Szukaj na tym blogu

wtorek, 30 grudnia 2014

CO ROZUMIESZ POD POJĘCIEM GANASZOWANIA SIĘ KONIA?


Co rozumiesz pod pojęciem ganaszowania się konia? Bardzo proszę, wyjaśnij na czym to polega, ponieważ moje postrzeżenie, innych mniemanie i cudze publikacje różnią się w stopniu wprost proporcjonalnym do różnego przemierzania ścieżek w komunikacji z koniem. Wyjaśnij to w swoich publikacjach.
Ada

Ada odezwała się do mnie jako pierwsza z czytelników i śledzi nieustannie moje blogowe poczynania. Jest bacznym obserwatorem i nie pozwala mi „spocząć na laurach”, komentując moje posty i zadając pytania w prywatnej korespondencji. Na szczęście pozwala mi je upubliczniać.

Co rozumiesz pod pojęciem ganaszowania się konia? Szczerze mówiąc, chętnie „wysłuchałabym”, jak wy to rozumiecie. Gdybyście przeczytali wszystkie moje posty, to stwierdzicie, że prawie w ogóle nie używam pojęcia: ganaszować konia. Jednak sposób pracy z wierzchowcem jaki propaguję, nieuchronnie prowadzi do tego, że zwierzę się ostatecznie zganaszuje. Nie lubię posługiwać się tym pojęciem, ponieważ w świecie jeździeckim, w potocznym pojęciu, oznacza ono coś, co musi zrobić jeździec z głową i szyją podopiecznego. Musi zganaszować konia: czyli za pomocą wszystkich dostępnych środków wzmacniających siłę jego rąk, musi zgiąć końską szyję i ściągnąć jego mordę w dół. A jak już wcześniej parokrotnie pisałam, ganaszowanie się konia jest efektem „skrócenia” jego ciała, dzięki prężeniu grzbietu w górę. Jest efektem wypracowania właściwej równowagi konia. Jest efektem odciążenia jego przedniej części. Jest efektem wydłużenia kroków stawianych przez tylne nogi zwierzęcia i „zmobilizowanie” ich do pracy „pod brzuchem konia, a nie w tyle, za jego ogonem”. Jest efektem pracy nad wyregulowaniem tempa i rytmu chodów oraz rozluźnieniem mięśni konia i uelastycznieniem stawów. Jest właściwie efektem całościowej pracy nad postawą wierzchowca, pozwalającą mu swobodnie, bez bólu i napięć, nieść jeźdźca.

Wszyscy wiecie, gdzie koń ma ganasze. Ich umiejscowienie wskazuje na to, że pojęcie ganaszowania się konia dotyczy ułożenia jego szyi i głowy. Jednak to ułożenie wynika z pozycji całego jego ciała. Przytoczę ćwiczenie, które zobrazuje wam co się dzieje z szyją i głową, w zależności od waszej postawy. Oprzyjcie ręce na krześle, albo taborecie, żeby stworzyć pozory, że jesteście czworonogiem. Najpierw odsuńcie nogi jak najmocniej do tyłu, nadal stojąc na pełnych stopach. Skupcie się teraz na niedogodnościach takiej pozycji. Zastanówcie się, gdzie was boli, na których kończynach dźwigacie więcej ciężaru, jak głowa pomaga w złagodzeniu niewygody spowodowanej tą pozycją. Poproście potem kogoś, by wsadził wam na plecy najlżejszą osobę jaką znajdziecie. Bądźcie ostrożni, żebyście sobie czegoś nie uszkodzili. Niech osoba na waszych plecach pohuśta biodrami, jak jeździec na końskim grzbiecie. Niech „jeździec” zejdzie z pleców, a wy przyjmijcie trochę inna pozycję. Nadal opierając się rękami o krzesło, zróbcie duży krok do przodu obiema nogami. Znowu „przyjrzyjcie się” pozycji. Wsadźcie „jeźdźca”. Na pewno wyczujecie korzystne zmiany pozycji. Jedną ze zmian będzie możliwość opuszczenia głowy w dół. Właściwie to wasza pozycja z „kocim grzbietem” wymusza taką, a nie inną pozycją głowy i szyi. Wręcz uniemożliwia jej zadarcie. Żeby prościej zobrazować jaką pozycję powinien mieć wierzchowiec niosący ciężar, wyobraźcie sobie, że zarzucacie ciężki worek z ziemniakami na plecy, by go przenieść. Przyjmijcie pozycję do „przyjęcia” tego worka na plecy. Czujecie co się dzieje z waszą głową i szyją, przy wyprężaniu pleców i lekkim pochylaniu się. Części ciała konia reagują dokładnie tak samo, jak wasze przy tych ćwiczeniach. Reasumując, dla mnie ganaszowanie się konia, to sposób opuszczania przez konia szyi i głowy w dół „wymuszony” prawidłową postawą całego ciała, podczas przyjmowania i noszenia jeźdźca na grzbiecie. Jednak bez klarownych informacji, koń sam z siebie takiej pozycji nie przyjmie. Rolą człowieka, siedzącego na grzbiecie wierzchowca, jest „powiedzieć” mu, że taką pozycje trzeba przyjąć i „wskazać” jak to zrobić. Dlatego jedyny możliwy wniosek, jaki możecie wyciągnąć z faktu, że wasz koń zadziera szyję i głowę w górę, to fakt, iż pracuje on z wami w bardzo niewygodnej dla siebie pozycji. Kolejny możliwy wniosek to: należ popracować z podopiecznym nad wzmocnieniem pracy grzbietu, zadu i tylnych nóg. Nie wolno wam pomyśleć: „muszę ściągnąć ten wielki łeb w dół”.

Teraz mała dygresja. Często słyszę, jak jeźdźcy dyskutują, czy dany wierzchowiec ma podstawiony zad czy nie? Jedni to widzą, inni nie, jeszcze innym wydaje się, że widzą. Chcę wam podpowiedzieć sposób patrzenia na obraz pracującego końskiego zadu. Nie traktujcie jednak tego, jak miernika. Jakość i sposób pracy końskiego tyłu, jest głównie sprawą wyczucia przez jeźdźca i całościowego obrazu zwierzęcia widzianego z ziemi przez trenera. Patrząc na pracującego wierzchowca, poprowadźcie w wyobraźni pionową linię w dół, od nasady końskiego ogona do samej ziemi. Ta linia „dzieli” „obszar”, jaki przemierza końska tylna noga podczas stawiania kroku, na dwie części. Im więcej tego „przemierzanego obszaru” znajduje się przed wyobrażoną linią, czyli pod brzuchem konia, tym bardziej koń angażuje do pracy zad i go podstawia pod kłodę. Przy mocno podstawionym zadzie i „wysokich” figurach ujeżdżeniowych (piaff, piruet w galopie itp.), całość „obszaru kroku” stawianego przez zwierzę tylnymi nogami, będzie znajdowała się przed linią i pod końskim brzuchem. W skrajnych wypadkach, gdy koński grzbiet jest wklęśnięty z bólu do granic możliwości, cały „obszar kroku” znajdzie się za wyobrażoną linią.

Chcę wrócić jeszcze na chwilę do kwestii ganaszowania się konia. Ponieważ dla mnie jest to również sposób w jaki koń układa głowę i mordę, by móc wraz z opiekunem siedzącym na grzbiecie, pracować na kontakcie (zob.
"KONTAKT" Z KONIEM). Wierzchowiec zachęcany przez jeźdźca, układa na języku wędzidło i z za jego pośrednictwem lekko ciągnie za wodze, które człowiek oddał mu do dyspozycji. Na czym polega to zachęcanie jeźdźca ? Otóż ręce jeźdźca, a tym samym wodze, nie powinny w żaden sposób „trzymać” konia. Zadanie to należy do ciała jeźdźca ( zob. JEŹDZIĆ "OD DOSIADU", GŁĘBOKIE SIEDZENIE W SIODLE). Stańcie w wyobraźni nad przepaścią. Na samej krawędzi skały pod którą owa przepaść się znajduje. W poprzek waszych pleców przeciągnięty jest szeroki pas, na którego końcach zwisa nad przepaścią wasz przyjaciel. Pewnie i mocno stoicie na własnych nogach i rozciągacie mięśnie pleców, by utrzymać ciężar i nie pozwolić spaść swemu towarzyszowi. Taką postawę musicie nauczyć się przyjmować w siodle, by móc oddać wodze, co jest koniecznym warunkiem umożliwiającym zwierzęciu właśnie ułożenie głowy i mordy, o którym wyżej wspomniałam. Ciągle trzymając ciałem przyjaciela, który czekając na pomoc zgłodniał i się odwodnił, spuszczacie mu na dwóch sznurkach jednocześnie dwa lekkie koszyki z prowiantem. Ciężar obu wypełnionych koszyków jest identyczny i dzięki niemu koszyki równiutko opadają w dół. Dłonie jeźdźca pilnują, by nie sunęły zbyt szybko i wyznaczają granicę, do której ”towar” może się zsunąć. Tą granicę musicie wyczuwać oddanymi do przodu i tylko lekko zgiętymi w łokciach rękami. Właśnie tak należy oddawać wodze. Te koszyki, to opadająca i „szukająca” właściwej pozycji szyja konia oraz jego dolna szczęka, próbująca złapać z wami kontakt. I na koniec: Jeżeli, stojąc nad przepaścią, wysuniecie chociaż „na milimetr” „nos” do przodu, by spojrzeć jak wygląda sytuacja na dole, runiecie wraz z przyjacielem i prowiantem w przepaść.


wtorek, 16 grudnia 2014

NIE GANASZUJCIE SWOICH WIERZCHOWCÓW


Zacznę przewrotnie, jakby zaprzeczając słowom w tytule postu: tylko koń zganaszowany będzie mógł swobodnie i bez problemów nieść jeźdźca. Powinnam w poprzednim zdaniu dodać: koń prawidłowo zganaszowany, bo jest to wówczas zwierzę z silnymi mięśniami grzbietu. Jest to wówczas koń, który pręży grzbiet, gdy wsiada na niego jeździec i którego grzbiet pozostaje sprężysty przez cały czas pracy z obciążeniem. Skąd więc taki tytuł? Chodzi o to, że jeździec nigdy nie powinien mówić, że ganaszuje konia, nigdy nie powinien usłyszeć od trenera, czy instruktora: zganaszuj konia. Nigdy praca z wierzchowcem nie powinna być skierowana i nastawiona na ściągnięcie szyi i głowy zwierzęcia w dół. Z końmi należy tak pracować, by dać zwierzęciu szansę na zganaszowanie się. To wierzchowiec ma się zganaszować dzięki pracy nad ustabilizowaniem równowagi, dzięki pracy nad zaangażowaniem do niej tylnych nóg zwierzęcia, dzięki temu, że ma szansę, mimo obciążenia na plecach, wygiąć grzbiet w „koci”. To nie jeździec powinien ganaszować konia, a niestety większość rad i sugestii „ekspertów” jeździectwa dotyczących tej kwestii zmierzają do siłowego ściągnięcia końskiego pyska w dół. 

Cała prawidłowa „zabawa” dająca w efekcie właściwie zganaszowanego konia, zaczyna się od sposobu „prowadzenia” wierzchowca. Ci, którzy czytają mojego bloga, wiedzą, że szyja w górze u wierzchowca jest rezultatem braku zaokrąglenia i rozluźnienia grzbietu. Myślę też, że jest oczywistym fakt, iż siłowe ściąganie szyi konia w dół nie zaowocuje prężeniem grzbietu zwierzęcia w górę. Gdy warunki fizyczne wierzchowca na to pozwolą, szyja sama „opadnie” w dół. Nie znaczy to, że nie należy pracować z szyją zwierzęcia. Należy pracować, ale nad rozluźnieniem, giętkością i „wyciąganiem” do przodu. Nie powinniście jednak tracić kontaktu z pyskiem konia, nie chodzi mi o to by puścić wodze. Trzymajcie je tak, jakbyście chcieli lekko naciągać elastyczne wodze. Ręce jednak układajcie tak, jakbyście chcieli zasugerować podopiecznemu, by wyciągnął jeszcze bardziej szyję w przód. Wiem, że szyja wydaje się wam często już rozciągnięta (szczególnie zadarta w górę) i dłuższa już nie będzie. Tu jednak chodzi o to, by dzięki wyciąganiu szyi w przód, koń rozciągnął mięśnie grzbietu.

Przy pracy nad „zganaszowaniem” konia, czyli stworzeniem mu do tego warunków, ważne jest tempo marszu zwierzęcia. Często wasi „przyjaciele” są zwierzętami „pędzącymi” do przodu. Siedząc w siodle wyobraźcie sobie, że idziecie albo biegniecie dużymi krokami czy susami. Tak długimi, że już mocniej tego kroku nie rozciągniecie. Tempo stawiania takich kroków będzie spokojne i zrównoważone. Teraz wasz ruch w siodle, obojętnie czy siedzicie, czy anglezujecie, czy jedziecie w półsiadzie, czy na stojąco, musi mieć takie tempo, jak wasze ewentualne susy i kroki. Żeby taki ruch wyregulować, musicie „dawać” sobie na to czas w siodle. Dajecie go, prosząc konia, by na moment zwolnił. Są to sygnały wodzami, te szybkie powtarzane pociągnięcia (nie szarpnięcia) i ruch waszym ciałem imitujący chwilowe zatrzymanie. Najważniejsze jest byście poczuli reakcję podopiecznego. Siła tych sygnałów, wasza determinacja i charyzma przy ich dawaniu, muszą spowodować, że poczujecie jakby chwilowe zawahanie u wierzchowca, które da wam czas na regulację tempa ruchu ciała. Koń musi tak zareagować, jakby pytał „co się dzieje, co teraz będziemy robić?”. W regulacji tempa waszego wspólnego ruchu muszą brać udział wasze łydki. „Wystukujcie” nimi rytm, ale nie aktualny rytm marszu podopiecznego, tylko ten, którego oczekujecie. Taka praca nad tempem zacznie rozluźniać, wzmacniać i zaokrąglać grzbiet zwierzęcia.

Kolejnym ważnym elementem przy pracy nad „zganaszowaniem”, jest sposób pokonywania zakrętów przez parę: koń z jeźdźcem. Spróbujcie pokonywać je z absolutnie prostą szyją wierzchowca. Wewnętrzna wodza może dawać sygnał sugerujący: „skręcamy”, ale tylko tak, by lekko naciągnąć kącik ust podopiecznego. Zewnętrzna wodza musi pilnować, by koń tej szyi nie zginał. Postarajcie się za to, przed wejściem w zakręt, powtórzyć parę razy sygnały regulujące tempo i wzmocnić pukający sygnał zewnętrzną łydką mówiący: „kręć”. Gdyby zwierzę nie reagowało, niech was nie kusi, by zgiąć szyję „pojazdu”. Jeszcze mocniej zwolnijcie tempo, a wzmocnijcie łydkę. Takie prowadzenie konia zacznie powoli poprawiać równowagę „kładącego się” na zakrętach konia. Gdyby „psuło się” coś w czasie pokonywania zakrętu, powtórzcie wszystkie sygnały, łącznie z „utrzymywaniem” prostej szyi. Nie zniechęcajcie się tym , że wierzchowiec będzie na początek bardzo szybko „psuć” wasz wypracowany rytm i wracać do swojego. Musicie w pracy z koniem być bardziej uparci i konsekwentni niż on.

Jest to post inspirowany korespondencją z czytelniczką. Chcąc jej pomóc postanowiłam wstawić w zamkniętej grupie na facebooku ("Nieformalny związek dżentelmeńsko-hippiczny") fragment filmu z treningu pary jeździeckiej. Jest to dość stary obraz z początku jeździeckiej drogi pewnego wałacha i z okresu przejścia jeźdźca na „jasną stronę” jeździectwa. „I niech moc będzie z wami”



A to filmik pokazujący pracę innej pary:
https://www.youtube.com/watch?v=GVVZJD3Rj6A&feature=share

Ten filmik jest znakomitym komentarzem do dwóch moich ostatnich postów dotyczących ganaszowania konia. Amazonka jeździ na młodziutkim koniu i prowadzi go tak, że jej podopieczna ma szansę na swobodne opuszczanie i podnoszenie szyi w poszukiwaniu najwygodniejszej pozycji. Zwróćcie uwagę na „oddane ręce” amazonki, które w żaden sposób nie pracują nad ściąganiem szyi i głowy klaczy w dół. „Pilnują” za to w bardzo subtelny sposób, by szyja wierzchowca pozostała prosta, nawet podczas pokonywania zakrętu. Przypatrzcie się również jak intensywnie pracują łydki jeźdźca, dzięki którym klacz biegnie, stawiając długie posuwiste kroki zachowując przez cały czas równy rytm i tempo marszu. 


czwartek, 11 grudnia 2014

KOŃ GIĘTKI W PASIE


Człowiek siedzący na grzbiecie konia, powinien więcej uwagi poświęcić jego tyłowi, niż przodowi. Zasada ta musi obowiązywać podczas prowadzenia i ustawiania konia do wykonania każdego zadania. Przy każdym ćwiczeniu kluczem do sukcesu jest ustawianie zadu konia. Praca z jego przodem powinna być skierowana na stworzenie jak najlepszych warunków fizycznych do pokierowania zadem zwierzęcia. Jeździec musi wyraźnie czuć, jak jego wierzchowiec, bez oporu i sprzeciwu, przestawia zad w lewą i prawą stronę. Ćwiczenie to nie będzie sprawiało koniowi żadnego problemu, gdy będzie on giętki w miejscu, gdzie pracują łydki jeźdźca. Od razu muszę tu przypomnieć, że łydki jeźdźca muszą obejmować podopiecznego „w pasie”, a nie pod pachami, albo w okolicach jego łopatek. Przy zginaniu konia do jakiegokolwiek ćwiczenia, wewnętrzna łydka jeźdźca stanowi oś-trzon, względem którego, gnące się zwierzę powinno się „owinąć”. Dotyczy to również wszystkich ruchów konia, podczas których musi on krzyżować nogi. I tu wielu z was być może się zdziwi, ale nie ma odstępstwa od tej zasady nawet wówczas, gdy koń musi przekładać na krzyż tylko przednie nogi. Najbardziej popularnym takim ćwiczeniem jest „łopatka do wewnątrz”. Nierzadko obserwuję wysiłki jeźdźców, chcących „namówić” zwierzę do lekkiego zgięcia przodu, przy pozostawionym ustawieniu zadu na wprost i przy stałym poruszaniu się w tymże kierunku. Wysiłki skupiają się jednak na przeraźliwym ciągnięciu podopiecznego za wewnętrzną wodzę i odpuszczaniu zewnętrznej. Taka „praca” daje owszem jakiś efekt przestawienia się konia. Czasami zwierzę, ciągnięte wodzą za mordę, ustawi się bokiem do kierunku jazdy, a czasami pociągnięta za szyją zewnętrzna łopatka konia ustawi się w poprzek. W żadnym jednak z tych przypadków, nie poprowadzicie konia tak, by z lekkością i gracją, bez stawiania oporu, szedł tylnymi nogami, stawiając kroki na wprost, a przednie krzyżował w tanecznym ruchu.

”Matką” wszystkich bocznych chodów jest ćwiczenie „zad do środka”. Jest ćwiczeniem wstępnym nawet dla łopatki. Ćwiczenie „zad do środka”, przypomnę, polega na tym, by „poprosić” wierzchowca o podążanie przednimi nogami na wprost po wyznaczonym torze, a dzięki zgięciu w pasie, zadnimi w krzyżowym ruchu, po torze tuż obok. Zad zwierzęcia owija się wówczas wyraźnie wokół wewnętrznej łydki jeźdźca. Dlaczego akurat to ćwiczenie? Dzięki już samej nazwie ćwiczenia, człowiek zaczyna „kombinować”, jak namówić zwierzę do wygięcia się, poprzez przestawienie zadu lekko w bok. Musi skupić się na przekazywaniu sygnałów łydkami. Jedna „prosi” zad o przestawienie, druga jest tą, wokół której zad ma się owinąć. Oczywiście, bardzo dyskusyjne są sposoby, w jaki jeźdźcy próbują utrzymać przód konia skierowany na wprost, często zbyt siłowo „majstrują” przy tym wodzami. Ćwiczenie uda się, gdy nauczycie podopiecznego, by na pukający sygnał łydek, w żaden sposób nie reagował przodem swojego ciała. Nie będzie reagował zawieszając się na wodzy, nie będzie usztywniał szyi, nie będzie ustawiał po skosie wewnętrznej łopatki (zob. DLACZEGO NIE WYCHODZI ĆWICZENIE ZAD DO ŚRODKA). Zwierzęciu nie wolno również, na sygnał dawany łydkami, przyspieszać i zmieniać rytmu chodu. Nie będę opisywała sygnałów wodzami i dosiadem, jakimi należy się posłużyć przy „dialogu” z przodem konia. Wy również nie próbujcie ich określić. Myślcie o tym, o co chcecie wierzchowca poprosić, a sygnały „przyjdą same”. Najważniejsze, by w założeniu były powtarzaną prośbą, a nie pomocą ustawiającą konia. 

O ćwiczeniu „zad do środka” pisałam przy omawianiu „ciągu”. Wstawiłam tam taki rysunek. 

Teraz pokażę wam na rysunku, jak konia z przestawionym zadem poprowadzić w ćwiczeniu „łopatka do wewnątrz”. 

To jest ciągle ten sam sposób zgięcia zwierzęcia. Różnicą jest sposób jego prowadzenia i ślad, po którym prowadzimy podopiecznego. A prowadzimy wierzchowca naszym ciałem. Musicie wyobrazić sobie swoje biodra jako końskie, wasze nogi jako tylne nogi podopiecznego. Prowadząc konia, ustawiamy nasze ciało i poruszamy się w danym kierunku tak, jak powinien być ustawiony i poruszać się zad zwierzęcia. W wyobraźni bowiem jesteśmy tym zadem i idziemy na własnych nogach.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl