Szukaj na tym blogu

czwartek, 23 czerwca 2016

JEŹDZIĆ "NA KONTAKCIE"


Napisałam już post o tym, czym jest kontakt z koniem. Dość dawno, bo w maju 2014 roku. Nic pod tym postem się nie działo aż do teraz. Pojawił się tam komentarz: „nic nie kumam”. Odpisałam, że może pomogłoby rozbudzenie wyobraźni ale zaraz potem naszła mnie refleksja - może należałoby jednak opisać ten temat bardziej obrazowo.

Każdy jeździec zna hasło: „złap kontakt” albo stwierdzenie, że na koniu należy jeździć „na kontakcie”. Mało kto, z uczących sztuki jeździeckiej, tłumaczy co tak naprawdę ten kontakt z wierzchowcem oznacza. Jeźdźcy sugerując się owym hasłem: „złap kontakt”, skracają wodze i mocnej ciągną koński pysk. Jednak „jeździecki kontakt” to nie powinna być „rozmowa” człowieka z końskim pyskiem, to musi być współpraca i współgranie dwóch ciał. A „smaczku” dodaje fakt, że przy „łapaniu kontaktu” jeździec powinien oddać ręce z wodzami do przodu, nie zaś cofać. Kontakt z koniem można „złapać” na wodzach o różnej długości i nie musi się to wiązać ze skracaniem wodzy czy ich silniejszym trzymaniem.

Żebyście zrozumieli „cały mechanizm”, musicie zrobić dwa założenia: pierwsze to, że bez problemu można poprosić wierzchowca o zwolnienie tempa, przejście do niższego chodu i o zatrzymanie, bez użycia wodzy. Drugie założenie to, że „namawiając” konia ciałem do wymienionych czynności, można ( a nawet trzeba !) równocześnie pracować łydkami. Ci z was, dla których wydaje się to niewykonalne, niech po prostu wyobrażą sobie, że tak się da jeżeli pragną zrozumieć to co mam w dalszej części postu do powiedzenia.

Przy „hamującej” pracy ciałem, mięśnie i stawy jeźdźca muszą być rozluźnione- nie wchodzi więc w grę żadne siłowe ciśnięcie biodrami w koński grzbiet. Pośladki nie powinny być zaciśnięte, „konsystencją” powinny przypominać raczej woreczek wypełniony wodą. Człowiek musi mieć również zachowaną własną równowagę w siodle, by móc „oddać” ręce z wodzami do przodu i nie trzymać się kolanami siodła. Czynność ta bowiem blokuje ruch stawu kolanowego i praca łydkami staje się niemożliwa.

Ciało jeźdźca, żeby zostać „informatorem” wierzchowca „proszącym” o regulację tempa, rytmu i rodzaju chodu, powinno stać się czymś w rodzaju kotwicy. Rzucona ze statku kotwica zapiera się w piaszczystym dnie i stopniowo spowalnia pęd jednostki pływającej. By mogła ona ruszyć dalej, należy zniwelować działanie kotwicy. Wyobraźcie sobie, że druga osoba chwyta was za ręce i zaczyna ciągnąć, sugerując byście za nią podążyli. Jaka powinna być wasza reakcja jako 'kotwicy”? Chcecie iść za tą osobą ale tak, by decydować o „prędkości” z jaką wspólnie podążacie. Dlatego dajecie się „ciągnąć” na wyciągniętych w przód rękach. Cofanie ich powodowałoby przyciągnięcie ciągnącej osoby do was, a tego nie zamierzacie zrobić. Chroniąc przed naciągnięciem stawy łokciowe, zostawiacie je lekko zgięte. Ponieważ jednak nie chcecie, by tempo marszu było zbyt szybkie, stawiacie lekki opór zapierając się ciałem. W ten sposób zaczynacie spełniać funkcję spowalniającej ruch kotwicy. Można to tempo regulować. Pozwalając na szybszy marsz, „odpuszczacie” trochę owe zapieranie się, a chcąc zatrzymać „kolegę” zaprzecie się ciałem tak mocno, by całkowicie uniemożliwić ruch partnera. Jest jednak pewien szkopuł. Jeździec na grzbiecie konia musi zaprzeć się ciałem zanim i mimo tego, że zwierzę nie ciągnie go za ręce.

Kolejną rzeczą jaką musicie sobie wyobrazić to umiejętność konia do rozciągania i skracania ciała. Im krótszy koń, tym łatwiej wykonać mu wszelkie polecenia z obciążonym grzbietem. Podczas pracy z wierzchowcem należy więc nieustannie pracować nad skracaniem ciała zwierzęcia. Gdy koń jest młody, trzeba uczyć go tej sztuki. Późnej należy pracować nad utrwalaniem tej prawidłowej postawy zwierzęcia. Do tego skracania człowiek powinien zabrać się od tyłu podopiecznego, a nie od przodu. Jeżeli od tyłu, to informacja „wysyłana” zwierzęciu musi brzmieć:„proszę podejdź zadnimi nogami bliżej przednich”. Do rozmowy z tymi zadnimi kończynami jeździec angażuje pukające łydki, które dzięki działaniu „ciała-kotwicy” nie zostaną zrozumiane, jako pomoce sugerujące chęć zwiększenia tempa. Przy utrzymanym przez „dosiad” równego tempa i rytmu chodu, do skrócenia ciała konia nie będą potrzebne żadne sygnały przytrzymujące jego przód. Czyli, że nie potrzebne będą siłowo zaciągnięte wodze. Jeździec powinien nieustannie trzymać je w oddanych do przodu rękach. Wyobraźcie sobie, że na ich końcach zamiast wędzidła macie przywieszony woreczek. Waszym zadaniem jest utrzymać jego położenie tuż przed nosem konia. Nie wolno wam tego woreczka wciągać zwierzęciu na nos, ani pozwolić, by „zwisał” daleko od mordy.

Takie „skracanie” ciała zwierzęcia sprowokuje go do wyprężania grzbietu, czyli do „tworzenia” tak zwanego „kociego grzbietu”. Kiedy człowiek tworzy łuk do wypuszczania strzał z prostego drewnianego kija, to na obu jego końcach podczepia cięciwę. To dzięki niej prężące drewno nie wraca do swojego pierwotnego, prostego układu. Prężąc swój grzbiet, wierzchowiec „szuka” intuicyjnie wsparcia takiej „cięciwy”. Dzięki niej, łatwiej będzie mu utrzymać podczas pracy wypracowany układ ciała z prężącym grzbietem. Od strony zadu podczepioną „cięciwą” są pracujące łydki jeźdźca. Łydki angażujące zadnie nogi do pracy pod kłodą, jak najbliżej jej środka. Szukając cięciwy z przodu, koń lekko pociągnie i napręży oddane mu do dyspozycji wodze i ręce jeźdźca. I w ten sposób zwierzę „złapie kontakt”. Ułożone na języku wędzidło wierzchowiec pchnie dolną szczęką na tyle, że człowiek poczuje niewielkie i całkiem przyjemne ciągnięcie za czwarty palec w obu dłoniach. Dlatego właśnie, przy prawidłowym kontakcie, nos konia wystaje lekko przed pionową linię poprowadzoną w dół od jego czoła. A gdybyście faktycznie trzymali tuż przed końskim nosem woreczek, to zwierzę samo „włoży” w niego nos, żeby znaleźć „oparcie”. Jeździec „znajduje” w ten sposób partnera, który go będzie ciągnął za ręce. To ciągnięcie sprawia, iż łatwiej jeźdźcowi zaprzeć się ciałem i „stworzyć” z niego regulującą tempo „kotwicę”.

Należy jednak pamiętać, że takie zapieranie się ciałem, nawet wówczas, gdy już mamy ciągnącego partnera, nie może zaburzać naszej równowagi. W żaden sposób nie może się wiązać z nadmiernym odchylaniem się do tyłu. Wracając do porównania z ciągnącą was za ręce drugą osobą, to musicie założyć, że może ona zrobić wam głupi dowcip i niespodziewanie puścić wasze ręce, żeby spowodować wasz upadek na „cztery litery”. Zapierajcie się więc, utrzymując pionową postawę. Postawę, która zagwarantuje utrzymanie równowagi nawet wówczas, gdy partner przestanie ciągnąć was za ręce albo wówczas, gdy wierzchowiec jeszcze nie zaczął ciągnąć.

Pracując na takim kontakcie, sygnały wysyłane poprzez wodze mogą być delikatne, subtelne i lekko naginające szyję konia poprzez przyciąganie dolnej szczęki. Działanie wędzidłem nie może zniechęcić zwierzęcia do nieustannego ciągnięcia za nasze ręce. Po odpuszczeniu sygnału danego wodzami, szyja konia powinna zadziałać jak sprężyna, pozwalając w ten sposób dolnej szczęce na kontynuowanie ciągnięcia za wodze. Przy jeździe na „kontakcie”, wodzami pracujemy nad rozluźnieniem mięśni zwierzęcia, nad koniecznością jego skupiania się i nad prawidłowym ustawieniem łopatek i szyi. Wszystko oczywiście we współpracy z pracującymi łydkami.


środa, 8 czerwca 2016

RÓWNOWAGA JEŹDŹCA - NAJWAŻNIEJSZE JEST UŁOŻENIE NÓG


Gdzieś już pisałam, że marny ze mnie „komputerowiec”. Jak wpadłam na pomysł pisania bloga, to musiałam zacząć od nauki obsługi komputera. Ostatnio odkryłam program do obróbki filmów. Przednia zabawa i daje mi kolejne możliwości propagowania jeździectwa opartego na porozumieniu z wierzchowcem. To, że wszystko co robię w internecie jest bardzo amatorskie, to jedna sprawa. Druga jest taka, iż moje przekazy, w jakiej formie by nie były, są swego rodzaju wzorcem, do którego jeździec powinien dążyć. Sposób w jaki tłumaczę zasady jeździectwa w moich postach, odzwierciedla sposób w jaki prowadzę treningi. Wszystkie porównania i w postach i na treningach zmierzają do przedstawienia, jak najdokładniej, idealnego stanu rzeczy. To samo dotyczy zdjęć rysunków czy animacji. Taki ideał jednak w jeździectwie osiąga się rzadko. To co rajcuje mnie w pracy z końmi, to właśnie nieustanna praca nad doskonaleniem i dążeniem do ideału. Nawet jak osiągnięcie ideału jest bliskie, trzeba nieustannie pracować nad „pielęgnowaniem” tych osiągnięć. Dlatego też filmy, na których mamy okazję obserwować jeźdźców, zawsze będą pełne bardziej lub mniej zauważalnych błędów. Staram się przekazać moim uczniom, że tych błędów nie należy się wstydzić, dlatego bez problemu godzą się na wstawianie na bloga albo w grupie filmów z ich udziałem.

Najwięcej emocji budzą moje posty na temat dosiadu aktywnego i opieraniu przez jeźdźca swojego ciężaru na strzemionach. Zdaję sobie sprawę, że taki sposób dosiadania wierzchowca jest dość odległy od bardziej rozpowszechnionego w polskim jeździectwie, wyraźnego siedzenia w siodle. Jednak nie jest to mój sposób czy filozofia (jak mi nieraz zarzucono). Wielu jeźdźców pracuje z końmi w sposób, który opisuję i wielu trenerów taką wiedzę przekazuje. Zaczynałam jeździć konno w typowej szkółce jeździeckiej. Nie odpowiadało mi takie porozumiewanie się z koniem, jakie szkółki „serwowały”, więc zmieniłam źródło czerpania jeździeckiej wiedzy. Mam więc możność porównywania tych „szkół” i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dla mnie obecna praca z koniem daje dużo większe możliwości porozumienia, zrozumienia zwierzęcia i pracy bez użycia siły. Te możliwości wynikają w dużej mierze z aktywnego dosiadu i z utrzymywania równowagi ciała przy opieraniu się na strzemionach. Przestawienie się na aktywny dosiad, który wydawał mi się na początku być niewygodnym, kosztowało mnie mnóstwo pracy i fizycznej i koncepcyjnej. Teraz mogę już powiedzieć, że jest on niesamowicie wygodny dla mnie i wierzchowców, z którymi pracuję. Są to moje subiektywne odczucia, refleksje i doświadczenia ale na tyle dla mnie wspaniałe, że mam ochotę się nimi tutaj dzielić. Tą są intencje, jakie kierują mną, by propagować na blogu sposób w jaki pracuję z końmi.

W wielu książkach przekazujących wiedzę jeździecką można przeczytać, że nad dosiadem pracuje się przez całą aktywną przygodę na końskim grzbiecie. Takie zdanie można też usłyszeć od wielu trenerów i instruktorów jeździectwa. Zadaliście sobie kiedyś pytanie dlaczego nieustannie trzeba pracować nad dosiadem? Dawniej nie znajdowałam odpowiedzi. Siedziałam na siodle stabilnie, wyprostowana. Trzymałam się wprawdzie kolanami siodła ale mówiono mi, że tak należy, więc co tu zmieniać. Siedzę, nie spadam to mam dosiad. Nie miałam pojęcia nad czym powinnam w moim dosiadzie popracować, nikt nie potrafił mi również tego wskazać. Teraz wiem, że wypracowanie prawidłowego dosiadu aktywnego jest bardzo trudne, a dążenie do wzorca i „pielęgnowanie” osiągnięć nie ma końca. Ilu jeźdźców może pochwalić się tym, że ciągle pracuje nad dosiadem? Że wie jak wygląda wzorzec do którego może dążyć? Może niektórzy czasami zdają sobie sprawę z pochylania się albo ze sztywności mięśni i stawów swojego ciała. Gorzej jednak z ich świadomością jak poprawić błędy.

Drugim tematem, o którym „mówią” książki” i nauczyciele jeździectwa to równowaga jeźdźca. I tu zaczynają się „schody”. Człowiek ucząc się jeździć konno jakoś automatycznie zakłada, że jak nie spada z siodła dzięki balansowaniu ciałem i trzymaniu się siodła, to ma już równowagę. Wielu instruktorów uczy zresztą jeźdźców takiej właśnie „równowagi”. Jednak dla mnie nie jest to równowaga. Równowaga dotyczy całego ciała człowieka, od stóp po czubek głowy.

Według mnie, w wielkim skrócie, człowiek zachowuje równowagę wtedy , kiedy się nie przewraca, gdy jest pozbawiony jakiegokolwiek oparcia czy podparcia. I żeby móc powiedzieć, że mam równowagę w siodle, staję w strzemionach i opieram pośladki o siodło tak, że gdyby nagle zabrakło pode mną podparcia w postaci konia, opadnę na nogi i nie przewrócę się. Jeżeli na czymś siadasz lub podciągasz, na czymś się opierasz albo czegoś przytrzymujesz, oddając do „niesienia” swój ciężar albo jego część - to twoje ciało nie ma równowagi. Jeżeli jakąś przyjętą przez ciało pozycję można utrzymać tylko dzięki opieraniu, podpieraniu o coś lub podciąganiu - to człowiek nie zachowuje wówczas swojej równowagi.

Do utrzymania równowagi w siodle najważniejsze jest ułożenie nóg. Wyobraźcie sobie, że chcecie usiąść na dość wysokim stołku. Zdajecie sobie jednak sprawę, że ktoś podpiłował nogi stołeczka licząc na waszą wywrotkę po jego obciążeniu. Świadomość tego każe przysiąść wam w taki sposób, by głupi dowcip się nie udał. Żeby nie zdradzić się ze swoją wiedzą przysiądziecie na stołek okrakiem tak, by „oddać” stołeczkowi jak najmniej swojego ciężaru. Tak, by jak najwięcej tego ciężaru nadal niosły wasze nogi, nie pozwalając sobie równocześnie na utratę równowagi. By zachować przy tym prostą postawę ciała, cofniecie mocno łydki, dając swoim stopom oprzeć się pod pośladkami, a kolana osuniecie nieco w dół. Układając nogi właśnie w ten sposób i przysiadając, jak na owym stołeczku podczas pracy w siodle, pozwalacie pozostać swojemu ciału w równowadze.

Przy pozycji zachowującej równowagę całego ciała, nad jej utrzymaniem będą pracowały wówczas również stawy nóg a nie tylko balans ciałem. Będzie to taka praca nóg, jaką wykonują osoby ćwiczące jazdę, stojąc na grzbiecie konia podczas treningu woltyżerki. Taki jeździec nie może pozwolić sobie wówczas na zablokowanie i usztywnienie stawów biodrowych, kolanowych i skokowych. Gdy nogi jeźdźca „potrafią” już tak pracować, można „zająć się” postawą torsu. Postawą jak najbliższą idealnemu wyprostowaniu. Nie jest to łatwe i zależy od ustawienia bioder podczas przysiadania. Jeżeli będą one „uciekały” nieco w tył, to tors będzie miał tendencje do pochylana się. Najłatwiej jest mi to wytłumaczyć na przykładzie anglezowania.

Namówiłam dwie młode amazonki do pokazania dwóch różnych sposobów anglezowania (na ziemi). Starsza amazonka „przysiada w siodło” „uciekając” biodrami do tyłu, w kierunku tylnego łęku siodła. Wstając wypycha biodra do przodu nad przedni łęk. Nadal jednak jej równowaga pozostaje nie zachwiana, ograniczona tylko zostaje możliwość pracy mięśniami brzucha.


video

Młodsza dziewczynka pokazuje sposób anglezowania, przy którym jeździec opuszcza i pozwala unieść się biodrom wzdłuż pionowej linii prostej. I to jest ideał dosiadu aktywnego, do którego należy dążyć- jednak bardzo trudny do osiągnięcia.

Dla konia, który nas niesie, sposób w jaki siedzimy ma ogromne znaczenie. Przy aktywnym dosiadzie nie obciążamy naszym ciężarem kręgosłupa wierzchowca. Ciężar jeźdźca niosą boki jego „pleców”. Przy aktywnym dosiadzie człowiek może zasugerować zwierzęciu, iż powinien wyprężać grzbiet. Im lżej przysiadamy na „stołku”, tym „więcej miejsca” mają końskie plecy, by się prężyć. Przy aktywnym dosiadzie, podczas anglezowania jeźdźca, zwierzę „podrzuca” jego „lżejsze” „dupsko”. „Lżejsze” o te kilogramy, które pozostawił do niesienia swoim nogom. Uważam też, że człowiekowi dużo łatwiej jest „poprowadzić” swoje biodra ku górze z pozycji, w lekkim czy większym przyklęku, niż wówczas gdy musi je podnieść z siedzącej pozycji. Dodając do podrzucającej energii końskiego grzbietu możliwość podniesienia bioder z przyklęku, stajemy się dla zwierzęcia bardzo „lekkim” balastem. Jednak, co najważniejsze, pozostajemy nadal lekkim pasażerem, kontrolując przysiadanie w siodło dzięki przyklękającej pracy kolan. Ucząc tego moich jeźdźców proszę ich, by przysiadali w siodło wyobrażając sobie, że siodło parzy. Albo, żeby wyobrazili sobie, że na siodle może znajdować się potłuczone szkło a ich zadaniem jest przysiąść tak, jakby chcieli sprawdzić czy to fakt i w razie czego nie pokaleczyć się. Oczywiście nie wolno im przy tym przytrzymywać się wodzy albo siodła.

Już słyszę głosy wielu jeźdźców: „Tak się nie da, tak jest źle!”. A ja pytam: „Dlaczego”?
Bo jeździsz inaczej, bo tak nie umiesz, nie rozumiesz, bo nigdy nie próbowałaś,próbowałeś?

I na koniec suplement dotyczący pół-siadu. Zazwyczaj pytania o jego poprawność ograniczają się do sposobu ułożenia tułowia. Pytania dotyczą głównie ułożenia bioder, kąta pochylenia torsu. A tu znowu najważniejsze jest ułożenie nóg! Powinny one nadal nieść ciało jeźdźca w równowadze. Kąt pochylenia tułowia można wówczas regulować w zależności od potrzeb. 



Jeździec nie utrzymujący równowagi przy pól-siadzie będzie cofał mocno ręce do tyłu, a potrzebne są one oddane do przodu, szczególnie podczas skoku przez przeszkody czy pracy na drążkach. Jeźdźcy zmuszeni do wysunięcia rąk w przód „ratują się” przytrzymując się siodła, mocno ściskając kolanami. Blokują jednak wówczas stawy kolanowe co uniemożliwia dawanie zwierzęciu sygnałów przy pomocy łydek. Przeczytaj: Galop i półsiad


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl