Szukaj na tym blogu

czwartek, 5 lutego 2015

PRACUJ ŁYDKAMI


Gdy „wstukacie” w wyszukiwarkę internetową hasło: „jak działać łydkami podczas jazdy na koniu ?”, albo czytając prasę jeździecką i rady na ten temat, znajdziecie kilka opcji odpowiedzi. „Eksperci” radzą i prześcigają się w informacjach: „jaka łydka?” Działaj delikatnie, działaj silnie, ściśnij łydkami, ściśnij piętami, raz puknij, dwa razy puknij, a jak nie zadziała to użyj bacika itp. Każdy z tych sposobów ma „uruchomić” konia. Wprawić go w ruch. Czasami łydki te uczestniczą w procesie skręcania na koniu. Chociaż w skrajnym wypadku znalazłam informację, że wystarczy działać wodzami jak kierownicą, by wierzchowiec skręcił. Jakie było uzasadnienie: koń zawsze pójdzie za swoim nosem. W zasadzie nigdzie nie znalazłam informacji o tym, jakie jeszcze informacje łydkami jeździec może przekazywać swojemu podopiecznemu podczas jazdy wierzchem. A właśnie to, co chcemy przekazać zwierzęciu, jest najbardziej istotne.

Koń, który ciężko pracuje pod swoimi opiekunem, obojętnie czy w sporcie czy w rekreacji, jest jak instrument. Konia trzeba „nastroić”, by mógł prawidłowo pracować pod jeźdźcem. Takie „strojenie” to ustawianie części ciała konia w prawidłowej pozycji względem siebie. „Strojenie” to także rozluźnianie mięśni, stawów i uczenie „ich” jak muszą pracować, by nie robić „sobie krzywdy”. W prasie końskiej dużo pisze się o masażu koni. Wielu ludzi wyspecjalizowało się w tym kierunku i świadczy usługi. Organizuje się kursy masażu wierzchowców. Na pewno taki masaż to wspaniała sprawa, ale niewiele pomoże zwierzęciu, jeżeli każda jazda pod jeźdźcem powoduje u niego niezdrowe napięcia mięśni i stawów. Proponuję, żeby wsiadając na konia każdy jeździec wyobraził sobie, że robi to po to, by poprowadzić w ruchu zwierzę tak, żeby go „nastroić”, rozluźnić. Siedząc w siodle jesteśmy masażystami, tylko zamiast „ugniatać” ciało podopiecznego, „pokazujemy” mu jak ma pracować poszczególnymi częściami ciała, by napięcia zniknęły. I do tego potrzebne są pracujące łydki jeźdźca.

Nasze sygnały, których używamy przy porozumiewaniu się z koniem, bardzo często są odpowiedzią na zachowanie się konia. Są częścią 
dialogu i sposób ich użycia warunkuje „odpowiedzi” konia na nasze prośby. Przez cały okres mojej współpracy z wierzchowcami nie było jeszcze dwóch takich, przy których dawane przeze mnie sygnały były identyczne. Jeśli chodzi o pracę nogami, to różna może być częstotliwość i intensywność pukania łydkami. Niektóre konie na pewnych etapach nauki potrzebują wzmocnienia tego sygnału. Często jeżdżę z ujeżdżeniowym bacikiem, albo dwoma, którymi „podszczypuję” boki podopiecznego, tuż za moimi łydkami. Na przestrzeni wieloletniej współpracy ze zwierzęciem, zmienia się mój ciężar w strzemionach, czyli nacisk na nie. Zmienia się intensywność i częstotliwość pukania łydkami. Zaczynając pracę z koniem, który nie zna jeszcze mojego „języka”, jeżdżę na nieco krótszych strzemionach, bo daje mi to możliwość „dołożenia” ciężaru na nie. A większy ciężar na nich oznacza wyraźniejsze, bardziej zrozumiałe dla podopiecznego polecenia. U wierzchowców, które nauczyły się ze mną „rozmawiać”, strzemiona mam dłuższe i posługuję się lżejszym naciskiem na nie, a ruch moimi łydkami staje się coraz bardziej subtelny, wręcz niewidoczny dla obserwatora. Ciężar w strzemionach zmienia się także wielokrotnie w trakcie pojedynczej jazdy, jak i intensywność sygnału. Zależy to od sposobu reakcji konia na moje prośby. Dla takiego bardziej chętnego do pracy-jestem lżejsza. Żeby pomóc zwierzęciu w zrozumieniu sygnału-staję się cięższa. (zob. CIĘŻAR JEŹDŹCA W STRZEMIONACH JAKO POMOC W PRACY Z KONIEM) Nie wystarcz samo ułożenie łydek na różne sposoby. Pojedynczy, ściskający sygnał to trochę za mało. Ważne jest, żeby wasze łydki były luźne i mimo, że nie trzeba konia podganiać (bo energicznie idzie), powinny być aktywne. Łydki „mają wiele informacji do przekazania”. Żeby jednak można było je przekazać, trzeba oduczyć konia, by reagował na sygnały dawane łydkami tylko i wyłącznie przyspieszeniem. Trzeba wręcz wyegzekwować, by podopieczny zwalniał mimo intensywnego pukania łydkami przez jeźdźca. Jeżeli koń nie musi być podganiany, to jest to doskonała okazja, by zacząć tak właśnie z nim pracować. Nieustannie pukające wasze łydki sprowokują zwierzę do przyspieszenia, wówczas wy będziecie musieli wzmocnić sygnały hamujące dawane waszym ciałem, by utrzymać równe i stałe tempo. Nauczcie samych siebie i swojego wierzchowca, że sygnałem zwalniającym nie jest wstrzymanie aktywności łydek, tylko praca mięśniami brzucha (zob. POŁYKANIE JABŁKA), zwiększenie ciężaru w strzemionach, zapieranie się ciałem (zob. CIĘŻKA OPONA, WODZE Z WYOBRAŹNI ), regulowanie tempa ruchu bioder (zob. BIODRA JEŹDŹCA) i tempa anglezowania (zob. ANGLEZOWANIE, REGULOWANIE TEMPA W KŁUSIE BEZ UŻYCIA HAMUJĄCYCH WODZY). Używając podczas jazdy takich właśnie sygnałów, „pomożecie” też zwierzęciu utrzymać równowagę. Wierzchowiec jest jak mała wieżyczka ułożona z dwóch drewnianych klocków. 
Rysunek stworzony przez Cyber Brush

Pracując dosiadem (zob. JEŹDZIĆ "OD DOSIADU"), podnosicie spadający z podstawy górny klocek. Jednak wieża nie zawali się ponownie tylko dzięki temu, że podsuniecie dolny klocek pod ten spadający - czyli wówczas, gdy pracujące łydki podgonią zad konia. Spróbujcie wypracować taki luz w stawie biodrowym, żeby czuć jak ruch mięśni końskich boków „podrzuca” wam łydki. Wykorzystajcie to podrzucanie do dawania sygnałów. To trochę jak z anglezowaniem, przy którym też wykorzystujecie ruch konia-jego podrzucanie, by wstać. Waszą pracą wówczas jest delikatne i kontrolowane przysiadanie w siodło. Ściskając boki konia łydkami, jak imadłem, nie dajecie szans kłodzie zwierzęcia na luźny, „pływający” na boki ruch. Spróbujcie dzięki takiej „luźnej” pracy łydkami nauczyć się dwa razy nimi puknąć podczas jednego kroku konia. Przy anglezowaniu, podczas jednego waszego przysiadu, łydki mogą, a czasami powinny dwa razy puknąć w bok konia. Gdy anglezujecie, nauczcie się używać takich sygnałów również podczas wstawania. A także wówczas, gdy jeździcie stojąc w strzemionach i podczas półsiadu. „Zadaniem” łydek jest również nadawanie rytmu krokom konia. Wierzchowce są bardzo muzykalne. Pomyślcie, że uczycie wierzchowca tańczyć, a wasze łydki są dla niego metronomem. Sięgając łydkami jak najgłębiej pod brzuch zwierzęcia, pomagacie mu również zrozumieć, że nie powinien wypychać brzucha, a tym samym „chować” grzbietu, robiąc go wklęsłym. Drażniąc podopiecznego „łaskoczącymi’ albo „podszczypującymi” sygnałami, prowokujecie wierzchowca do uruchomienia mięśni brzucha i „przyklejenia” ich do kręgosłupa. Tym samym „wymuszacie” rozciąganie i wzmacnianie mięśni grzbietu. Pracujące łydki układajcie w różnych miejscach boków konia. Ich ułożenie zależy od tego, co chcemy od wierzchowca wyegzekwować: wykonanie zakrętu, przestawienie zadu, ruch w bok . Zaangażowanie przez jeźdźca swoich łydek do „rozmowy” z koniem o kierunku jazdy, nie zwalnia ich z konieczności pracy nad tym wszystkim co wyżej opisałam. 

Reasumując: gdy jeździec zda sobie sprawę z tego ile różnych informacji i to w krótkim czasie można a nawet należy przekazać zwierzęciu, sam dojdzie do wniosku, że pojedyncze, krótkie czy dłuższe ściśnięcie zwierzęcia nie wystarczy. Tym bardziej, że prosząc konia o ruszenie, jeździec od razu powinien określić tempo i długość stawianych kroków. Powinien „wyznaczyć” sposób ustawienia zadu i jego podstawienia. Powinien wyczuć i „ulepszać” stan rozluźnienia mięśni i stawów podopiecznego. O to wszystko muszą zadbać łydki jeźdźca.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl