Szukaj na tym blogu

sobota, 1 listopada 2014

JAK WYPRACOWAĆ LEKKI I RÓWNY PRZÓD KONIA-część druga


Praca z końmi opierającymi „ciężar swojego przodu” na jednej wodzy.

Ten post będzie dotyczył koni, które obciążają wodzę i rękę jeźdźca z jednej strony. Postaram się podpowiedzieć wam, jak pracować z wierzchowcem, który „wisząc na wodzy”, napiera równocześnie swoim ciałem na łydkę jeźdźca.

Zanim jednak na tym się skupię, chcę wam zaznaczyć, że pomysły i rady w moich wpisach nie można traktować jako odrębne, oderwane od reszty „sposoby” na problem. Jeżeli w tym poście wytłumaczę, jak odpracować błąd „opierania się” wierzchowca na jednej ze stron, to sposób ten nie będzie efektywny bez ogólnej pracy nad równowagą podopiecznego. Nie poczujecie rezultatów bez „podnoszenia” jego przodu, bez prób zaangażowania tylnych nóg, bez regulowania tempa i rytmu chodów. Warunkiem uzyskania pozytywnych efektów w pracy z koniem, jest chęć zwierzęcia do energicznego ruchu. Warunkiem jest również to, by na sygnały dawane przez jeźdźca wodzami, koń nie reagował zwolnieniem tempa, a na te dawane łydkami nie przyspieszał, chyba że taka była intencja jeźdźca podczas użycia danych pomocy.
(Przeczytaj:
ZAWSZE POD GÓRKĘJAK WYPRACOWAĆ LEKKI I RÓWNY PRZÓD KONIA-część pierwszaCHĘĆ KONIA DO PÓJŚCIA DO PRZODU)


Wracając do tematu. Załóżmy, że koń „obciąża” nadmiernym ciężarem lewą wodzę, a tym samym lewą rękę jeźdźca. Najpierw musicie się dowiedzieć, że wierzchowiec „bawiąc się” z wami w „przeciąganie liny-wodzy”, nie angażuje do tego tylko pyska. W naszym przypadku lewej strony pyska. Ogromny udział ma w tym procederze szyja zwierzęcia. Jej mięśnie się napinają, a ona sama, niejednokrotnie, wygina się w łuk w kierunku naciąganej wodzy. Wszystko po to, by wspomóc „wysiłki” lewej strony pyska. „Para” ta, czyli pysk i szyja, nie są jednak „zdane” tylko na siebie w walce z człowiekiem. „Z pomocą przychodzi” lewa przednia noga, którą koń stawia tak, by jak najmocniej zaprzeć się nią o podłoże i „pociągnąć” za sobą ciało. Przypomina to podciąganie się człowieka na drążku. Ręce ciągnął ciało, by głowa aż po brodę, znalazła się nad drążkiem. W ćwiczeniu tym nie biorą udziału nogi człowieka. U konia, który „ciągnie” przednimi nogami, tylne wprawdzie maszerują ale nie biorą czynnego udziału w „systemie napędowym”. Jeżeli wierzchowiec nie jest okuty, to wprawne oko opiekuna zaobserwuje różnice w sposobie ścierania się kopyt. Kopyto „zaciągającej” nogi będzie mocniej starte przy piętkach.

Wyobraźcie sobie teraz, że bok konia jest jak akordeon. Gdy koń wisi na wodzy, akordeon rozciąga się nadmiernie. Rozciąga się dlatego, że przednia noga ciągnie go z jednej strony, a zbyt mało aktywna (niepchająca) tylna noga z drugiej. Żeby koń przestał „wisieć na wodzy”, ten akordeon trzeba „zamknąć”, oczywiści nie do końca. Problem polega na tym, że niejeden jeździec zrobił by to od przodu konia. Oczywistym sygnałem wydaje się być ciągnięcie za wodzę, albo „mieszanie” wędzidłem w pysku zwierzęcia w nadziei, że przestanie ono po prostu wisieć na wodzy, a co zaraz za tym idzie, ciągnąć szyją i nogą. Nie jest to właściwy sygnał. Koń, takie działania człowieka, zawsze będzie odczytywał jako „rozmowę” z samym pyskiem, a nie z bokiem ciała. Praca wodzą będzie jeźdźcowi potrzebna ale po to, by „przekazać” przedniej nodze „informację”, żeby nie ciągnęła tak mocno. Przednia noga „potrzebuje wskazówki”, że nie wolno jej zapierać się o ziemię jak o blok startowy. Wodza i sygnały z dosiadu mają stworzyć mur, niepozwalający na rozciąganie akordeonu od strony przodu wierzchowca (zob.
GŁOWĄ W MUR, BIODRA JEŹDŹCA, PRZYKURCZONE CIAŁO JEŹDŹCA). Sygnałem „zamykającym akordeon”, „proszącym” konia o „skrócenie” boku, jest pukanie łydką. Człowiek powinien tym sygnałem wyegzekwować od podopiecznego wyraźniejsze zaangażowanie zadu. Koń powinien stawiać krok lewą tylna nogą, jak najgłębiej pod swoim brzuchem i wyraźnie się nią odpychać od podłoża. Dzięki takiej pracy tylnej nogi, obniży się zad zwierzęcia, wypręży grzbiet i skróci bok, a to „uniemożliwi” jemu, „siłowanie” się z ręką jeźdźca poprzez wodzę.

W całej tej „zabawie” bardzo ważną rolę odgrywa „współpraca obu wodzy”. Jeżeli lewa, wraz z ciałem jeźdźca „tworzy mur” uniemożliwiający rozciąganie akordeonu, to prawa musi „pilnować”, by sygnał był właściwie przez zwierzę zrozumiany. Prawa wodza musi dawać sygnały „prosząc” konia: „nie zginaj w lewą stronę szyi. Trzymaj ją na wprost”. Jeżeli podopiecznego zegnie szyję, to będzie oznaczało, że tak „odczytał” polecenie, a wówczas nie „zamknie akordeonu” (zob.
REFLEKTORY, USTAWIENIE SZYI I GŁOWY KONIA). Do „stworzenia muru” i „ruszenia zadu” przydaje się czasami dłużej przytrzymany sygnał wodzą. Nawet jeżeli jest to wewnętrzna strona wierzchowca jadącego na łuku. Wówczas zewnętrzna wodza musi działać krótkim, powtarzanymi szarpnięciami. Po „odpracowaniu” błędu wiszenia na lewej wodzy, w utrzymaniu takiego stanu, pomagają sygnały „imitujące” kierunkowskaz. Krótkie, delikatne i powtarzane „kliknięcia” lewą wodzą.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl