Szukaj na tym blogu

niedziela, 14 lutego 2016

JAK ROZMAWIAĆ Z PRZODEM CIAŁA KONIA NA TEMAT JEGO USTAWIENIA


Jak już nie raz pisałam, człowiek ma tendencje do „traktowania” konia tak, jakby miał tylko przód ciała. Nie dość, że jeźdźcy „rozmawiają” głównie z owym przodem, „rzucając” zwierzęciu tylko od czasu do czasu pojedyncze, zdawkowe informacje, to opiekunowie również zazwyczaj obserwują jedynie przód podopiecznego. A nie jeden z jeźdźców ogranicza swoje obserwacje i kontakty tylko do szyi i pyska konia. Słyszeliście na pewno o pracy z koniem w niskim ustawieniu szyi? Jeźdźcy namiętnie chwalą się na różne sposoby, że koń biegający pod nimi miał nos prawie przy ziemi. Niestety, układ szyi nie jest wyznacznikiem prawidłowego ustawienia ciała. Niewielu jeźdźców rozumie istotę pracy z koniem z nosem przy ziemi.

Ciągnąc szyję w dół za swoim nosem, wierzchowiec rozciąga i wzmacnia mięśnie grzbietu ale tylko wówczas, gdy jego ciało idzie w równowadze. Opadająca głowa i szyja z „niemocy” niesienia jej wyżej albo opadająca i szarpiąca, by wyrwać opiekunowi wodze, ma niewiele wspólnego z prawidłowym niskim ustawieniem. Bez zrównoważonego ciała wierzchowiec nieraz wyrywa wodze pasażerowi i opuszcza głowę jak najniżej, by utrudnić opiekunowi próby podniesienia jej w górę. A nie pozwala podnieść jej w górę, by, przy skróconych wodzach i sztywnych trzymających ludzkich rękach, nie oprzeć na wędzidle swojego przeciążonego z przodu ciała. Robi to, by uniknąć bólu w pysku związanego z tym opieraniem się.

Koń idący w równowadze będzie niósł głowę i szyję tak, jak poprosi o to jeździec siedzący na grzbiecie. Będzie w stanie zmienić ustawienie szyi, słuchając sugestii opiekuna, bez zmiany tempa i rytmu ruchu. Czyli, że koń poproszony o opuszczenie szyi przez stopniowe wypuszczanie wodzy (w uproszczeniu), będzie „schodził” w dół bez wyszarpywania wodzy. Nie będzie też stawiał oporu i nie będzie wieszał się na wodzach, gdy zaistnieje konieczność podniesienia głowy i szyi. Zrównoważony wierzchowiec utrzyma, niskie czy wysokie, ustawienie szyi podczas zmiany chodów, zmiany tempa i rytmu, podczas zatrzymania i podczas biegania po nierównym terenie czyli z górki i pod górę.

Zanim jednak jeździec poprosi swojego wierzchowca o opuszczania szyi, powinien potrafić „porozmawiać” z nim na temat jej „samoniesienia”. Uczenie konia prawidłowego rozłożenia równowagi nie zawsze przyniesie efekt w postaci odciążenia wodzy. Nie pozwolą na to zbyt słabe mięśnie szyi. Mięśnie tuż przy kłębie, które są „odpowiedzialne” za owo „samoniesienie”. Wyobraźcie sobie, że obojętnie o jakie ustawienie szyi „poprosicie” zwierzę, obojętnie w jakim chodzie właśnie pracujecie i obojętnie o jaki ruch „poprosicie” podopiecznego, zawsze czujecie na swoich rękach, przy naprężonych wodzach, ten sam ciężar. I to ciężar równy maksymalnie ciężarowi np. kiełzna. Do takiego ideału powinniście dążyć. Zanim jednak tak się stanie, zanim koń wzmocni odpowiednie mięśnie, „poproszony” będzie odciążał ręce opiekuna tylko na chwilę. Najpierw krótszą potem dłuższą. Przy konsekwentnej pracy, po jakimś czasie, oprze się tylko przy dużym zmęczeniu. Dążenie do ideału wymaga nieustannej i konsekwentnej pracy. Jakiej? Posłużę się porównaniem, które „trafiło” do dziesięcioletniej amazonki. Oprócz bujnej jej wyobraźni pomogło pewnie to, że ma ona dużo młodszą siostrę. Myślę, że nie trudno wyobrazić sobie małe rozkapryszone dziecko, które nosząc na rękach musicie wyciszyć i uspokoić. To „dziecko”, to nic innego tylko końska szyja. Takiego „malucha” najłatwiej i najwygodniej niesie się, gdy rozluźnione i wyprostowane opiera się na naszym torsie. Takie uczucie wyprostowania i możliwości przytulenia bez wywołania oporu powinno towarzyszyć prawidłowo ustawionej szyi i głowy konia. Rozkapryszone dziecko, próbujące wyrwać się z naszych objęć, będzie wyginało się na różne strony i opierało swoje napinające się ciało na naszych rękach. W zależności od przyjętej pozycji, będzie kładło się na dwóch naszych rękach naraz albo na którejś z nich mocniej i wyraźniej. „Udzielenie” oparcia i siłowanie się z takim ciałem (nawet małym) to nie lada wyzwanie i bardzo niewygodne do niesienia na rękach. Jak najlepiej poprawić pozycję „dziecka” by stała się prosta, pionowa i łatwiejsza do niesienia? Najlepiej lekkim ruchem ręki „podrzucić ją”, zmuszając do odciążenia rąk, choćby na chwilę. „Podrzucamy” z tej strony i tą ręką, gdzie czujemy największy ciężar. Jeżeli czujemy go równo na obu, to pracują obie ręce. „Siła” „podrzucenia” powinna być proporcjonalna do wielkości ciężaru jaki czujemy. Kwestia wyczucia. Najważniejsze, to być w tej pracy konsekwentnym, upartym, cierpliwym i wbrew pozorom delikatnym.

A teraz rzecz jeszcze ważniejsza od najważniejszej. Jeździec, pracujący wodzami w opisany sposób nad „samoniesieniem” szyi konia, musi sobie jeszcze wyobrazić, że tylko spokojny i rytmiczny „marsz” wyciszy i uspokoi „rozbrykane dziecko”. Siedząc na grzbiecie wierzchowca „włóżcie” w swojej wyobraźni końskie tylne nogi w swoje biodra i poruszajcie się długimi rytmicznymi krokami. „Nie pozwólcie” nogom „podłączonym” do swoich bioder na samowolną zmianę rytmu i tempa. Każda taka zmiana spowoduje rozbudzenie się „dziecka” i jego ponowne próby „wydostania” się z naszych objęć. A każde „podrzucenie” podopiecznego i próba „nadania” mu wygodnej pozycji może sprowokować „wasze” nogi do zmiany tempa i rytmu. Reasumując: tylko przy aktywnej pracy swoich łydek, angażującej koński tył do wydajnej i rytmicznej pracy, odniesiecie sukces w pracy nad „dogadaniem się” z końską szyją i głową.

Praca nad ustawieniem przodu ciała konia to nie tylko „rozmowa” z klatką piersiową czy szyją. To również wskazówki, przekazywane zwierzęciu, dotyczące prawidłowego ustawienia jego łopatek. Nie raz nadmierny ciężar, jaki czujecie na lewej lub prawej ręce, może być efektem tego, że koń szuka pomocy w „niesieniu” „źle stawianej” przedniej nogi. A ta „zła praca” kończyną może być efektem nieprawidłowego ustawienia łopatki. Bardzo ważne jest żebyście mieli wyczucie i pełną świadomość z jaką częścią ciała konia pracujecie. Jeżeli jeździec będzie to wiedział, to wierzchowiec prawidłowo zrozumie sygnały przekazywane poprzez wodze. Z tym, że w przypadku pracy nad ustawieniem łopatek, wodze pełnią rolę pomocniczą i to z każdej strony zwierzęcia pomagają inaczej. Nie chodzi jednak o stronę lewą cz prawą konia ale o zewnętrzną i wewnętrzną. Zawsze, nawet podczas ruchu na prostej, musimy „określić” która strona konia jest zewnętrzną, a która wewnętrzną. Na łukach to nie problem. To złe ustawienie końskich łopatek można porównać do, odstawionego w bok, łokcia ludzkiej ręki. Nasze łydki, oprócz pracy nad utrzymaniem rytmu i tempa chodu, muszą w takim przypadku prosić również konia: „trzymaj „łokieć” przy sobie, chowaj odstawioną łopatkę”. Zewnętrzna wodza ułożona blisko przy ciele konia pomaga bezpośrednio w ustawieniu łopatki zwierzęcia. Poprzez wewnętrzną wodzę można pomóc tylko pośrednio, prosząc zwierzę o rozluźnienie mięśni.

Każdy wie jak rozchodzą się kręgi na wodzie, gdy wrzucimy do niej np. kamień. Koń rozluźniając jeden mięsień, „prowokuje” do rozluźnienia kolejne. Można powiedzieć, że „rozluźnianie” rozchodzi się po końskim ciele jak fale na wodzie. Trzeba tylko jakoś zainicjować powstanie takiej rozluźniającej fali. Krótkimi i sprężystymi ruchami ręki i wodzy, przypominającymi jakby odhaczanie tej wodzy, „puszczamy falę” poczynając od szyi. Wyobraźcie sobie, że haczyk od wędki zaczepił się o coś na dnie jeziora. Ruch wodzą powinien być próbą „oderwania” haczyka od „przeszkody”. Jednak fale, im dalej od „centrum”, tym stają się słabsze. Jeździec powinien zadbać o to, by rozluźniająca fala dotarła do zadu wierzchowca w pełni wartościowa. Należy więc wzmacniać ją delikatnymi, krótkimi i powtarzanymi puknięciami łydką.

Jazda konna to współpraca ze zwierzęciem, a współpraca to nieustanny dialog z wierzchowcem. I pomyśleć, że wielu ludziom wydaje się, że konia się kupuje, ubiera, wsiada i po prostu jedzie.


Powiązane posty:
"Przód ciała konia"
"Jak rozmawiać z przodem konia na temat równowagi ciała"



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl