Szukaj na tym blogu

czwartek, 22 września 2016

TEMPO W STĘPIE


Regulowanie tempa danego chodu jest w jeździectwie trudną sztuką. Po pierwsze: w wielu jeźdźcach tkwi przekonanie, że sprawę można załatwić zaciągniętymi mocniej wodzami. Wodze w jeździectwie są ciągle hamulcem, którego działanie wzmacnia się „czarną wodzą”, gdy wersja podstawowa zawodzi. Widujemy potem „obrazki” koni, którym wżyna się wędzidło w kąciki „ust”, które z bólu zadzierają łeb w górę, z bólu otwierają „paszczę” i u których widać ten ból w przerażonych oczach. Szkoda, że jeźdźcy nie mają możliwości obserwowania oczu i pyska podopiecznego podczas jazdy na nim. Po drugie: sygnały, które mają „pobudzić” zwierzę, kojarzą się jeźdźcom z koniecznością włożenia w nie sporego wysiłku. Kojarzą się z bodźcami, które mają konia wyraźniej pchać. Gdy zwierzę stawia opór, „wprawia się w ruch”pomoce zadające ból zakładając, że „uciekając” od bólu koń w końcu przyspieszy. Ostrogi i baty jeździeckie są przydatnymi pomocami ale nie powinny być używane jako bodźce, które mają wprawić zwierzę w ruch na zasadzie bolesnej presji. Po trzecie: jeźdźcom łatwiej „rozmawiać” z koniem językiem na poziomie - „poniżej podstawowego”. Łatwiej rozmawiać prostymi poleceniami: „rusz”, „zatrzymaj się”, „przejdź do kłusa , do stępa”. W taki monolog jeźdźca koń nie musi wkładać skupienia ani umysłowego zaangażowana. Reakcji na jednowyrazowe polecenia może „nauczyć się” on na pamięć. Za to „dialog” ze zwierzęciem np.:

Jeździec: -„ jedź kłusem, ale bardzo wolnym, tak jakbyś biegł relaksującym truchcikiem. Podnoś przy tym wyżej nogi i, uwaga, skup się, nadaję tobie rytm kłusa jakiego od ciebie oczekuję.

Koń: -„chciałbym zwolnić ale nie wiem jak to zrobić, nie mogę sobie poradzić, nie mogę swobodnie nieść własnej głowy i szyi, może pomożesz mi ją nieść? ”,

Jeździec:- „nie będę niósł twojego ciężaru. Wydłuż krok stawiając tylne nogi, tylko nie przyspieszaj. Moje łydki nie proszą o przyspieszenie tylko o zaangażowanie w pracę twoich zadnich kończyn” itd.,

wymaga i od jeźdźca i wierzchowca zdecydowanie większej uwagi, skupienia, rozumienia i zaangażowania we wspólne relacje. Takie „dialogi”, to już „wyższa szkoła jazdy”, a namówienie wierzchowca do poruszania się w różnych tempach w danym chodzie, wymaga „bogatej konwersacji”.

Stęp jest chodem traktowanym w jeździectwie bardzo „po macoszemu”. Zauważcie, że w stępie prawie w ogóle nie robi się treningów. Instruktorzy jeździectwa „przeczekują” stęp, by zająć się szkoleniem adeptów dopiero, gdy przejdą z koniem do kłusa i galopu. W stępie wierzchowiec ma się tylko nieco rozruszać i „rozgrzać” przed „właściwym” treningiem. Wielu z was musi jednak przyznać, że to rozgrzewanie konia i próby rozruszania go nastręczają sporo problemów. Jakże powszechny jest obrazek zwierzęcia, z jeźdźcem na grzbiecie, który lezie. Nawet nie idzie tylko powłóczy noga za nogą, jakby „szedł za karę”. Znam jednak przypadki wierzchowców, które pędzą w tym chodzie.

Proponuję więc byście zaczęli pracę nad regulowaniem tempa wierzchowca w każdym z chodów. Zacznijcie od stępa. Tak jak już napisałam wyżej, częściej zdarza się sytuacja, w której koń z jeźdźcem na grzbiecie wlecze się w tym chodzie. Rozpatrzmy więc najpierw ten przypadek. Sygnały namawiające opornego konia do zwiększenia tempa muszą być bardziej intensywne, a nie coraz silniejsze. Wzmacniając ściskanie boków konia łydkami, pchanie biodrami, napinanie pośladków i wciskanie ich w siodło, człowiek napina całe swoje ciało, czasami do granic możliwości. Takie napięte ciało jeźdźca prowokuje zwierzę do takich samych napięć mięśni i stawów, co niewiarygodnie przeszkadza mu w poruszaniu się. Zwierzę idzie na pamięć ale każde dodatkowe, siłowe próby rozruszania go przez jeźdźca, potęgują u niego blokadę mięśni i stawów. Jest mu coraz trudniej iść. Użyty jako bolesna presja bat czy ostrogi powodują, że spięte i sztywne ciało bezmyślnie ucieka od owych pomocy. Przy porozumiewaniu się z koniem powinna obowiązywać zasada – im mniej siły tym lepiej. Zasadę tę można zastosować pracując łydkami. Można wzmocnić intensywność sygnału bez wzmacniania siły. Mało tego, pracujące łydki jeźdźca powinny być pozbawione siły tak jak całe jego ciało. Wyobraźcie sobie, że wasze mięśnie, i to każdy z osobna, mają zdolność samodzielnego oddychania. W pukających w koński bok łydkach mięśnie powinny być akurat przy długim i spokojnym wydechu. Dokładnie tak samo mięśnie ud czy pośladków. Uda nie mogą być „narzędziem” do trzymania się w siodle. Powinny „opadać”, jak wypuszczony z ręki, pionowo ustawiony kij. Rozluźnione biodra jeźdźca muszą „sugerować”, iż „chcą” być obszernie rozhuśtane, a nie próbować wyraźniej „rozhuśtać” podopiecznego.



Nie jest to jednak koniec sygnałów. Ponieważ, jak już pisałam, zwierzęciu łatwiej reagować na proste polecenia, pracę jeźdźca może ono chcieć potraktować jako sygnał przejścia do kłusa. To przejście jest łatwiejszym do wykonania poleceniem niż intensywny i energiczny stęp. Dlatego, przy tych podganiających konia łydkach, jeździec musi informować wierzchowca, iż nie wolno mu zmieniać chodu na wyższy. Można tego dokonać bez hamującego użycia wodzy. Informują o tym mięśnie podbrzusza jeźdźca. 


Wyobraźcie sobie wyrastającą z przedniego łęku siodła pionową rurę. Wasze mięśnie brzucha, te poniżej pępka, powinny nieustannie „przylegać” do tej rury. Pępka nie wypychajcie, pępek należy wciągnąć. Im bardziej wasz wierzchowiec pragnie przejść do kłusa tym mocniej należy przyciskać mięśnie podbrzusza do „rury”, nie zaprzestając oczywiście pukania łydkami. Gdy zwierzę zrozumie, że wasze pomoce nie proszą o przejście do kłusa, mięśnie brzucha mogą maksymalnie zmniejszyć „nacisk”. Bardzo ważna jest wyobraźnia, w której „budujecie” tempo i rytm marszu. Dzięki temu wasze ciało, mimo iż znajduje się w siodle, zachowuje się tak, jakby maszerowało na własnych nogach. Może ono być wówczas informatorem mówiącym podopiecznemu, że kłus nie jest waszym celem, tylko intensywny marsz. Jednak człowiek, który nigdy w ten sposób nie pracował z koniem, potrzebuje do pomocy wodze. Sygnały dawane nimi przy informowaniu zwierzęcia, że nie wolno mu zakłusować, powinny być krótkimi, powtarzanymi szarpnięciami. Przy takim ich używaniu wyobraźcie sobie, że chcecie wędzidłem klepnąć konia w pierś, a nie pociągnąć za pysk.

Podczas takiego ćwiczenia z „rozpędzaniem” dobrze jest jest podnosić „poprzeczkę”. Zwiększać tempo stępa aż do granicy przejścia do kłusa. Aż do momentu, w którym wierzchowiec musi się skupić i być czujnym, by zrozumieć czy jeździec nadal chce podążać w owym stępie, czy może przy następnym kroku „poprosi” o zakłusowanie. A wy w ramach ćwiczenia, zamiast o to poprosić, zacznijcie sugerować konieczność zwolnienia tempa. Wydawałoby się, że nic prostszego: trzeba tylko zaprzestać używania pomocy zwiększających tempo. Nic bardziej mylnego. Fakt, że pozwolicie wrócić zwierzęciu do tempa sprzed „rozpędzania” nie będzie waszym poleceniem. Będzie przyzwoleniem na podyktowanie tempa przez podopiecznego. Nie bierzemy też pod uwagę zaciągania wodzy. Waszym zadaniem bowiem jest nauczenie wierzchowca, by mimo wolnego tempa, szedł energicznie z zaangażowaną do pracy tylną częścią ciała. Poproście zaprzyjaźnioną osobę, by idąc obok waszej pary (jeździec na końskim grzbiecie), zaczęła „zatrzymywać” wam podopiecznego. Osoba ta powinna chwycić wodze i lekkimi szarpnięciami sugerować ów „manewr” Powinna również zaprzeć się całym ciałem, jakby „zaznaczała”: „nie dam się dalej ciągnąć”. W tym czasie waszym zadaniem będzie nie dopuścić do zatrzymania wierzchowca. Nadal powinniście pracować łydkami i ciałem w sposób opisany powyżej. Inaczej mówiąc nadal namawiacie konia do zwiększenia tempa. Ponieważ jednak „ktoś” to zadanie będzie wam utrudniał, intensywność pracy łydkami będziecie musieli wyraźnie zwiększyć. To krótkie ćwiczenie uświadomi wam, jak „dużo pracujących łydek” potrzeba, by w prawidłowy sposób zmniejszyć tempo stępa. Pomagającą wam osobę zastępujecie pracą mięśniami brzucha, pracą ciałem i „klepnięciami wodzami w pierś”. Powinny one „sugerować” zwierzęciu chęć zatrzymania, dlatego że dopiero w konfiguracji z pukającymi łydkami „tworzą” informację mówiącą: „zwolnij tempo w stępie.

Oczywiście, w tych niewielu przypadkach w których koń pędzi w stepie, ćwiczenie nad regulowaniem tempa zaczynamy od zwalniania go. I w tym przypadku potrzebny jest skonfigurowany sygnał. Nie wystarczą sygnały przekazywane wodzami, mięśniami brzucha i ciałem. Te pomoce w zestawieniu z pracującym łydkami wyegzekwują od zwierzęcia pracę zadem jako siłą napędową. Nauczą odciążać przód ciała i równoważyć ciało. Dadzą szansę zwierzęciu na rozciąganie mięśni grzbietu i prężenie – „koci grzbiet”. Nauczą konia skupiać się na jeźdźcu i angażować myślenie do pracy z opiekunem. A to wszystko ułatwi zwierzęciu wykonanie polecenia: „zwolnij”. Skoro jednak wlokącego się konia uczymy zwalniać tempo na nasze polecenie, to „pędzącego” uczymy iść szybkim, podyktowanym przez nas tempem. Skoro podyktowanym, to jak się pewnie domyślacie, nie należy pozwolić iść zwierzęciu „po swojemu”. Nawiążę do tego jeszcze w następnym poście.

Zapytacie jaki jest sens takiej pracy i jaki z niej pożytek? Oprócz tego o czym już napisałam, czyli pracy wierzchowca w skupieniu, zrozumieniu, w równowadze i w harmonii, przy tym ćwiczeniu pracujecie również nad ustaleniem hierarchii. W małym stadzie, jaki tworzą jeździec i jego podopieczny, na wyższym szczebelku hierarchii znajduje się ten „członek grupy”, który dyktuje jakim tempem i rytmem para podąża. Żeby jeździec znalazł się na owym wyższym szczebelku nie wystarczy, by określał rodzaj chodu niosącego go zwierzęcia. To, że w jakiś sposób namówicie konia do ruszenia do stępa, do zakłusowania i do zagalopowania, nie świadczy o tym, że staliście się przywódcą „stada”. Musicie jeszcze umieć „określić” w jaki sposób podopieczny ma iść danym chodem. CDN

Powiązane posty:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl