Szukaj na tym blogu

piątek, 22 listopada 2013

KOŃ "OPIERAJĄCY SIĘ" NA LONŻY


Pisałam niedawno o klaczy, która zaczynała każdą nasza współpracę na lonży od szaleńczego galopu (zob. CHOWANIE WEWNĘTRZNEJ ŁOPATKI...).  Pracowałam z nią nad ustawieniem wewnętrznej łopatki i „namawiałam”  do biegania po idealnym kole. Bystra klacz szybko zorientowała się, że cały czas pilnuję jej ustawienia i nie pozwalam „ścinać” łuku. Teraz trasa, po której biega  ona na lonży, stała się równym kołem. Taka praca wymaga od konia, by się skupił i zapamiętywał polecenia.

Zwierzę, w taką pracę musi również włożyć dużo więcej wysiłku fizycznego, niż wówczas, gdy biega byle jak, byle do przodu. Moja podopieczna znalazła więc sposób, by ulżyć sobie w pracy i maszerując w lewa stronę zaczęła opierać się na lonży, a tym samym na mojej ręce tak, jakby „namawiała mnie” do niesienia części jej sporego ciężaru. Gdyby jej się udało,  mniej wysiłku musiałaby wkładać w utrzymanie równowagi. Obserwując więc czy klacz nie zmienia ułożenia wewnętrznej łopatki, musiałam pracować lonżą tak, jakbym chciała przyciągnąć do siebie jej przednia część. Nie mogłam pozwolić, by wyciągała mnie na szerszy łuk, a zad ustawiała na torze „rysującym” nieco mniejsze koło. W takiej sytuacji „rozmowa” ze zwierzęciem byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby lonża przyczepiona była do jego zewnętrznej łopatki. Ponieważ jednak tak nie jest, to pracując lonżą pilnuję, żeby w odpowiedzi na sygnały wierzchowiec nie zgiął szyi i używając bata „proszę”, by pozostawił zad na właściwym torze. Dzięki temu moje pomoce staja się dla niego zrozumiałe. Sygnały dawane lonżą muszą być wyraźnie przyciągające, ale niezbyt długie i często powtarzane. Gdyby w takiej sytuacji koń zgiął szyję, to pewnie przestałby wisieć na lonży, ale problem z „uciekaniem” na większe koło pogłębiłby się, bo zwierzę ustawiłoby zewnętrzną łopatkę jak „rozpychający się łokieć”. Biegając w prawą stronę klacz jest dużo spokojniejsza, ma bardziej giętką szyję. W tą stronę, sposobem na nieangażowanie się w pracę jest niechęć do pójścia do przodu. Oczywiście podopieczna idzie, nawet samowolnie podgalopowuje, ale postawę ma taką jakby chciała się wycofać. Gdyby szła w parze z drugim koniem, sprawiałaby wrażenie takiej, która zamierza schować się za swojego towarzysza i dalej iść za jego zadem. CDN 
   

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl