Szukaj na tym blogu

sobota, 8 sierpnia 2015

RÓWNOWAGA WIERZCHOWCA





Moją „ulubioną” opinią na temat koni jest stwierdzenie: „koń ma cztery nogi, więc ma zawsze równowagę”. Na szczęście wielu jeźdźców wie, że to nie prawda. Wielu z nich wie, że trzeba pracować nad tym, by zwierzę chodziło w równowadze. „Zszokowałam” jednak jedną z moich uczennic mówiąc, że człowiekowi łatwiej utrzymać równowagę na dwóch nogach niż koniowi na czterech.

Tu powinna nastąpić długa pauza, byście mogli otrząsnąć się ze zdziwienia. Oczywiście zamierzam zaraz dokładnie wytłumaczyć, dlaczego tak twierdzę.

Zacznijmy od pytania: czym jest równowaga? Weźcie pod uwagę zwykłą wagę szalkową. Żeby jej wskaźnik wyznaczał równowagę to ciężar, którym chcielibyśmy ją obciążyć, należałoby podzielić na dwie części o idealnie równej wadze. Waga „ilustrująca” równowagę konia musiałaby mieć cztery szalki, a ciężar należałoby podzielić na cztery równe części i „położyć” na szalkach. Ponieważ zwierzę ma cztery nogi, wydaje się to oczywiste. Jednak, ta sama cztero-szalkowa waga mogłaby „obrazować” równowagę człowieka, mimo posiadania dwóch dolnych kończyn. Dlaczego tak? Ponieważ możemy zachwiać swoją równowagę we wszystkie strony. Gdy tracimy równowagę przechylając się do przodu, to efekt jest taki, jakby na dwóch „przednich szalkach” „znalazła się” większa część naszego ciężaru. Takiej wagi nie ma, ale liczę na to, że potraficie ja sobie wyobrazić. Oczywiście w naturze nic nie jest równe i idealne, ale dla potrzeb wyjaśnień w poście przyjmijmy, że tak jest.

Skoro uruchomiliście już wyobraźnię, to „stwórzcie” w niej teraz poziomą i dwie pionowe płaszczyzny, które dzieliłyby (każda z nich) ciało człowieka i wierzchowca na pół. W naszym przypadku w „pasie” „przecinałaby” nas pozioma, a zwierzę pionowa płaszczyzna. Pionowe płaszczyzny przecinałyby nas i konie również wzdłuż kręgosłupów. Płaszczyzna dzieląca ciało na „przód” i plecy u człowieka byłaby pionowa, a u wierzchowców pozioma. Przy równowadze, przy równomiernym obciążeniu „szalek wagi” owe płaszczyzny zachowują swój pion i poziom. Każde odchylenie od „normy” tych płaszczyzn będzie utratą równowagi, zarówno w przypadku człowieka, jak i zwierzęcia. Obie istoty natychmiast wyczuwają intuicyjnie utratę równowagi.

U człowieka scenariusz wydarzeń po utracie równowagi może być dwojaki: albo odzyska równowagę, albo się przewróci. Człowiek po utracie równowagi może „funkcjonować” tylko wówczas, gdy „podeprze” swoje ciało np. krzesłem, na którym usiądzie. Bez podparcia, natychmiast i intuicyjnie staramy się odzyskać utraconą równowagę. Bez niej nie jesteśmy w stanie stać, chodzić, pracować itp.

Jak wygląda sytuacja w przypadku wierzchowca? Odchylenie od normy „płaszczyzn” wyznaczających równowagę nie grozi natychmiastowym upadkiem, gdy nie uda się zwierzęciu odzyskać równowagi. Stan, w którym dwie „np. przednie, albo dwie np. lewe szalki” zostaną „przeciążone” może być utrzymany przez niego dłuższy czas. Koń nadal stoi na czterech nogach i nie przewraca się, ale czy oznacza to, że zwierzę ma równowagę? Możliwość „podparcia” na własnych kończynach przeciążonej strony ciała powoduje, że reakcja zwierzęcia na ową utratę równowagi nie musi być tak natychmiastowa, jak u człowieka. Brak groźby natychmiastowego upadku, czyni utrzymanie równowagi trudniejszym do wykonania. Wierzchowce niestety w takim „stanie” mogą jakiś czas stać, chodzić, biegać i pracować. W naturze koń prędzej czy później odzyskuje jednak równowagę. Zdany sam na siebie wykona ruch, który pozwoli mu tą równowagę odzyskać. Biegając w wyższym chodzie, zmieni go na niższy albo wręcz się zatrzyma. W galopie zmieni nogę. Stojąc, przesunie się nieznacznie w którąś ze stron itp. i itd. Jednak na grzbiecie konia „pojawił się” człowiek, który nie wyczuwając utraty równowagi przez konia, zmusza go do pracy w takim niewygodnym stanie. Podchodząc do „współpracy” z podopiecznym na zasadzie: „masz wykonać polecenie i już!”, jeździec nie pozwala zwierzęciu samodzielnie poprawić równowagi. Jeździec nie zauważając jej utraty u podopiecznego, nie wyda poleceń do wykonania pozwalających zwierzęciu, w danym ruchu, poprawić równowagę. Przy takich jeźdźcach, praca z brakiem równowagi staje się dla konia nawykiem. Wierzchowiec jest „przekonany”, że właśnie w takim układzie ciała powinien pracować. „Rezygnuje” z prób odzyskania równowagi, szuka za to sposobów, by przeciążoną część ciała podeprzeć np. na rękach jeźdźca. Gdy nie ma takiej możliwości, usztywnia i spina mięśnie oraz stawy, by na własnych nogach utrzymać „przewracające się” „płaszczyzny równowagi”.

Zróbcie eksperyment i spróbujcie utracić równowagę pochylając się do przodu. Przez krótki moment, zanim nie zaczniecie ratować się przed upadkiem, poczujecie jak napinają się wasze mięśnie i stawy. U konia jest tak samo i fakt, że „upadające ciało” podtrzymają np. przednie nogi nie oznacza, że takie napięcia ustępują. Praca w takim stanie jest dla konia „bolesnym koszmarem”.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl