Szukaj na tym blogu

środa, 26 marca 2014

PUKANIE DO DRZWI


06 marzec 2014
Jeśli wyobrażam sobie wszystkie Twoje nauki o "obejmowaniu konia łydkami", "pukaniu", "jeździe pomiędzy dwoma jeźdźcami", "obejmowaniu beczułki", "zasadzaniu się w strzemionach" to przepraszam, ale muszę napisać, że kojarzy mi się to z pukaniem do drzwi przyjaciela. Stoję za tymi drzwiami i niecierpliwię się, bo bywa, że czasami nie otwiera. A kiedy otwiera to mówi "param!", a w mojej głowie rodzi się myśl, że to było takie proste!... Nabiera wówczas wyrazu moja obecność na koniu. Chodzi o to, że zaczynam myśleć więcej o swojej obecności w siodle, zadaję sobie pytanie: co to znaczy, że tutaj jestem? Nie jest ważne, jaki mam plan na to wszystko, jakie mam wyobrażenie swojego jeździectwa. Nie jest ważne to, czego ja chcę, ale to, czego chcemy razem . My, jako zespół, koń i jeździec.
Ada



26 marzec 2014
„…kojarzy mi się to z pukaniem do drzwi przyjaciela. Stoję za tymi drzwiami i niecierpliwię się, bo bywa, że czasami nie otwiera. A kiedy otwiera to mówi "param!..."
Dokładnie tak!!! Jakbyś wyjęła to z moich ust, tak opowiadam (kiedy kogoś trenuję), jak łydki mają działać. To, co napisałaś jest, jak wyciągnięte z mojej wyobraźni :-) Bardzo mnie ucieszyłaś. Twoja wyobraźnia zaczyna działać "na pełnych obrotach". Gdy koń nie odpowiada na nasze prośby dawane łydką, albo wykonuje zadanie z wielkim oporem to znaczy, że "drzwi między nami są ciągle zamknięte". Niektórzy jeźdźcy są bardzo niecierpliwi i natarczywi i gdy zwierzę „zamyka drzwi”, próbują "się włamać" używając siły i wbijają w żebra konia własną piętę uzbrojoną nieraz w ostrogę. Przy takiej próbie „rozmowy” wierzchowiec będzie coraz mocniej się bronił i „napierał całą swoją siłą na drzwi z drugiej strony”, co spowoduje u niego zaciskanie mięśni, stawów, wykrzywianie ciała, a w konsekwencji kontuzje. Bywa, że podczas jednego treningu zwierzę, które zazwyczaj rozmawia z nami przez „otwarte drzwi”, czyli z rozluźnionymi mięśniami i chętne do wykonania polecenia, co jakiś czas zamyka się przed nami. Robi to z różnych powodów. Czasami dlatego, że nas nie rozumie, czasami dlatego, że zadanie wydaje mu się być zbyt trudne do wykonania, czasami dlatego, że zmuszamy go siłą do wykonania polecenia, a czasami być może ze zmęczenia, albo lenistwa. 


Sporo pisałam o pukających i masujących bok konia naszych łydkach (zob. MASAŻ, BOKSOWANIE, CZY MASOWANIE?, ŁYDKI I JESZCZE RAZ ŁYDKI, PRACUJ ŁYDKAMI) Ich rolą, przy zamkniętych drzwiach, jest zachęcenie podopiecznego, by ponownie je otworzył, zanim wydamy powtórnie polecenie. Spróbujcie wtedy jednak wytłumaczyć dokładniej zwierzęciu, na czym ma polegać zadanie, które chcemy wyegzekwować (zob. USTAWIENIE CIAŁA KONIA DO WYKONANIA ZAKRĘTU, DRĄŻKI) Powtarzanie prośby w niezmienionej formie sprowokuje zwierzę do ponownego „zamknięcia drzwi”-czyli zaciśnięcie i usztywnienia mięśni brzucha. Nasze delikatnie pukające łydki we współpracy z sygnałami skupiającymi (zob. DLACZEGO KOŃ NIE SŁUCHA SYGNAŁÓW) i rozluźniającymi (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI) konia, przy „otwartych drzwiach”, powinny też przypominać pupilowi: „nie zamykaj ich, bo ciągle jeszcze rozmawiamy”. 

Pomagam znajomemu dogadać się ze swoją klaczą, która ma na stałe zaryglowane drzwi i dotknięcie ich nawet delikatną, płaską dłonią wywołuje u niej paniczną agresję. Nie wiem czy zwierzę kiedykolwiek się otworzyło, bo wygląda na to, że wcześniej energicznie idącą do przodu klacz, ograniczano od przodu czarną wodzą, a gdy w geście obronnym przestała iść do przodu, dobijano się do niej za pomocą ostróg. Ale być może kiedyś otworzyła przed kimś drzwi i poczuła wówczas tylko i wyłącznie ból. Nie wiem jaka była przyczyna, wiem tylko, że teraz mamy trudne zadanie do wykonania, zanim jeździec będzie mógł do jej drzwi zapukać. Najpierw musimy przekonać zwierzę, że nasz dotyk nie zrobi mu krzywdy. Podczas jazdy znajomy zaczyna delikatnie dotykać łydkami boków konia (nie puka, nie ciśnie, nie masuje), sygnalizując wcześniej, by nie próbowała się rozpędzać i uciekać przed nim. Na razie jest to tylko prośba: „spróbuj przestać się tego dotyku bać”. Czasami idę obok nich i dotykam ręką klacz po bokach jej kłody, próbując równocześnie głosem uspokoić zwierzę, wodzami rozluźnić momentalnie spinająca się nerwowo szyję i razem z jeźdźcem nie dopuszczamy do zmiany tempa chodu konia na szybszy.
Olga


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl