Szukaj na tym blogu

piątek, 25 października 2013

JAK ZRÓWNAĆ ROZJEŻDŻAJĄCE SIĘ NADWOZIE I PODWOZIE


(zob. KONIE, KTÓRE "WISZĄ NA RĘKACH JEŹDŹCA")

Jeżeli górna część „pojazdu” jest szybsza od „kółek”, które nie wykazują chęci do bardziej wydajnej pracy i zrównania prędkości z „ nadwoziem”, to prędzej czy później owo nadwozie zacznie z nich spadać w kierunku przodu. Jak powinien zachować się jeździec, żeby zrównać te rozjeżdżające się dwie „części” konia? Zwalniamy ruch biodrami w stępie i galopie oraz częstotliwość anglezowania w kłusie i regulujemy w ten sposób prędkość nadwozia. Jeżeli wydaje się konieczne, to „prosimy” zwierzę także, aby uniosło swój przód. Będą to sygnały wodzami przypominające szarpanie w górę wędki, której haczyk o coś się zaczepił. Równocześnie pukamy intensywnie łydkami w końskie boki, wymagając od „kółek”, by razem z podwoziem podgoniły i podparły zwalniające nadwozie. Jeździec musi równocześnie pilnować, by przy używaniu opisanych pomocy zwierzę nie rozpędzało się, nie zmieniało chodu na wyższy i poruszało w równym rytmie.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



DLACZEGO KOŃ NOSI WYSOKO PODNIESIONĄ SZYJĘ?


Wierzchowce w bardzo różny sposób reagują na brak swojej równowagi. Przy zbyt mocno obciążonym przodzie, wiszą na rękach jeźdźca, bądź ratują się krótkim i szybkim krokiem, albo nie dają się rozpędzić, bo boją się, że w szybszym tempie, przy takim rozkładzie ciężaru, przewrócą się. Są też takie konie, które próbują własną szyją podciągnąć do góry spadający przód. Szyja zaczyna wówczas pełnić rolę ”dźwigu”, czego skutkiem jest przerośnięty u jej dołu mięsień. Najgorszą rzeczą jaką można wtedy zrobić, to złamać dźwig i ściągnąć go na siłę w dół. Zamiast tego, należy zadbać o prawidłową równowagę zwierzęcia, pracę zadu, grzbietu i wypracować w ten sposób układ, w którym „maszyna” nie mając już co podnosić, sama opadnie jak "szmaciana lalka". (Zobacz: „BUŁECZKA”, „KOŃ ZGANASZOWANY”, „RÓWNOWAGA” , „SYSTEM NACZYŃ POŁĄCZONYCH”, „ JAK ZRÓWNAĆ ROZJEŻDŻAJĄCE SIĘ NADWOZIE I PODWOZIE”, „PRACA NA LONŻY”).

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



STĘP-CHÓD NIEDOCENIANY


Z moich obserwacji wynika, że stęp jest chodem, w którym unika się pracy z koniem. Nie docenia się znaczenia stępu przy szkoleniu podopiecznych. Jest to dość nagminne. Często wierzchowce paskudnie wloką się, snują i człapią w stępie. Zaraz potem zasuwają w kłusie tak, że jeździec nie nadąża z anglezowaniem. Owszem, koń powinien ruszać się energicznie, ale nie należy mylić tego z prędkością. Stęp powinien być dynamicznym i rytmicznym chodem. Zwierzę musi stąpać mocno tylnymi nogami, wyraźnie odpychając się nimi od podłoża, jakby chciało wejść pod górkę. Wówczas, w rytm długiego kroku zwierzęcia, biodra jeźdźca obszernie się "huśtają". Stęp jest bardzo ważny w procesie szkolenia konia. Każde nasze polecenie powinien on prawidłowo wykonać najpierw właśnie w stępie, zanim poprosimy o to samo w kłusie, a potem w galopie.


PRZEPIS NA PRACĘ Z KONIEM


Wielu jeźdźców ma nadzieję, że kiedyś odkryje przepis na pracę z koniem. Takiego przepisu jednak nie ma. Praca z wierzchowcem powinna być oparta na „dialogu” i obopólnym zrozumieniu. Na wszelkich pokazach i klinikach dzieje się bardzo dużo i nieraz w szybkim tempie, bo osoby, które je prowadzą, chcą przekazać nam jak najwięcej informacji. My jeźdźcy mamy potem sporo czasu na to, by wprowadzić „łykniętą” wiedzę w życie. Ktoś, kto w ciągu krótkiej sesji zajeżdża młodziutkiego, dzikiego konia, pokazuje do jakich efektów powinniśmy dążyć. Zdaje się przy tym na mądrość swoich słuchaczy, którzy powinni wiedzieć, że takie zwierzę będzie mogło swobodnie nosić jeźdźca po co najmniej dwóch latach pracy nad rozwojem i wzmocnieniem jego mięśni.


PRACA NA LONŻY


Często lonżowanie konia traktowane jest jako zło konieczne, albo wyjście awaryjne w sytuacji, kiedy jeździec nie może wsiąść na swojego wierzchowca. Praca na lonży może jednak przynieść wiele dobrego. Zwierzęciu łatwiej wykonać ćwiczenie, albo nauczyć się czegoś nowego najpierw bez ciężaru na plecach. Wzmocnione i wygimnastykowane (na lonży) mięśnie grzbietu konia powinny też prawidłowo zareagować na obciążenie i naprężyć się. Spróbujcie nauczyć swojego konia, kiedy biega wokół Was, żeby zwalniał, zatrzymywał się, zmieniał tempo czy rodzaj chodu na sygnały głosowe. Równocześnie z nimi podganiajcie tył zwierzęcia batem. Taka praca skraca konia, podstawia mu zad, kształtuje i wzmacnia „ koci” grzbiet. Takie ćwiczenie uczy również wierzchowca, że sygnał dawany batem może mieć wiele innych znaczeń, poza informacją „biegnij szybciej”.


REGULOWANIE TEMPA W STĘPIE


Jak już wcześniej pisałam, koniom do prawidłowej pracy i fizycznego komfortu potrzebny jest wygięty grzbiet, tzw. koci. Problemy ze stępem, a właściwie z brakiem dynamiki w tym chodzie, wynikają między innymi z braku takiego grzbietu. Żeby to poprawić musicie sobie wyobrazić, że koń to huśtawka, na której kołyszą się nasze biodra. Żeby jednak wprawić w ruch ten "mechanizm", należy pukać łydkami w boki konia. Jeździec wciskający pośladki w grzbiet i próbujący rozpędzić nimi wierzchowca, tak naprawdę rozwałkowuje i rozciąga grzbiet konia, wyginając go w dół. Taka pozycja blokuje u zwierzęcia energiczny i elastyczny ruch. Skraca to również krok i usztywnia jego biodra.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



ZAUFANIE DO JEŹDŹCA


Jak wszyscy wiemy, konie to bardzo płochliwe zwierzęta. Jak myślicie? W jakich warunkach taki przestraszony wierzchowiec nauczy się ufać człowiekowi? Może wtedy, gdy pozwolimy mu jakiś czas biegać z dala od "potwora"? Może wówczas, kiedy stworzymy mu możliwość oswojenia się z nim na odległość, pozwolimy żeby o nim zapomniał zajęty pracą i skupianiem się na jeźdźcu? Wtedy, kiedy przeprowadzimy czy podprowadzimy zwierzę w ręku, damy zaspokoić ciekawość? Ponieważ, wbrew pozorom, konie są ciekawskie. Czy może zaufa wówczas, gdy jest zmuszany do przełamania strachu siłą i poprzez zadawanie bólu? Przy takich "sygnałach" końskie "myślenie" jest takie: boję się, czuję ból, więc słusznie się boję. Owszem, koń w końcu podejdzie tam gdzie żąda jeździec ale tylko dla tego, że w którymś momencie zacznie bać się bardziej jego niż "potwora". Nie wróży to jednak przyjaźni ani przyjemnej pracy.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



SYSTEM NACZYŃ POŁĄCZONYCH


Uruchomcie wyobraźnię i zobaczcie w niej konia, który zbudowany jest z czterech połączonych naczyń z wodą. W czasie jazdy, a szczególnie przy zmianie tempa, prędkości, rodzaju chodu, na zakrętach, przy nierównościach terenu, płyn przelewa się i część naczyń przepełnia, inne pozostawia niedopełnione. Zadaniem jeźdźca jest prowadzić konia tak, żeby poziom wody w naczyniach był zawsze równy. Wydawałoby się, że mamy do dyspozycji zbyt mało pomocy, żeby tak z wierzchowcem „rozmawiać”. Jeżeli jeżdżąc zaczniemy myśleć „co chcę od konia uzyskać i czego od niego oczekuje”, żeby poprawić jego warunki fizyczne, okaże się, że mamy wystarczający zasób sygnałów. Kiedy np. czujemy, że zwierzę na zakręcie zbyt mocno pcha się na naszą nogę, wyobrażamy sobie, że chcemy przelać płyn z wewnętrznych naczyń do zewnętrznych i działamy „pomocami” tak, jakbyśmy chcieli tą właśnie myśl, na migi jemu przekazać. Nasze łydki mogą „powiedzieć” dużo więcej poza „jedź”, a wodze dużo więcej po za ”stój”. Zresztą, one w ogóle nie powinny tego mówić.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



RÓWNOWAGA KONIA


Sama nigdy nie próbowałam, ale podobno stojąc równocześnie na dwóch wagach, dość trudno jest rozłożyć swój ciężar idealnie po połowie na każdą z nich. Jak wielki, w takim razie byłby to problem dla czworonoga, gdyby musiał rozłożyć swój ciężar po równo na cztery wagi. Niestety jednak, żeby koń mógł wykonać prawidłowo ćwiczenia i odpowiadać na nasze polecenia, jeździec musi w trakcie każdego chodu prowadzić zwierzę tak, aby miało ono szansę na takie równomierne rozkładanie swojej wagi.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


JEŹDZIĆ CZY NIE JEŹDZIĆ?


Biegaliście kiedyś w bardzo niesprzyjających do tego warunkach? Niejeden z was gonił tramwaj czy autobus w głębokim śniegu albo na śliskim chodniku. Szczególnie na tym drugim utrzymanie równowagi graniczy z cudem. Spróbujcie też kiedyś przebiec się po zamarzniętym, a wcześniej rozjeżdżonym lub rozdeptanym na wszelkie sposoby błocie. Zapewniam, że kontuzję stawów czy ścięgien macie zapewnioną. Równie niebezpieczna jest zbyt mokra ziemia. Błoto w szczególny sposób zasysa nogi i wyciągnięcie z takiego podłoża stopy, nie zostawiając tam buta, to spory wysiłek. Kolejna ciekawa atrakcja, to trucht latem po polnej drodze za wzbijającym kurz samochodem. Wyobraźcie to sobie albo wypróbujcie zanim podejmiecie decyzję: jeździć czy nie jeździć w warunkach, które utrudniają pracę koniowi, bądź co gorsze, narażają jego nogi i inne części ciała na kontuzje.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush



KOŃ "ZGANASZOWANY"


Prawie wszyscy  jeźdźcy dążą do zganaszowania swojego wierzchowca. Do tego, żeby koń miał pięknie wygiętą, tak zwaną "łabędzią szyję". Jednak nieliczni zdają sobie sprawę, że jest to końcowy efekt ciężkiej i żmudnej pracy nad wygięciem końskiego grzbietu w koci. Konie obciążone jeźdźcem, a często i bez jeźdźca, biegające na lonży, niosą wysoko zadartą szyję. Wynika to z faktu, że mają bardzo wklęśnięty grzbiet. Wypięcie ich wówczas na sztywne wypinacze niczego nie poprawia, tylko skazuje zwierzę na potworne krzywizny i ból.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Żeby dojść po latach do "łabędziej szyi", trzeba nauczyć konia od początku tej drogi wyginać całe ciało w łuk, od czubka nosa po nasadę ogona. Im bliżej ziemi nos i zad, tym mocniej naciągają się i wzmacniają mięśnie grzbietu. W tej pracy pomogą nie sztywne, lecz tak zwane wypinacze trójkątne, które pozwalają zwierzęciu swobodnie spuszczać i podnosić głowę wzdłuż pionu.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



RÓWNOWAGA KONIA PRZY CZYSZCZENIU KOPYT


W czasie mojej przygody z końmi przyglądałam się wielu sposobom uczenia ich, by podawały nogi, gdy opiekun chce wyczyścić im kopyta. Nie zamierzam ich opisywać ani polemizować z ich zwolennikami. Wiem tylko, że często problemy z tym związane wynikają z faktu, że koń nie potrafi utrzymać równowagi na trzech nogach. Opiekunowie nie zdają sobie sprawy z tego, że powinni ze zwierzęciem nad tym popracować. W przeciwnym razie koń będzie opierać swój ciężar na ręce opiekuna, albo będzie nogę wyrywać.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Tym, którzy walczą przy czyszczeniu kopyt proponuję, żeby spróbowali nauczyć konia, aby za waszą namową spoczął na każdej po kolei nodze. Głaszczcie, kląskajcie, cmokajcie i delikatnymi szturchnięciami spowodujcie, by przed podniesieniem nogi wierzchowiec przerzucił ciężar ciała na pozostałe kończyny. Ideałem było by, gdyby spoczywającej nogi koń nie obciążał, póki nie poprosicie o następną. Dobrze by też było, gdyby tą rozluźnioną nogę zwierzę pozwoliło przesuwać i ustawiać w różnych miejscach.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush




KONIE, KTÓRE "WISZĄ NA RĘKACH JEŹDŹCA"


Konie podczas jazdy bardzo często "wiszą" na wodzach, zmuszając w ten sposób jeźdźca do dźwigania sporego ciężaru. Żeby zrozumieć, jaka jest tego przyczyna, trzeba wyobrazić sobie, że koń zbudowany jest z nadwozia i podwozia, które nie są ze sobą połączone. Nie pilnowane, rozjeżdżają się. Nadwozie zsuwa się z przodu z podwozia i żeby nie spaść na ziemię, "szuka" podparcia. Zadaniem jeźdźca jest ułożyć te dwie części na sobie jak drewniane klocki i pilnować, by ta niewysoka budowla nie runęła (zob. JAK ZRÓWNAĆ ROZJEŻDŻAJĄCE SIĘ NADWOZIE I PODWOZIE). W innym przypadku nadwozie "znajdzie" oparcie właśnie na wodzach.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


BUŁECZKA


"Zad konia powinien wyglądać jak dobrze uformowana bułka". Takie porównanie znalazłam w książce S.M. Radke. Bardzo mi się podoba. Dobrze umięśniony koński zad kojarzy mi się również z pośladkami korpulentnej damy lub dżentelmena, którzy tańczą z wielką gracją i lekkością motylka. Dobrze pracujący zadek będzie huśtał się z ową lekkością trochę na boki oraz w górę i w dół.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Konie, które "lecą" do przodu, wiszą na rękach, u których zdesperowani jeźdźcy, nie mogąc ich utrzymać ani zatrzymać, zaczynają używać czarnej wodzy, czambonu, itd. Konie, u których kółka od wędzidła straciły swój kształt, zawsze będą miały przebudowane mięśnie przodu, szyi, szczęki, no i zero bułeczki.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


SPRĘŻYNA


Konie bardzo lubią, kiedy rozmawiająca z nimi poprzez wodze ręka jest jak dobra, niezbyt mocna sprężyna. Łatwo się rozciąga na całej swojej długości (od ramienia) i delikatnie, spokojnie wraca do pierwotnej pozycji. Pyski tych zwierząt wyrażają strach przed sztywnymi i spiętymi ramionami. Spróbujcie podczas jazdy zwiesić swobodnie ramiona i je rozluźnić. Nie zaciskajcie pach, dajcie pracować łokciom, oddajcie całe ręce do przodu.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


ROZMOWA TELEFONICZNA


Wielu jeźdźców zadaje pytanie: jakiej długości powinny być wodze w czasie pracy z koniem? Lepszym pytaniem było by: jaką rolę powinny spełniać wodze? Gdy już to człowiek zrozumie, myślę, że długość będzie regulował intuicyjnie. Wyobraźcie sobie, że przez owe wodze macie kontakt telefoniczny ze zwierzęciem. Kiedy robią się zbyt luźne, to tak jakbyście stracili zasięg i rozmowa się urywa. Zbyt silne i długie ciągniecie za wodze można porównać do krzyku na swojego rozmówcę, niedopuszczanie go do głosu. Zwierzęciu trzeba dać czas i szansę, żeby odpowiedziało: „tak, rozumiem, już to robię” albo „nie mam pojęcia o co ci chodzi”. Człowiek też musi mieć czas i szansę „usłyszenia” tego, co koń chce przekazać. Jest jeszcze druga strona medalu – koń wiszący całym ciężarem na wodzach. Taką sytuację można porównać do monologu. Jedyną waszą szansą na dojście do głosu jest „namówienie” pupila, żeby przestał „krzyczeć”, czyli podniósł swój „ciężar” z wodzy i sam go niósł. (zob. KONIE, KTÓRE WISZĄ NA RĘKACH JEŹDŹCA).


UCZUCIE STEROWANIA ZADEM


Wielu jeźdźców nie zdaje sobie sprawy , że powinni dążyć do tego, by w czasie pracy z wierzchowcem "kierować" nim przy pomocy jego zadu. Jeżdżąc konno siedzicie mniej więcej w połowie zwierzęcia i niestety większość z was skupia się tylko na tej części konia, którą ma przed sobą. O tym, co jest z tyłu zapominacie. Spróbujcie sobie wyobrazić koński tył jako „istotę”, która biegnie za wami. Siedząc w siodle tworzycie z bioder i nóg coś w rodzaju bramy wjazdowej, przez którą ta „istota” chciałaby was wyprzedzić. Podczas jazdy musicie działając łydkami "poprosić" zad konia, żeby ustawił się w takiej pozycji, by nie zahaczył o żadną z kolumn (uda) "bramy", gdyby naprawdę miał pod nią przebiec.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI


Jeździliście kiedyś konno z zamkniętymi oczami? To genialne ćwiczenie! Zupełnie inaczej czujemy konia bez bodźców wzrokowych. Poproście kiedyś kogoś życzliwego, żeby potrzymał wam konia na lonży, a wy siedząc na nim nie próbujcie nim kierować tylko skupcie się na wyszukiwaniu błędów w postawie zwierzęcia. Zadziałajcie pomocami tak,żeby te błędy zniwelować. Skupcie się na prostowaniu jego krzywizn, wyrównywaniu równowagi oraz regulowaniu tempa i prędkości. Koń nie powinien ich samowolnie zmieniać.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


LEWA I PRAWA STRONA KONIA


W wielu szkółkach jeździeckich instruktorzy uczą, że jedynie prawidłowo prowadzi się konia z jego lewej strony. Owszem, jest to bardzo wygodne, bo większość z nas jest praworęczna. Jednak jeżdżąc wierzchem pracujemy i prawą, i lewą ręką, wodzą, łydką. Dlaczego nie ćwiczyć pracy obu naszych stron już z ziemi – chodząc z koniem? Sposób prowadzenia konia na przemian z obu stron jest bardzo korzystny dla niego samego. Każda ze stron naszych ulubieńców uczy się osobno i powinna mieć takie same szanse na "łyknięcie wiedzy", nawet jeśli jest to tylko obsługa i praca z ziemi. Należy również pamiętać, szczególnie przy młodych koniach, że jego wzrok przyzwyczaja się do naszej obecności osobno z każdej ze stron, więc czas naszego przebywania przy lewym i prawym boku zwierzęcia powinien być porównywalny.


PRZEPYCHANKA


Taka na przykład wydawałoby się prosta czynność jak czyszczenie konia… RUTYNA. Często to jednak właśnie przy jej wykonywaniu jeźdźcy "pozwalają" sobie na zaniedbania. Godzą się jakby wówczas, by koń przyswoił sobie złe nawyki. Największymi wrogami pracy z koniem są zniecierpliwienie i pośpiech. To one prowadzą do zaniedbań. Rozczesywałam kiedyś ogon klaczki, która w czasie tej czynności zaczęła się wiercić. Złapałam się na tym, że zaczęłam się spieszyć przy tym czesaniu, żeby zdążyć przed jej kolejnym przesunięciem się w bok. Innym razem Natalia chciała przejść przed koniem z lewej strony na prawą. Każda próba prowokowała jej klacz do pójścia do przodu. W pierwszym odruchu Natalia chciała być szybsza i bardziej "cwana" niż koń. Próbowała wyprzedzić ją zanim podopieczna zdąży się ruszyć. Zwierzę zawsze było szybsze. Pewnie każdy jeździec robił coś, czy robi na wyścigi z koniem. Lepsze rezultaty daje jednak spokojne, uparte, a czasami "upierdliwe" ustawianie zwierzęcia na wyznaczone mu miejsce. On dwa kroki w lewo, Ty go dwa kroki w prawo. On krok do przodu, Ty go o krok cofasz itd. Wykonujemy zamierzoną czynność dopiero wtedy, gdy koń „postanowi” nie ruszyć się już z miejsca.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



ROZBIEŻNE POMYSŁY


Konie w czasie jazdy mają bardzo często inną koncepcję na jej kierunek, tempo czy tor niż jeździec, szczególnie początkujący. Poradziłam Marysi, żeby pracując z koniem dawała mu sygnały, które „mówią” mu co ma zrobić i równocześnie takie, które sygnalizują czego mu robić nie wolno. Na przykład: skręcamy w prawo ale nie wolno ci zwalniać, ani pchać się na moją prawą łydkę.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


TEREN



Ostatnio Ola mnie zapytała, dlaczego jej koń lepiej słucha ją w lesie niż na placu ćwiczeń. W lesie wytyczone ścieżki, ściana drzew, rowy itd. są naszymi sprzymierzeńcami, jakby dodatkowymi pomocami. Koń je widzi i maszeruje wzdłuż czy między nimi. Na placu „ścieżki”, którymi zwierzę ma iść, musimy na bieżąco "wytyczać" tuż przed nim, używając odpowiednich pomocy.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush


MASAŻ


Zastanawiałyśmy się z koleżankami nad tym, w jaki sposób powinna pracować łydka jeźdźca siedzącego na koniu. Zdania na ten temat, jak zwykle, były różne. Jedno jest pewne, wszyscy dążymy do tego, żeby koń naszych łydek słuchał i wykonywał polecenia przekazywane za ich pomocą. Moim zdaniem są to "pomoce", które nie tylko powinny wydawać owe polecenia, ale również powinny masować i rozluźniać mięśnie boków zwierzęcia. Dzięki temu, nasza prośba będzie dla konia łatwiejsza do zrozumienia i wykonania.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Jeżeli koń nie słucha i nie wykonuje poleceń dawanych łydkami, to zazwyczaj jeźdźcy próbują pomóc zwierzęciu całym swoim ciałem. Napinają je, żeby nim konia pchnąć. Takie zachowanie, tak naprawdę, przeszkadza koniowi w prawidłowym wykonywaniu zadań "narzuconych" przez opiekuna. Zwierzę zamiast odpowiedzieć na nie prawidłowo, zaczyna kontrować wysiłki jeźdźca. U człowieka natomiast, próba siłowego działania ciałem "prowokuje" do wykrzywiania postawy ciała i napinania całej sylwetki.


BÓL


Kiedy człowieka coś boli (brzuch, głowa, ręka, noga itd.), to wtedy nie jest w stanie się uczyć. Trudno mu cokolwiek zapamiętać, skupić się. Słucha czegoś, albo o czymś czyta i za chwilę orientuje się, że nie wie o czym była mowa. Skąd więc w ludziach przekonanie, że zwierzę nauczy się czegokolwiek przez zadawanie bólu? Jedyne co można wówczas osiągnąć, to "uruchomić" jego odruch obronny. Jeżeli zwierzę, czując ból, wykona polecenie jeźdźca, zawsze będzie temu towarzyszyć strach, złość, rozdrażnienie i przekora. To zaś może prowadzić do kontuzji psychiki konia i do wywołania agresji u zwierzęcia. Prowadzi to również do kontuzji fizycznych, ponieważ koń w reakcji na ból, blokuje stawy i spina mięśnie.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush



CZY WARTO ZMIENIAĆ KONIA?


Koleżanka powiedziała mi, że chce sprzedać swojego konia, bo jej „leci” na przeszkodę i jest nie do opanowania. Przyczyną takiego zachowania konia jest brak równowagi. (zob. KONIE, KTÓRE "WISZĄ NA RĘKACH JEŹDŹCA", DLACZEGO KOŃ NOSI WYSOKO PODNIESIONĄ SZYJĘ, CZŁOWIEK, KTÓRY SIĘ POTKNĄŁ). Cały ciężar w czasie biegu zwierzę przerzuca na swój przód i siła napędowa (silnik) jest w przednich, a nie tylnych nogach. Jeżeli jeździec nie zdaje sobie z tego sprawy, to prawdopodobnie, każdy następny jego koń będzie tak samo źle zrównoważony. Powodem tego będzie brak odpowiedniej pracy, podczas której jeździec powinien uczyć podopiecznego, jak "powinien chodzić", by napęd (silnik) był w jego tylnych nogach.


Rysunek stworzony przez Cyber Brush


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl