Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 6 stycznia 2014

NA POCZĄTKU MOŻE BYĆ GORZEJ


Kiedy zaczyna się pracę z koniem, który ma wpojone złe nawyki, trzeba nastawić się na to, że początkowy jej efekt może przypominać pogłębianie problemu, a nie „wychodzenie” z niego. Zwierzę z wpojonymi błędami zachowuje się jak źle zaprogramowana maszyna. Ciągle „wyskakują” kolejne błędy, które się ze sobą zapętlają. Próba naprawienia jednego uwydatnia, albo ujawnia następne. Najłatwiej byłoby usunąć wadliwy program i wgrać właściwy, ale w przypadku koni nie da się tak tego rozwiązać. Próbując naprawić błędy, które podczas jazdy popełnia wierzchowiec, jeździec wprowadza do „dialogu” prowadzonego z nim nowe sygnały. Zwierzę nie jest w stanie natychmiast zareagować na nie poprawnie, bo jeszcze nie rozumie ich znaczenia. A ponieważ zastępują one stare, nieprawidłowe sygnały i zwierzęciu wydaje się, że pozostawiliśmy go samego sobie, to zazwyczaj na tym właśnie etapie nauki uwidaczniają się kolejne błędy popełnione we wcześniejszej pracy z podopiecznym. W którymś a wcześniejszych tekstów radziłam „… zacznij uczyć klacz prawidłowej reakcji na Twoją lewą łydkę”... „Leżąc na niej” na pewno „nie słucha jej poleceń”. Wzmocnij przede wszystkim sygnał nią dawany…” i „…Przy takiej pracy łydką musisz odhaczać lewą wodzę…bardzo ważne, żeby pracująca lewa ręka była odstawiona od szyi konia takim ruchem, jakbyś otwierała drzwi i zapraszała podopieczną do wejścia…” Ostrzegałam w tym poście, że klacz w pierwszym odruchu, w „odpowiedzi” na otwartą wewnętrzną wodzę zareaguje zacieśnianiem łuku, albo koła. Jest to efekt tego, że koń był przepychany w bok wodzą (a powinna „poprosić” o to łydka). Jest to również efekt braku równowagi konia podczas ruchu. By nie „upaść” zwierzę opierało się o wodzę i nogę jeźdźca jak o płot, czy mur. Gdy ich zabrakło, wierzchowiec „wpada do środka” szukając oparcia, by ratować się przed upadkiem spowodowanym brakiem równowagi. Prawidłowego sygnału (zob. MASAŻ) musi się wierzchowiec nauczyć poprzez skojarzenie pewnych faktów. Przypadkowej, ale prawidłowej reakcji na sygnał od łydki jeźdźca i pochwały za tą reakcję. Żeby jednak koń tak zareagował, niejednokrotnie trzeba wzmocnić sygnał, używając bacika tuż za łydką. Wierzchowiec musi wpierw jakby uciec, odskoczyć od sygnału jak od ukąszenia. Nie można pozwolić, by ze strony zwierzęcia nie było żadnej reakcji. Niech zareaguje na początek w jakikolwiek sposób. Niech bryknie, odkopnie się, by później odskoczyć. Każdą reakcję trzeba oczywiście pochwalić słowem, klepnięciem, głaskaniem. Gdy pozwala się zwierzęciu, by w ogóle nie zareagował na sygnał, uczy się go, że brak reakcji jest dozwolony. Oczywiście, ucząc podopiecznego prawidłowej „odpowiedzi” na działanie pukające łydki, w żadnym wypadku nie można zamknąć odstawionej ręki. Gdy zrażeni początkowym niepowodzeniem przybliżycie wewnętrzną wodzę do końskiej szyi, zwierzę uzna to za powrót do pracy opartej na starych sygnałach i nie zwróci uwagi na „nowości”.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl