Szukaj na tym blogu

środa, 5 listopada 2014

SKUPIENIE JEŹDŹCA


Wiele pisałam o skupieniu konia podczas pracy. O sygnałach, które maja skierować uwagę rozproszonego wierzchowca na swojego opiekuna. Jednak wiele koni nie będzie potrzebowało tych sygnałów, gdy ich przewodnik, czy to na grzbiecie, czy podczas pracy z ziemi, będzie skupiał się na swoim podopiecznym i pracy z nim. Jakże powszechnym widokiem jest jeździec rozparty w siodle jak w fotelu, z biernymi, nie niosącymi ciała nogami. Jeździec nonszalancko trzymający wodze (bo to dodaje „klasy”),który łapie za nie w panice i brutalnie zaciąga w „kryzysowych momentach. Jeździec z absolutnie nie zaangażowanymi mięśniami nóg, brzucha, kurczący się, jak zgniatana w dłoni kartka papieru. Bardzo częstym obrazkiem, jaki można w stajniach zauważyć, to człowiek rozmawiający przy tym wszystkim przez telefon komórkowy podczas „pracy” z koniem. A już rzadkością jest obserwować zaangażowanego człowieka w lonżowanie swojego podopiecznego. Pracę na lonży traktuje się jak przebieżkę dla zwierzęcia. Koń ma się po prostu wybiegać, byle jak, byle na kółku. 

Nie twierdzę, że wierzchowiec zawsze musi „odstawić” trening wyczynowy, jednak nawet, gdy praca na lonży służy tylko wybieganiu, a jazda wierzchem tylko przespacerowaniu się, to koń zawsze czegoś się uczy. Zwierzęta te są znakomitymi obserwatorami. Nawet, gdy człowiekowi wydaje się, że podopieczny nie zwraca na niego uwagi, to on dokładnie go obserwuje. Obserwowany, lonżujący człowiek swoim zachowaniem uczy konia skupienia albo braku konieczności skupienia i stosunku do nawet lekkiej pracy. Opuszczony i oparty o ziemię bat, spuszczony w dół wzrok człowieka, szuranie z nudów nóżką po ziemi, to wbrew pozorom są sygnały dla zwierzęcia biegającego wokół. Są to wyraźne informacje: „nie musisz się skupiać, starać, angażować i wysilać fizycznie, ani intelektualnie”. 

Takie też sugestie przekazuje bierna „postawa” w siodle. Jeździec z aktywną postawą i wyprostowany, pewnie stojący na obu nogach, będzie wzbudzał respekt i zainteresowanie podopiecznego. Tym samym zmobilizuje konia do skupienia się na swoim opiekunie. Nasze poczynania przy koniu nigdy nie powinny być byle jakie, pozbawione skupienia i zaangażowania. Jeżeli takie są, uczymy wówczas konia, że jemu też wolno pracować byle jak i nie skupiać się. O postawie jeźdźca w siodle napisałam już sporo, odsyłam do postów pt : "Głębokie siedzenie w siodle", "Przykurczone ciało jeźdźca". Jeśli chodzi o pracę na lonży, to nie jest bez znaczenia również sposób trzymania jej samej i bata. Przy aktywnej postawie, lonża powinna zawsze być trzymana zgiętą w łokciu i oddaną do przodu ręką. Łokieć cofnięty za plecy i spięte przy tym ramię sugerują postawę: gotowa do walki „na przeciąganie liny”. Oddaną ręką ułożoną, jak podczas trzymania wodzy w siodle, pokazujemy zwierzęciu, że będziemy w stanie pracować lonżą i przekazywać mu informacje. Poza tym, elastycznie pracująca ręka człowieka, prostująca i zginająca się w łokciu, z pracującym stawem ramiennym daje zwierzęciu poczucie pewności, że nie zazna z jej strony bólu w pysku. Podniesiony bat na wysokość końskiego biodra, nawet przy przejściach do niższego chodu i do „stój’, będzie mobilizować tylne nogi konia do aktywnej pracy, do ostatniego kroku w danym chodzie. Podniesiony bat mówi również zwierzęciu o nieuchronności użycia, przez człowieka, sygnału proszącego o zmobilizowanie wysiłku, o wykazanie chęci pójścia do przodu. 

W siodle, gdy jeździec jest rozluźniony ale skupiony, koń odwzajemni się tym samym. Bez zaangażowanego jeźdźca na grzbiecie, „elektryczny” wierzchowiec wzmocni czujność na czynniki zewnętrzne, które mogą „straszyć”. Czujność ta potęguje jeździec, który nie jest skupiony na „rozmowie” z podopiecznym, tylko rozgląda się w poszukiwaniu impulsów mogących przestraszyć „pojazd”. Jeżeli jeździec będzie się rozglądał, to koń też. Siedząc na grzbiecie płochliwego wierzchowca uruchomcie wyobraźnię, skupcie się na „odczytywaniu” pytań zadawanych przez zwierzę, reagujcie na jego poczynania, a nie „strachy” z zewnątrz. Nie rozglądajcie się, ale też nie wpatrujcie w jeden punkt albo szyję zwierzęcia. Wzrok jeźdźca powinien być panoramiczny. Patrzcie daleko, bez wyszukiwania konkretnego punktu i szeroko, jak ktoś kto się głęboko zamyślił i „stracił kontakt” z otoczeniem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl