopada 2013

JAZDA ZE "SPRAWNYM HAMULCEM"


Żeby jeździec czuł się pewnie i swobodnie na koniu, musi mieć podczas jazdy niezmienne poczucie, iż jego „pojazd” ma sprawne „hamulce”. Podświadome uczucie, że koń może nie zareagować na prośby zwalniające czy hamujące, wywołuje w człowieku strach i nerwowość, a to przy dawaniu sygnałów podopiecznemu, prowokuje do użycia zbyt silnych wodzy i łydek. Taka sytuacja wyzwala także chęć jazdy na „zaciągniętym hamulcu ręcznym”. Jeździec cały czas „trzyma wówczas wierzchowca za pysk”, wkładając w to całą swoją siłę. Człowiek angażuje do tego trzymania swoje ręce, plecy, nogi a nawet szczękę napinając wszystkie te części ciała do granic możliwości. Tak napięte ciało przestaje być aktywne i jeździec nie jest wtedy w stanie używać wyraźnych i zrozumiałych dla konia pomocy. Na takim hamulcu niektóre zwierzęta zaczynają wisieć coraz bardziej na wodzach, czasami pędzą, by uciec od bólu i angażują się głównie w „kombinowanie” jak pozbyć się uciążliwego „sygnału”. Jednak znaczna część koni „na nieustannym hamulcu” przestaje energicznie chodzić, powłóczy nogami i potrzebuje stałego sygnału „pchającego” je do przodu. Przestają one być samo niosącymi się wierzchowcami, czyli takimi, które zapamiętują raz nadane przez opiekuna tempo i które chętnie w nim, idą nie zmieniając go samowolnie. Przy koniach wymagających ciągłego „pchania”, jeźdźcy zakładają ostrogi, podganiają je batem, ale nie wpadają na pomysł, by odpuścić „ręczny hamulec”. Problem jest jednak taki, że całkowite pozbycie się „hamulca ręcznego” nie zastępując go alternatywnym nie przyniesie nic dobrego. Człowieka to nie rozluźni, a zwierzę z zakodowanym sposobem jazdy, który wyżej opisałam, po odpuszczeniu siłowych pomocy sam z siebie się nie poprawi. Alternatywą jest jeżdżenie na koniu w taki sposób, jakbyście co jakiś czas chcieli sprawdzić, czy „hamulce” zadziałają. Kierowca samochodu mając wątpliwości, czy są one sprawne będzie przyduszał i puszczał pedał hamulca przyhamowując na sekundę pojazd, który jednak będzie nadal się toczył.

Gdy jeździec będzie podświadomie czuł, że koń może nie zareagować na pomoce egzekwujące zwalnianie, lub zatrzymanie powinien co jakiś czas sprawdzić ich skuteczność. Dając sygnał: „siadaj na kolana” egzekwujemy od podopiecznego, by przyhamował (w zależności od potrzeby-mocniej, lub słabiej) nie zmieniając jednak przy tym obecnego chodu. Każde nieposłuszeństwo konia, albo samowolne działania: przyspieszanie, zmiana rytmu, długości kroków, zmiana toru czy ustawienia ciała, powinny sprowokować jeźdźca do użycia kolejnego sygnału sprawdzającego „hamulce”. Krótka chwila podczas, której wierzchowiec przyhamuje, da wam czas i szanse na wyrównanie tempa i rytmu. Sygnał „siadaj na kolana”, użyty przed innymi pomocami korygującymi błędy zwierzęcia, zwiększy szanse na to, że koń je prawidłowo zrozumie i bezbłędnie wykona polecenie. Jazda na pewno będzie udana, jeżeli będziecie siedzieć w siodle pewni posłuszeństwa wierzchowca. Po opisanych sygnałach w poczuciu takiej pewności pojedziecie na podopiecznym najpierw parę kroków. Gdy koń zda sobie sprawę z waszej czujnością z pewnością będziecie mogli używać sygnał sprawdzający "sprawność hamulców" coraz rzadziej.



ROZCIĄGANIE ZEWNĘTRZNEGO BOKU KONIA


W tym wpisie chciałabym powrócić do wyobrażenia, że jeździcie na dwóch koniach równocześnie. Dzięki temu łatwiej będzie wam zrozumieć, że podczas wykonywania zakrętów, zewnętrzny bok wierzchowca ma do pokonania nieco szerszy łuk niż wewnętrzny. Siedząc w siodle musicie założyć, że „oba wasze konie” muszą iść „ramie w ramie” i aby to im się udało, powinny „współpracować”. Prowadząc wierzchowca należy działać pomocami tak, by namówić go do rozciągnięcia zewnętrznego boku. Gdyby poprosić o to samo człowieka, to robiłby on wówczas ćwiczenie takie, jak na poniższym obrazku.



Najważniejszą rolę odgrywają oczywiście sygnały dawane przez jeźdźca zewnętrzną łydką. Pukając nią i równocześnie pilnując, by zwierzę nie przyspieszało w odpowiedzi na pukanie, będziecie sugerować podopiecznemu, by naciągnął mięśnie zewnętrznego boku i wykonał podczas ruchu takie właśnie ćwiczenie. Nie bez znaczenia jest to, jak zachowuje się podczas pokonywania łuku przez konia ciało jeźdźca. Siedząc w siodle musicie pilnować, żeby wasza część ciała „siedząca na zewnętrznym koniu” była bardzo chętna do „pójścia do przodu”. Nie chodzi mi jednak o to, by jeździec specjalnie mocniej „machał” jednym biodrem. Często przy pracy zewnętrzną wodzą albo łydką, jeźdźcy napinają ciało i ograniczają ruch swojego „zewnętrznego” biodra. Nieświadomie sygnalizują wówczas zwierzęciu, by skróciło bok i napięło mięśnie. Namawiam was, byście kontrolowali swoje ciało przy pracy z wierzchowcem i działając ręką czy nogą pozwolili, aby wasze rozluźnione biodra, plecy, ramiona pracowały z podopiecznym swoim niezmiennym rytmem. Namawiając do współpracy „wewnętrznego konia”, musicie pilnować jego rozluźnionej szyi. Gdyby ją napinał, to tak jakby chciał przyspieszyć, żeby wyprzedzić kolegę, a przecież podstawą współpracy jest trzymanie przez oba konie równego tempa i rytmu.


SERIA PYTAŃ


1. Łydkami się ściska i tylko ściska czy można pukać ??? Ty pukasz czy przyciskasz ...

Łydkami nie ściskasz i jeszcze raz nie ściskasz. Koń przed naciskiem będzie się bronił i spinał mięśnie, a prawidłowo pracujący wierzchowiec ma mięśnie rozluźnione, miękkie jak gąbka. Przy cisnącej łydce, albo co gorsze pięcie, zwierzę skupi się na tym jak walczyć z bólem i dyskomfortem, które one zadają. Pukająca łydka rozluźnia i masuje mięśnie brzucha konia, a przede wszystkim prosi podopiecznego, by wykonał zadanie. „Mówi” np: „idź proszę do przodu”, ściskające łydki tego nie mówią. Ja pukam łydkami i to bardzo delikatnie. Czasami jednak zanim koń zrozumie, że to jest sygnał, mija trochę czasu. Szczególnie zwierzęta „szkółkowe”, które mają mnóstwo jeźdźców, nie reagują na takie pomoce poprawnie. Ilość jeżdżących na nich ludzi, z których każdy inaczej daje sygnały, prowokuje je do buntu, nieposłuszeństwa i skupienia się na tym, jak bronić się przed bólem i niewygodą.




2. Bez strzemion ma być pięta w dół według ciebie czy nie ???:) Masz pięty w dół bez strzemion ???

Pięta w dół, ale noga począwszy od biodra cofnięta tak by udo było w pionie. To ćwiczenie ma rozciągać łydkę, przy palcach w dół nie rozciągnie. Spróbuj tak i tak, a poczujesz różnicę. Nie przesadzaj jednak z tą piętą w dół, bo wtedy cała noga będzie uciekała do przodu. Wypracuj idealny poziom stopy. Tak, mam pięty w dół bez strzemion.


3. To prawda że przy jeździe na koniu już po samym usadowieniu się w siodle rozciągają się uda i biodra ???:)

Nie, to nie prawda. Trzeba się tego nauczyć i sporo nad tym popracować.

Pytający: A ja właśnie jak tylko usiądę w siodle to od razu czuję rozciąganie ud i pachwin :P

Podejrzewam, że rzeczywiście czujesz "rozciąganie" ud i pachwin, gdy siadasz w siodło. Nie jestem jednak pewna czy to jest właśnie rozciąganie. Sporadycznie jeździsz, więc zawsze poczujesz reakcję ud i pachwin na zmianę ich pozycji. Pytanie, co się dzieje z twoimi mięśniami później, podczas jazdy. Domyślam się, że one nie pracują, tylko przez całą jazdę są spięte i przy ich pomocy dbasz o to, by utrzymać się w siodle. Nie widziałam jak jeździsz, ale pewnie ściskasz udami i kolanami siodło, by się w nim utrzymać. Mięśnie, żeby się wzmocnić muszą pracować. Kurczyć się i rozkurczać jak serce. Muszą się rozciągać. Pracujące uda, leżąc na siodle będą bardziej płaskie niż owalne. W tych ostatnich mięśnie są spięte, sztywne i twarde jak kamień. Rozciągać mięśnie i nimi pracować trzeba się nauczyć, samo siedzenie w siodle tego nie załatwi. Przy prawidłowym ustawieniu nóg, pomoże ci też wyobrażenie , że koń to twoja partnerka w tańcu. Ty jesteś osobą prowadzącą w tej parze. Obejmij ją w pasie, by prowadzić. Nie wciskaj partnerce łydek pod pachy, to nie jest przyjemne. Zamiast tańczyć będzie ona kombinowała jak się ich pozbyć.

Pytający: A co mogę poza jazdą przykładowo robić na poprawienie rozciągnięcia ud i pachwin ???:)

Żeby rozciągać uda i pachwiny a nawet łydki, musisz dużo chodzić, ale w specyficzny sposób. Gdy robisz krok, to nie odrywaj od ziemi stopy, która została z tyłu, dopóki nie postawisz drugiej stopy z przodu. Musisz chodzić wyprostowany tak, żebyś czuł jak miednica wyprzedza minimalnie ramiona. Ramion jednak nie naciągaj zbyt mocno do tyłu, bo podniesiesz przez to zbyt wysoko mostek, a to utrudnia swobodne oddychanie.

Pytania publikuję za zgodą ich autora.


PROSTOWANIE ZEWNĘTRZNEGO BOKU KONIA


W swoich tekstach nieraz pisałam o tym, że koń z jeźdźcem na grzbiecie, idący po łuku powinien być ustawiony tak, żeby swoim ciałem owijał się wokół wewnętrznej łydki „kierowcy”. Na łuku wierzchowiec nie powinien kłaść się do środka (jak to się dzieje w przypadku jazdy na motorze), ani nie powinien obciążać mocniej swoich wewnętrznych nóg (zob. JAK NA MOTORZE ?). Większość tych zwierząt pokonuje zakręty z prostą kłodą, za to ze zgiętą do środka szyją, co odbierane jest przez niewprawnych jeźdźców jako prawidłowe ustawienie. Dzieje się tak dlatego, że wygięcie szyi jest po prostu widoczne dla człowieka siedzącego w siodle. Takie ustawienie nastręcza jednak sporo problemów z utrzymaniem podopiecznego na wyznaczonej trasie i namówieni go, by nie „wynosił” zewnętrzna łopatką na szerszy łuk ( zob. NOGA SPADAJĄCA Z TORU).





Prawidłowe wygięcie końskiego ciała stwarza pozory dla naszego zmysłu wzroku, że koń jest idealnie prosty. Może to dawać jeźdźcom złudne uczucie, że zwierzę nie „wyrobi” zakrętu i pojedzie prosto. Takie wygięcie z pozycji końskiego grzbietu można tylko wyczuć, a nie zobaczyć.




Zanim jednak owiniemy wierzchowca wokół naszej wewnętrznej łydki musimy zniwelować dotychczasowe zgięcie szyi. W tekście pt: „KOŃ LEWY I KOŃ PRAWY” poruszałam już ten temat. Omawiałam tam konieczność wyprostowania zewnętrznej strony konia i „schowania” jego zewnętrznej łopatki (zob. NOGA SPADAJĄCA Z TORU). Problem jest jednak taki, że przyzwyczajone do starego układu końskie ciało nie poddaje się zbyt chętnie naszym sugestiom wymuszającym wyprostowanie a potem inne, nowe wygięcie. Najczęściej zwierzęta te, by wymigać się od tego zadania, zapamiętale walczą z zewnętrzną wodzą, która sugeruje wyprostowanie szyi. By wygrać ten pojedynek, zadzierają wysoko do góry mordę, zwiększają tempo, nie słuchają zewnętrznej łydki jeźdźca proszącej o wykonanie zakrętu. Wyprostowane, pchają się na wewnętrzną łydkę jeźdźca, nie reagując na jej spychające sygnały i „ścinają” zakręty. W pierwszym odruchu człowiek szybko odpuszcza sobie prace z zewnętrzną stroną konia, by móc powrócić wraz z wierzchowcem na właściwy tor. Pozwala to jednak zwierzęciu na ponowne zgięcie szyi i uczy, że może być nieposłuszny naszym sygnałom. Gdy człowiek podejmie się próby nauczenia podopiecznego nowej postawy, musi pozwolić mu na pewną kolejność przyswajania nowych poleceń i przymknąć oko na drobne błędy w trakcie nauki. Koń fizycznie nie jest w stanie od razu poprawić całą postawę. Priorytetem niech będzie prostowanie zewnętrznej strony konia. Gdy ten walczy, wykorzystajcie (ale wówczas tylko z zew. strony) sygnał „napychania na mur”, czyli zatrzymujecie i przytrzymujecie wędzidło, a łydka egzekwuje od tylnej nogi, by ta „podeszła” bliżej wędzidła. Nie odpuszczając zewnętrznych pomocy, utrzymujcie jedno tempo, dzięki temu wierzchowiec będzie w stanie wykonać zakręt.

Sygnał, na który zwierzę nie jest w stanie w pełni zareagować na wstępnym etapie korygowania jego postawy, to pukanie naszej wewnętrznej łydki (jej zadaniem jest przekazywać polecenie: „nie pchaj się na moją łydkę, nie ścinaj zakrętu, nie kładź się do środka”). Nie zwalnia nas to jednak z konieczności pracowania nią. Kiedy podopieczny zaakceptuje już swoją nową „prostość”, na pewno zacznie pozytywnie odpowiadać na nasze wewnętrzne sygnały, by po jakimś czasie móc owinąć się na łukach wokół naszej wewnętrznej łydki.


piątek, 1 listopada 2013

PYTANIE O ZAGALOPOWANIE


Co mogę robić żeby samodzielnie zagalopować ???:) Zagalopuje ale tylko jak jedzie ktoś przede mną bo samodzielnie mam tylko szybki kłus ...


Na to pytanie bardzo trudno mi odpowiedzieć. Niewiele wiem o tym jak jeździsz, a już zupełnie nic nie wiem o koniach, które dosiadasz. Domyślam się, że są to zwierzęta szkółkowe, które najchętniej chodzą w tzw. „tramwaju”, czyli jeden za drugim. Ich przewodnikiem jest wówczas „kolega” z przodu, a nie jeździec. Konie takie nie muszą się wysilać, by zrozumieć sygnały opiekuna, tylko odruchowo powtarzają zadania wykonywane przez wierzchowca idącego tuż przed nim. Wbrew pozorom, najtrudniej jeździ się indywidualnie właśnie na „szkółkowcach”. Spróbuj zagalopować nie siadając w siodło tylko do ostatniego kroku kłusa anglezuj. Sygnałem do zagalopowania niech będzie puknięcie wewnętrzną łydką w koński bok. Sygnał ten poprzyj mówiąc głośno „hop”. Nie zniechęcaj się nieudaną próbą. Załóż nawet, że zanim zagalopujecie, będziesz musiał zrobić parę powtórek, dając w ten sposób podopiecznemu czas na zrozumienie twojego polecenia. Po każdej nieudanej próbie i przed następną zwolnij rozpędzonego konia do spokojnego wygodnego kłusa. Nie wiś zwierzęciu na pysku, nie powinieneś utrzymywać się w siodle dzięki temu, że trzymasz wodze. Powinieneś czuć, że utrzymasz się w równowadze nawet gdyby, ktoś ci je zabrał. Bez tego koń będzie bał się wyższego chodu, gdyż dla niego zagalopowanie z jeźdźcem tracącym równowagę, będzie oznaczało silniejszy nacisk wędzidła na „kąciki ust”. Nie pomagaj też zwierzęciu ruszając swoim ciałem do galopu szybciej niż ono. Twoje ciało anglezując czeka, aż koń zrobi pierwszy krok galopu, a potem spokojnie podąża za nim. Daj się koniowi nieść tak, jakbyś dał się nieść morskiej fali, gdybyś siedział na jej grzbiecie.

Pytanie opublikowałam za zgodą jego autora.



CO ROBIĆ, BY POPRAWIĆ DOSIAD?


Wiesz co mogę robić żeby głębiej usiąść w siodle ???:) Mam bardzo bardzo wysoko kolana, z tego powodu króciutkie strzemiona co uniemożliwia mi cofnięcie łydek przez co mam je na popręgu jak nie przed :( Po prostu bardzo płytko siedzę w siodle i nie wiem jak to poprawić ...


Człowiek, który jeździ już jakiś czas konno i od zawsze siedział w siodle jak w fotelu, będzie miał spore kłopoty z wyćwiczeniem prawidłowego dosiadu. Samo wydłużanie strzemion niewiele pomoże. Nie zachęci to jeźdźca do wyciągnięci w dół nóg, które przyzwyczajone są do ułożenia z wysoko podniesionymi kolanami i łydkami wypchniętymi do przodu. Bez ”instrukcji” dzięki, której jeździec prawidłowo ułoży nogi, wydłużone strzemiona sprowokują tylko do stawania na nich na palcach. Proponuję, żebyś nauczył się jeździć stojąc w strzemionach. Nie ma to być jednak półsiad tylko jazda z pionowym wyprostowanym ciałem. Wyobraź sobie, że strzemiona to podłoga na której stoisz z lekko ugiętymi kolanami. Nie opieraj się o siodło kolanami ani go nie ściskaj, żeby taką pozycję utrzymać. Szykując się do wstawania cofnij łydki do tyłu. Po krótkiej, albo dłuższej jeździe na stojąco przysiądź (nie usiądź) w siodło, utrzymując taki układ nóg, a przede wszystkim łydek, by móc natychmiast podnieść się do pozycji stój. Przy bardzo krótkich strzemionach będziesz bardzo wysoko stał nad siodłem i szybko przyjdzie ci ochota, by je wydłużyć. Im dłuższe strzemiona, im niżej nad siodłem stoisz, tym łatwiej utrzymać równowagę. Po jakimś czasie pozwól sobie na dłuższe siedzenie w siodle. Siedź jednak w siodle tylko taki czas, w którym łydki pozostaną ustawione w pozycji gotowości do wstawania. Gdy zaczną uciekać do przodu, ponownie wstajesz. Na początku będziesz bardzo dużo jeździł na stojąco, potem proporcje się zmienią na korzyść siedzenia. Nie muszę chyba dodawać, że będziesz musiał poćwiczyć jazdę na stojąco w każdym końskim chodzie.

Pytający: No to mnie na sam początek pocieszyłaś bo ja od zawsze mam taką pozycję w siodle :( Jak próbowałem na dłuższych to przy ciągnięciu nogi w dół bardzo odczułem wewnętrzne mięśnie ud i pachwiny :P Ale i tak w kłusie było za trudno takie strzemiona utrzymać ... No pomysł może i dobry ale… bardzo ciężki do wykonania. ….taka jazda w staniu jest na pewno dobrym sposobem ale dla mnie już w stępie ciężkim do wykonania a już na pewno zapomnij o jeździe w staniu w kłusie. Fajnie to opisałaś ale to jest bardzo trudne i wręcz nie wykonalne dla mnie :(


Jazda na koniu, gdy się stoi w strzemionach, bez podpierania się o siodło, albo wodze jest na początku bardzo trudnym ćwiczeniem. Nawet ci co mają silne nogi, maja ogromny z nim problem. Są oni w stanie ustać na początku przez 2-3 końskie kroki. Nie można podchodzić do tego zbyt ambitnie. Powinieneś jeździć, czy robić ćwiczenia zawsze na granicy tego co już jesteś w stanie zrobić, a tego czego jeszcze nie możesz wykonać. Nie przekraczaj zbyt mocno granicy, to bardziej szkodzi niż pomaga. Opisałam Tobie ćwiczenie, które powinieneś wykonać na początek w ciągu niewielu kroków. Do ćwiczeń w kłusie przejdziesz za np. 10 miesięcy. Chcesz, żeby dzięki jeździe konnej wzmocniły się twoje nogi. Podejrzewam, że tak się jednak nie stanie jeżeli będziesz siedział w siodle jak w fotelu. Problem z właściwym ułożeniem nóg możesz mieć też przez źle ułożone na koniu siodło (zob. RZĄD KOŃSKI). Jeżeli tylny łęk siodła jest zbyt nisko, to wręcz niewykonalne jest cofniecie łydek przez jeźdźca. Jeżeli chcesz szerzej usiąść w siodle nie skupiaj się na udach, nie spuszczaj ich na siłę w dół. Rozluźniaj stawy biodrowe, wyobrażaj sobie, że kości uda przyczepione są do miednicy za pomocą sznureczków. Rozluźniając biodra pozwolisz, by uda same opadały w dół. Ważne jest też ogólne rozluźnienie ciała. Wyobraź sobie, że Twoje ciało jest w środku pełne piasku. Poproś kogoś, by poprowadził konia na, którym siedzisz, a ty w tym czasie zamknij oczy i zsyp w wyobraźni ten cały piasek do swoich stóp. Potem to rób z otwartymi oczami i podczas jazdy.

Pytanie opublikowałam za zgodą jego autora.


JAK SIEDZIEĆ W SIODLE PODCZAS CHODÓW BOCZNYCH WYKONYWANYCH PRZEZ KONIA


Przeczytaj: USTAWIENIE ZADU KONIA PRZY CHODACH BOCZNYCH. (USTĘPOWANIE OD ŁYDKI), (CIĄG)

Człowiek siedzący w siodle na koniu, który idzie w bok, powinien być jak „stabilnie przymocowany plecak”. Niepotrzebny jest pchający ruch biodrami ani przekręcanie całego ciała. Również niczemu nie służy odginanie kolana czy przekręcanie nogi. W mniemaniu wielu jeźdźców zabieg ten, ma stworzyć zwierzęciu miejsce dla ruchu. Gdybyście wy mieli iść z obciążeniem na plecach i do tego w bok przekładańcem, to myślę, że wolelibyście, by plecak nie przerzucał równowagi z jednej strony na drugą i nie obciążał wam mocniej jednego ramienia. Lepiej dla was byłoby również, gdyby ten plecak nie próbował „wam pomóc” w ruchu pchając na siłę wasz jeden bok i wciskając „piętę” w żebra. Zdecydowanie bardziej przyjemna byłaby sugestia albo uprzejma prośba np.: „idź proszę w prawo”. Również niezbyt pomocne byłoby podczas takiego ruchu, odpięcie z jednej strony pasków przytrzymujących i stabilizujących ciężar na plecach. Takie pseudo otwarcie przestrzeni, czy zrobienie nam miejsca dla ruchu w bok wytrąciłoby nas z równowagi, dosłownie i w cudzysłowie. W prawidłowym ułożeniu całego ciała w siodle pomoże wam wyobrażenie, że wasze nogi wraz z biodrami i pośladkami to koński tył. Ustawcie się tak jak jest ustawiony on (ten koński zad) i wyobraźcie sobie, że to wy wykonujecie ruch w bok, krzyżując nogi.



USTAWIENIE ZADU KONIA PRZY CHODACH BOCZNYCH (CIĄG)


(Przeczytaj: USTĘPOWANIE OD ŁYDKI)


Pamiętacie wpis pt. NAWIĄZANIE DO „GRZBIET W POZIOMIE”, w którym wspominam o ćwiczeniu: „zad do środka”. W ćwiczeniu tym zadaniem jeźdźca było ustawić koński zad tak, by zwierzę „owinęło się” swoim ciałem wokół jego wewnętrznej łydki. Przód wierzchowca powinien iść wówczas po linii prostej. Człowiek nie powinien przy tym ćwiczeniu zginać szyi podopiecznego tylko dbać, jak zwykle, o jej rozluźnienie (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI). Jeździec nie może pozwolić zwierzęciu, by zareagowało przodem ciała na sygnały dawane łydkami (tak jak przy ustępowaniu od łydki). Ważna jest również praca nad prawidłowym ustawieniem łopatek konia (zob. DLACZEGO NIE WYCHODZI ĆWICZENIE ZAD DO ŚRODKA). 

Szykując się do wykonania prawidłowego „ciągu” wyobraźcie sobie linię przekątną na placu, po którym jeździcie. Potem „poproście” podopiecznego o ustawienie ciała tak, jakbyście przygotowywali go do wykonania wzdłuż tej przekątnej ćwiczenia „zad do środka”. Jeżeli macie zamiar namówić konia do wykonania ciągu w prawą stronę, to „utrzymajcie” jego przód ustawiony równolegle do przekątnej „biegnącej” w tę właśnie stronę. Mówiąc przód mam na myśli nie tylko szyję, ale przede wszystkim obie łopatki zwierzęcia. Następnie wyegzekwujcie od niego przestawienie zadu w prawo tak, by „owinął się” wokół waszej prawej łydki. Tak ustawionego wierzchowca poproście lewą łydką o ruch w bok (zob. RUCH W BOK).





USTAWIENIE ZADU KONIA PRZY CHODACH BOCZNYCH (USTĘPOWANIE OD ŁYDKI)


Przysłuchiwałam się rozmowie jeźdźców na temat chodów bocznych wykonywanych przez wierzchowce. Rozmówcy porównywali ustępowanie od łydki z ciągiem. Dyskusja skupiała się na rozważaniach o tym, jak przy tych ruchach w bok powinien być ustawiony przód konia i jak uzyskać owo ustawienie działając wodzami. Nikt nie wspomniał o końskim zadzie, o tym jak on powinien być ustawiony, ani o pomocach egzekwujących to ustawienie. Jedyne działanie łydkami, które przy tych ćwiczeniach rozważano, to sygnał pchający zwierzę w bok. Omawiano sposób w jaki jeździec powinien pomagać biodrami w spychaniu konia i sposób w jaki powinien siedzieć w siodle. Według rozmówców istnieje konieczność przekręcania się człowieka w kierunku spychania i konieczność odchylania kolana w celu zrobienia miejsca dla ruchu w bok. Prawda jest taka (zob. RUCH W BOK), że przy ustępowaniu od łydki wierzchowiec powinien być ustawiony tak, jakby szedł do przodu. Zad powinien „stać” na tym samym torze co przód. Przy tym ćwiczeniu koń krzyżując nogi przestępuję tak, jak gdyby schodził na sąsiedni tor równocześnie przesuwając się do przodu. Szyja zwierzęcia wraz z głową powinna być prosta i rozluźniona (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI) tak, by mogło ono patrzeć na wprost i przed siebie. Gdyby ktoś spojrzał na wierzchowca od przodu podczas takiego ruchu, to powinien widzieć jego pysk pokrywający się ze środkiem jego klatki piersiowej. Jedyna praca jaką wykonujemy wodzami to niedopuszczenie, by podopieczny zareagował przodem ciała na sygnały dawane łydkami przez człowieka ( zob. PRZESUŃ ZAD NA PRAWĄ STRONĘ). Koń nie powinien wieszać się na wodzach, rozpychać łopatką, czy samowolnie zginać szyi. Do wykonania tego zadania przygotowujemy koński zad kontrolując najpierw czy „podąża” on śladem przednich nóg i korygując ewentualne błędy ( zob. PRZESUŃ ZAD NA PRAWĄ STRONĘ). O zrobienie pierwszego kroku w bok „prosimy” tylną zewnętrzną nogę wierzchowca. Jeżeli koń krzyżując nogi przesuwa się w prawo to zaczyna ten ruch jego prawa tylna noga. Wydaje się być trudnym wyczucie odpowiedniego momentu, ale przy odrobinie wyobraźni, w której wstawicie swoje nogi w biodra zwierzęcia, jest to możliwe do zrobienia. Gdy wasz podopieczny podnosi ją, żeby zrobić krok wasza lewa łydka „namawia”, by zrobiła ona ruch po linii przekątnej w prawo. Dzięki takiemu „zabiegowi” zyskujemy stabilną postawę zwierzęcia. Koń ma wówczas szansę po równo rozłożyć ciężar na obie tylne nogi. W przypadku, gdy ruszy jako pierwsza noga wewnętrzna, czyli krzyżująca, to wierzchowiec, żeby nie stracić równowagi oprze się na naszej zewnętrznej wodzy (w opisywanym przypadku na prawej) i ruszy w bok rozpychając się zewnętrzna łopatką (w opisywanym przypadku, prawą). CIĄG DALSZY NASTĄPI.



czwartek, 31 października 2013

"PRZESUŃ ZAD NA PRAWĄ STRONĘ"


Podczas opisywania pracy na lonży (we wpisie JEDEN TOR) wspomniałam o tym, że tor, po którym porusza się nasz podopieczny podczas pracy powinien być wspólny dla przednich i tylnych jego nóg. U sporej części koni chodzących pod siodłem, przy ruchu w jedną ze stron zad zwierzęcia „wpada” do środka. Błąd taki wierzchowiec popełnia zarówno na łukach jak i na odcinkach prostych. Nie stawia on wówczas tylnej nogi, prawej i lewej na liniach z pozostawionymi śladami kopyt nóg przednich. Przez taką krzywiznę zwierzę mocniej obciąża jedną z tylnych nóg, która w tym momencie narażona jest na przeciążenia i kontuzje. Często wydawałoby się, że z niewiadomych powodów koniom nagminnie puchnie jedna tylna noga i wyraźnie widoczna oraz odczuwalna jest nieregularność w ruchu tylnych kończyn. Długość stawianych przez nie kroków jest ewidentnie różna. Przy takim ustawieniu ciała niemożliwe jest również wypracowanie przez wierzchowca kociego grzbietu i podstawienie zadu.

W tekście „NIE MA REGUŁY” pisałam o klaczy, która ładnie reaguje mi na „napychanie na mur”. Niestety często uaktywnia się u niej stary nawyk chodzenia z zadem w środku, gdy pracujemy w lewą stronę. Wówczas, natychmiast „rozciąga się” jej ciało i „zapadają” się plecy. Wiesza się też wtedy na prawej wodzy i rozpycha prawą łopatką. Uczyłam ją ostatnio, by przestawiała zad na prawo i wyrównywała postawę. Niestety podopieczna nieprawidłowo odpowiadała na mój sygnał dawany łydką. Przyspieszała i wieszała się jeszcze mocniej na prawej wodzy,po jej odhaczeniu, na lewej. Koń nie zareaguje poprawnie zadem na dawany przez jeźdźca sygnał, jeżeli błędnie odpowiedział już na niego przodem ciała. Proces uczenia klaczy był więc taki, że sygnalizowałam jej lewą łydką: „przesuń zad na prawą stronę”, ale na razie nie egzekwowałam tego od niej. Przez cały czas działania mojej łydki wymagałam tylko, żeby przestała przyśpieszać (zob. WODZE Z WYOBRAŹNI, CIĘŻAR JEŹDŹCA W STRZEMIONACH…, CIĘŻKA OPONA, POŁYKANIE JABŁKA), żeby nie wieszała się na wodzach, żeby rozluźniła szyję (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI) i przerzuciła ciężar ciała na zad (zob. JAZDA Z GÓRKI). Po serii powtórek, gdy wierzchowiec przestał traktować mój sygnał jako zachętę do „walki na wodzach" i wyrażenia buntu, mogłam wyegzekwować przesunięcie zadu, a rozluźniony i spokojny koń mógł bez problemu zadanie to wykonać.



"PRZEGANASZOWANIE"


Ostatnio widziałam jeźdźca na sympatycznym młodym koniu z predyspozycjami do ładnego ujeżdżeniowego ruchu. Po jego postawie podczas jazdy wywnioskowałam, że wierzchowiec zajeżdżany był przez kogoś z silnymi rękami i przy pomocy czarnej wodzy. Podczas pracy szyja tego zwierzęcia sprawiała wrażenie dużo krótszej niż przy swobodnym ruchu i schowanej w "ramiona". Koń miał głowę mocno opuszczoną z brodą przesadnie przyciąganą w kierunku klatki piersiowej. Takie ustawienie głowy i szyi z pewnością wpajane było zwierzęciu przy użyciu dużej siły i odtwarzane jest przez niego automatycznie w obawie przed bólem. Smutny widok. Gdyby ustawić człowieka w porównywalnej pozycji to wyglądałby mniej więcej tak jak na rysunku poniżej.
Mimo "niby zganaszowanej" szyi i mimo długich kroków stawianych przez wierzchowca przednimi nogami jego jeździec czuł, że ruch podopiecznego jest mało energiczny. Wałach był nieustannie podganiany, jednak efekt jaki wywołały sygnały dawane łydkami nie był zadowalający. Zwierzę kłusował coraz szybciej, a nie bardziej energicznie, jego przednie nogi maksymalnie wyciągane do przodu z powodu nadmiernego wysiłku traciły rytm i regularność. Ból jaki koń w nich odczuwał sprawiał, że momentami również kulał on na przodzie. Intuicja jeźdźca podpowiadała mu, że należy coś w "pojeździe" rozruszać. Być może owa intuicja "mówiła" o zadzie, ale przy "przeganaszowaniu" zwierzęcia człowiek nie wpadnie na pomysł, by przód konia wstrzymać (zob. wpisy z etykiety MOWA CIAŁA). Nie pomyśli, by jego szyję i szczękę rozluźnić (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI), by przerzucić na tył jego ciężar (zob. JAZDA Z GÓRKI) i tym samym dać szansę tyłowi rozruszać się (zob. ZAWSZE POD GÓRKĘ). Przy nadmiernie schowanej głowie wierzchowca człowiek ma złudne uczucie, że z przodu podopiecznego jest wszystko w należytym porządku, bo nie wisi on na wodzach. Faktycznie, przy takim ustawieniu głowy i szyi konia człowiek nie czuje na swoich rękach ciężaru, ale nie czuje również niczego innego (zob. ROZMOWA TELEFONICZNA).
Nie ma wówczas żadnego kontaktu między współpracującymi istotami (zob. WĘDZIDŁO W KOŃSKIM PYSKU), jeździec nie wyczuwa pytań i skarg wysyłanych przez podopiecznego.
Nie czuje zaciśniętej szczęki ani sztywnych mięśni szyi wierzchowca, nie czuje źle ustawionych jego łopatek ani tego, że traci on równowagę.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl