Szukaj na tym blogu

niedziela, 28 września 2014

JAK WYPRACOWAĆ LEKKI I RÓWNY PRZÓD KONIA-część pierwsza


Praca z końmi opierającymi „ciężar swojego przodu” na obu rękach jeźdźca i z końmi przeganaszowanymi.

W poprzednim poście, pisałam: „gdy człowiek ma wrażenie, że zamiast balonu trzyma w rękach ściągający go w dół głaz, albo szarpiącą do przodu, wystrzeloną kulę armatnią, to może być pewien braku zaangażowania w pracę tylnej części swojego wierzchowca”. W takich sytuacjach jeździec „zmuszony” jest „nieść” ów ciężar za pośrednictwem wodzy. Problemy z brakiem efektu w wypracowaniu lekkiego przodu wierzchowca zaczynają się od błędnego założenia, że odpowiedzialnym za obciążenie naszych rąk jest koński pysk. Na pewno słyszeliście powiedzenie: „koń twardy w pysku”. Za całą sytuację obwinia się zaciśnięte na siłę szczęki wierzchowca. Jeźdźcy dążą wówczas do poprawienia sytuacji przez próbę rozluźnienia „szczękościsku”, „piłując” wędzidłem, czyli przyciągając do siebie na przemian raz prawą, raz lewą wodzę, by przesuwać wędzidło po języku. Słyszeliście na pewno również stwierdzenie mówiące, że jeżeli koń „wisi” na rękach jeźdźca, to „tworzy” sobie w ten sposób „piątą nogę”, czyli nic innego tylko podparcie dla przeciążonego przodu swojego ciała. „Piłowanie” wędzidłem w buzi zwierzęcia na niewiele się zda, gdyż wierzchowiec nie zrezygnuje z oparcia. Nie zrezygnuje do chwili, gdy jeździec „wytłumaczy” mu, jak „podnieść” „spadający ciężar przodu” i jak ustawić ciało i nim pracować, by „przenieść ciężar” do tyłu i rozłożyć go równomiernie na cztery nogi.


Jeźdźcom, którym uda się przy pomocy siły przeganaszować konia wydaje się, że poradzili sobie z problemem przeciążenia końskiego przodu. Nic bardziej błędnego. To, że nie czują ciężaru na rękach, nie oznacza, iż wierzchowiec sam „uporządkował” swoją równowagę. Gdy zwierzę „tworzy piątą nogę”, to zaciska szczęki, spina i usztywnia mięśnie pyska i szyi. Nie raz można zauważyć u takich wierzchowców przerośnięty mięsień, mniej więcej po środku grzbietu szyi, w kształcie karpia schowanego pod skórą. Koń „akceptuje” wywołany napięciami oraz zaciągniętym wędzidłem ból, by „ratować się” przed upadkiem po utracie równowagi. „Zabierając” zwierzęciu owo podparcie, zmuszacie go do ratowania się w inny sposób. Wierzchowiec siłą rzeczy znajduje go i by nie upaść napina mięśnie klatki piersiowej, usztywnia stawy przednich nóg. Ruch jego łopatek staje się ograniczony, chód sztywny i koń idzie jak na szczudłach. Jego kroki stają się krótsze i płaskie.

Na początku mojej „przygody” w prowadzenie bloga, wstawiłam krótki post z uroczym obrazkiem autorstwa mojego brata. Przytoczę go tutaj w całości: „Konie podczas jazdy bardzo często 
wiszą” na wodzach, zmuszając w ten sposób jeźdźca do dźwigania sporego ciężaru. Żeby zrozumieć, jaka jest tego przyczyna, trzeba wyobrazić sobie, że koń zbudowany jest z nadwozia i podwozia, które nie są ze sobą połączone. Niepilnowane rozjeżdżają się. Nadwozie zsuwa się z przodu z podwozia i żeby nie spaść na ziemię szuka” podparcia. Zadaniem jeźdźca jest ułożyć te dwie części na sobie jak drewniane klocki i pilnować, by ta niewysoka budowla nie runęła. W innym przypadku nadwozie znajdzie oparcie właśnie na wodzach”.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Rozwiązaniem problemu są sygnały „proszące” konia o podniesienie przodu ciała, by móc „podjechać podwoziem” do przodu i „dać oparcie nadwoziu”. Ponieważ jedyną szansę na użycie sygnałów, „podnoszących przód ciała” podopiecznego dają jeźdźcowi wodze, to często konie podnoszą wówczas również głowę i szyję. Dla niejednego jeźdźca punktem honoru jest „ściągnięcie” ich w dół, dlatego też tacy jeźdźcy będą, podejrzewam dalecy od chęci przekazania owej informacji swojemu „pojazdowi”. Sygnał ten dajemy wyciągając ręce maksymalnie do przodu i podnosząc trochę do góry. Chodzi o to, by obustronne szarpnięcie za wędzidło wykonać na jak najbardziej pionowo ustawionych wodzach. Jednak by zwierzę nie „opadło” ponownie ciężkim przodem, człowiek siedzący w siodle, musi równocześnie energicznym pukaniem łydkami, podgonić zad zwierzęcia. Jakby „rozpędzić ociągające się podwozie”, by „podniesiony przód nadwozia” miał się na czym oprzeć. Jednak to „rozpędzanie” podwozia nie może być kojarzone ze zwiększaniem prędkości „całego pojazdu”. Przy takiej pracy koń wydłuży krok. Powinien on przypominać „wesołe susy”, ale stawiane w wolniejszym tempie. Przy koniu, któremu „weszło w nawyk” wieszanie się albo przeganaszowanie, sygnały należy powtórzyć natychmiast, gdy poczujecie ponownie „spadający ciężar”. Będzie on jednak wiecznie opadał, jeżeli jeździec nie zaangażuje swojego ciała (aktywny dosiad) do pracy nad zwalnianiem i utrzymywaniem równego tempa u wierzchowca. Ciężar jeźdźca w strzemionach, naciąganie wodzy z wyobraźni, rozciąganie mięśni brzucha i pleców, właśnie takie sygnały „powstrzymują” nadwozie od „wyrywania się do przodu” i „spadania w dół”.

Rysunek stworzony przez Cyber Brush



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl