Szukaj na tym blogu

piątek, 8 kwietnia 2016

NADMIAR ENERGII CZY JEJ BRAK?


Kojarzycie na pewno jak trudno maszeruje się pod górkę. Ile trzeba mieć sił w nogach, by podejść pod wzniesienie. Im bardziej strome, tym silniejsze nogi są potrzebne. Wspinając się, człowiek stawia długie, spokojne kroki, wyraźnie odpychając się od podłoża. Im dłuższa wspinaczka tym trudniej się idzie, a uczucie zmęczenia narasta. Nikt nie oparłby się, w takim momencie, pokusie chwycenia rękoma za jakąś linę, by odciążyć nogi i podciągać ciało. Nasze nogi niosą nas całe życie, wydają się być przez to silne i wytrzymałe ale człowiek, jeżeli ma tylko możliwość, woli bardziej zmęczyć ręce niż kończyny dolne. Woli, by to kończyny górne bardziej się napracowały. Konie też tak mają!

Swego czasu napisałam króciutki post z wymownym rysunkiem mojego brata:
Jak zaangażować tylną część konia do bardziej wydajnej pracy? Najważniejszym bodźcem jest praca łydek jeźdźca. Bardzo niesłusznie wykorzystuje się je tylko do dawania sygnału, który nakazuje zwierzęciu zwiększyć prędkość, albo zmienić rodzaj chodu na wyższy. Powinniście zdać sobie sprawę z tego, że pukanie łydkami w boki wierzchowca powinno, przede wszystkim, uaktywniać pracę końskiego zadu. Wyobraźcie sobie tył konia jako człowieka, który pcha pod górkę taczkę z jakimś ładunkiem. Bez względu na to, czy porusza się wolno, czy szybko, czy przyspiesza, czy zwalnia, zatrzymuje się, czy rusza, musi taczkę pchać, bo inaczej stoczy się z nią w dół. Tak właśnie, jak ten człowiek, powinna pracować ta część konia, której nie widzimy siedząc na nim. Jednak bez zachęcających sygnałów, o których napisałam wyżej, nie zmotywujemy wierzchowca do takiego wysiłku.

 
Ponieważ wierzchowce maszerują na czterech nogach, jeźdźcy nie potrafią zaobserwować i ocenić czy zwierzę idzie tak, jak człowiek podchodzący pod wzniesienie bez pomocy liny, na której może się podciągać. Czy może idzie podciągając ciało przy pomocy kończyn „górnych” (u konia przednich)? Ludziom niestety wydaje się, że skoro zwierzę „przebiera” tylnymi kończynami, to idzie „od zadu”. A skoro pędzi- to znaczy, że idzie chętnie. A skoro chętnie- to też „od zadu”. Problem w tym, że koń pracujący pod jeźdźcem nie odpycha się chętnie tylnymi kończynami, „woli” podciągać swoje ciężkie ciało z „plecakiem” na grzbiecie, używając do tego kończyn przednich. Do wydajnej pracy tylnymi nogami bez podciągania „rękami” trzeba zwierzę zachęcić, trzeba go tego nauczyć i długo pracować nad kondycją tylnej części ciała.

Efekty takiego podciągania się wierzchowca są przeróżne. Wszystko zależy od sposobu w jaki koń będzie próbował poradzić sobie z tym problemem. Większość wierzchowców podczas kłusa i galopu po prostu zaczyna pędzić. Dlaczego? Przy „podciąganiu” niemożliwe jest osiągnięcie stabilnej zrównoważonej postawy. Nawet u człowieka po utracie równowagi niekontrolowanym odruchem jest przyspieszanie tempa w nadziei, że to pomoże odzyskać równowagę. Konie mają ten sam niekontrolowany odruch. Do tego bardzo często „plecak” podskakujący na grzbiecie zwierzęcia „przerzuca” swój ciężar na „kark” „lecącego” już „na łeb, na szyję” wierzchowca. Ten fakt bardzo utrudnia powrót do równowagi. Poza tym, jeździec pozwalający tak pracować zwierzęciu, używa wodzy i wędzidła jako hamulca. Nie raz już pisałam jaki to ma wpływ na podopiecznego i pracę z nim. Nie będę się więc powtarzać. Nadmienię tylko, że u wielu koni wywołuje to chęć ucieczki od bólu jaki jest mu wówczas zadawany. A dokąd może uciekać? Tylko jeszcze szybciej do przodu.

Jaki wniosek, bardzo często, wyciągają opiekunowie „pędzących” koni? Taki, iż podopieczny ma za dużo energii. Pomysły na poradzenie sobie z „nadmiarem energii” u tych koni są przeróżne: zmniejszenie dawki owsa, założenie czarnej wodzy i „zgoda” na to, by wierzchowiec bez ładu i jakiejkolwiek kontroli się wybiegał. Ponieważ „jak się zmęczy to się rozluźni, straci energię i zacznie słuchać”. Problem jest tylko taki, że te konie pędzą z powodu „braku energii”, a dokładnie z powodu jej braku w tylnych nogach. Z powodu braku energii w słabych, „nienabudowanych” i nie pracujących prawidłowo zadnich mięśniach. Gdy na „pędzącego” wierzchowca wsiądzie osoba, która nie pozwoli mu „podciągać się” przy pomocy przednich kończyn, która w zrozumiały dla niego sposób „poprosi” o „wspinanie się” poprzez odpychanie tylnymi kończynami, to okaże się, że jest to zwierzę, które trzeba pchać. Okaże się, że jest to zwierzę, które trzeba zachęcać do ruchu, które daje wciąż do zrozumienia, że nie ma sił iść.

Koń, który będzie szedł w sposób przypominający wspinanie się człowieka pod górę, nigdy nie będzie pędził. Zobaczcie w wyobraźni takie kroki (najlepiej u wspinającego się człowieka): spokojne, posuwiste z wyraźnie zginającymi się stawami z wyraźnym oparciem się o podłoże i odepchnięciem się od niego. Czy pod górkę można pędzić?

Na początku posta napisałam, że: „efekty takiego podciągania się wierzchowca są przeróżne. Wszystko zależy od sposobu w jaki koń będzie próbował poradzi sobie z tym problemem. Większość wierzchowców podczas kłusa i galopu po prostu zaczyna pędzić”. A co ze stępem? W większości przypadków z jakimi się spotkałam w stepie, konie „nie idące od zadu” „wloką się”. Spotkałam się z jednym przypadkiem, kiedy klacz „pędziła” nawet w stępie. Właściwie to w ogóle nie chciała iść stępem. Nieustannie próbowała przejść do kłusa, a przytrzymywana wodzami i wędzidłem, caplowała. Wrócę jednak do tego wleczenia się. W stępie, koniom podciąganie się przednimi kończynami i brak równowagi najmniej doskwiera. W stępie konie najmniej boją się konsekwencji jakie „niesie” brak równowagi, więc nie odczuwają potrzeby, „by ratować” się zwiększając tempo. Co się dzieje z wierzchowcem, który nie jest zmuszony do pracy w wyższym chodzie i ma bardzo słabe tylne kończyny i mięśnie zadu? Najchętniej nie szedłby w ogóle. Jeźdźcy czując intuicyjnie ten brak chęci konia do ruchu zaczynają go pchać. Każdy krok wierzchowca jest okupiony niewiarygodnym wręcz wysiłkiem człowieka, siedzącego na grzbiecie podopiecznego, włożonym w wypchnięciem do przodu którejś z końskich nóg.

Tutaj zacytuje kolejny mój króciutki post z początków blogowania:
”Z moich obserwacji wynika, że stęp jest chodem, w którym unika się pracy z koniem. Nie docenia się znaczenia stępu przy szkoleniu podopiecznych. Jest to dość nagminne. Często wierzchowce paskudnie wloką się, snują i człapią w stępie. Zaraz potem zasuwają w kłusie tak, że jeździec nie nadąża z anglezowaniem. Owszem, koń powinien ruszać się energicznie, ale nie należy mylić tego z prędkością. Stęp powinien być dynamicznym i rytmicznym chodem. Zwierzę musi stąpać mocno tylnymi nogami, wyraźnie odpychając się nimi od podłoża, jakby chciało wejść pod górkę. Wówczas, w rytm długiego kroku zwierzęcia, biodra jeźdźca obszernie się "huśtają". Stęp jest bardzo ważny w procesie szkolenia konia. Każde nasze polecenie powinien on prawidłowo wykonać najpierw właśnie w stępie, zanim poprosimy o to samo w kłusie, a potem w galopie”.

Jak buduje się kondycję i „siłę mięśni”? Zaczynając od prostych ćwiczeń i łatwiejszych wyzwań, stopniowo „podnosząc” poprzeczkę. Najpierw „maszerujemy” regularnie i wytrwale pod niewielkie wzniesienie. Potem do wspinaczki „znajdujemy” bardziej strome górki i zwiększamy tempo wchodzenia. Praca z wierzchowcem w stepie to wspinaczka pod „łagodną górkę”. Im wyższy chód, im trudniejsze zadanie, tym „bardziej strome wzniesienie”. Jednak wielu jeźdźców „mówi” w stępie swoim podopiecznym: „połaź tu troszeczkę po równinie, ooo... nie chce ci się- to ja cię popchnę”. „Niedźwiedzia przysługa”.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl