Szukaj na tym blogu

środa, 24 maja 2017

PRZEJŚCIA – ĆWICZENIA NA PODSTAWIENIE KOŃSKIEGO ZADU I ROZLUŹNIENIE GRZBIETU (praca na lonży)


Od samego początku przygody z jeździectwem słyszałam o konieczności „robienia” na koniu jak największej ilość przejść z chodu w inny chód. Przejścia te miały przysłużyć się zwierzęciu i pomóc we wzmocnieniu i nabudowaniu mięśni zadu. I faktyczne, prawidłowo wykonane przez konia przejścia są znakomitym ćwiczeniem wzmacniającym tylną część ciała zwierzęcia. Prawidłowe przejścia są również ćwiczeniem rozluźniającym krzyżowo – lędźwiowy odcinek grzbietu wierzchowca. Kładę jednak nacisk na słowo: „prawidłowo”. To, że koń przechodzi z chodu w inny chód nie znaczy, że dokonuje się proces wzmacniania zadu. Przejście do niższego chodu albo zatrzymanie poprzez bolesne zaciągnięcie wędzidła przynosi zwierzęciu więcej szkody niż pożytku. Również nic nie warte jest przejście do wyższego chodu, zainicjowane uciskaniem i wypychaniem końskiego grzbietu oraz wrzynaniem pięt między końskie żebra.

O sposobach rozmowy z koniem przy pomocy łydek, dosiadu i mięśni ciała pisałam już nie raz. Opisywałam jak wierzchowiec powinien reagować na nasze poczynania i jak wykonać polecenie. Zwierzęciu jednak dużo łatwiej jest prawidłowo odpowiedzieć nasze prośby, gdy wcześniej nauczy się wykonywać ćwiczenia, których jeździec wymaga, bez obciążonego grzbietu. Dotyczy to również przejść z chodu w inny chód. Namawiam więc was do świadomej pracy z wierzchowcem z ziemi.

Czym powinno się wyróżniać prawidłowe przejście zwierzęcia z chodu w chód? Między innymi tym, że koń zaczyna i kończy marsz, w danym chodzie, zadnią nogą. Nie znaczy to, że ten „ruch” nogą ma być celem samym w sobie. Ma on być efektem angażowania zadu do pracy, efektem pracy nad odciążeniem i rozluźnieniem przodu ciała oraz efektem pracy nad ustawieniem i zrównoważeniem ciała konia. To tak samo, jak efektem tej samej pracy ma być opuszczenie głowy i szyi konia. Większość jeźdźców zakłada jednak, że opuszczanie głowy i szyi rozpoczyna pracę nad całą resztą wymienionych elementów i całą swoją „energię”, siłę i patenty wkładają w ściąganie końskiej głowy w dół. Ostrzegam więc, że jakiekolwiek siłowe próby wymuszenia na zadniej nodze wierzchowca owego „ruchu”, nie sprawią, że przejście konia z chodu w inny chód będzie prawidłowe. Inaczej jeszcze mówiąc, ćwiczeniem jest praca nad tym, żeby koń zakończył i zaczął ruch zadnią nogą, ćwiczeniem jest przygotowanie ciała konia, a nie sam ruch nogi.

Oczywiście bardzo trudno jest zauważyć czy koń zaczyna i kończy dany chód od zadu. Szczególnie trudno w kłusie i galopie. No i osiągnięcie efektu wymaga czasu, cierpliwości, pracy i zrozumienia podopiecznego. Ale w pracy z wierzchowcem najważniejsze jest wiedzieć do jakich efektów dążymy. Z czasem człowiek nauczy się je dostrzegać.

Najłatwiej zaobserwować ruch zadnich nóg przy zatrzymaniu zwierzęcia.



video

Żeby osiągnąć taki efekt, koń musi reagować na sygnały proszące o zatrzymanie dawane głosem i lonżą przy równoczesnym działaniu batem. Bat ma zachęcać do angażowania zadu do pracy, do ostatniego kroku. Pracując tymi pomocami podczas stępa, pomaga się również zwierzęciu zrozumieć, że powinien odciążać przód ciała. Do osiągnięcia efektu zatrzymania „z zadniej nogi” ważne jest także prawidłowe ustawienie konia – jego zadnie nogi powinny kroczyć tym samym torem co przednie. Wierzchowiec nie może „uciekać” zewnętrzną łopatką na zewnątrz koła i ścinać łuku wewnętrzną łopatką. Nie może „wisieć” na lonży i samowolnie zmniejszać koła. Na tym filmiku pracuję na trójkątnym wypinaczu podpiętym z zewnętrznej strony wierzchowca. Wypinacz imituje działanie zewnętrznych pomocy jeźdźca i wraz z pracującą lonżą i batem uczestniczy w procesie tłumaczenia zwierzęciu, jaką powinien przyjąć postawę ciała.

To samo ćwiczenie wałaszek wykonuje podczas pracy na lonży na kantarze i bez wypinaczy.



video

Nagrałam to ćwiczenie w takiej formie, żebyście mogli zobaczyć, że prawidłowy efekt – prawidłową odpowiedź konia można uzyskać bez dodatkowego sprzętu. Prawidłowo wykonane przez wierzchowca ćwiczenie jest efektem pracy, a nie efektem zaopatrzenia go w jakikolwiek sprzęt. Wypinacze i wędzidło mają pomóc w pracy, a nie być instrumentem, który ją zastąpi.

Trudniej namówić konia, żeby ruszył z pozycji „stój”, robiąc pierwszy krok zadnią nogą. Zazwyczaj inicjuje ruch przednią kończyną.


video

Udało mi się namówić wałaszka do prawie równoczesnego ruszenia zadnią i przednią nogą. To spory sukces. Przygotowanie konia do tego ruchu zaczyna się od prawidłowego zatrzymania, zatrzymania z zaangażowanym zadem, które opisałam wyżej.

video

video

Zwierzę potrzebuje pracy i ćwiczeń, które pozwolą mu zrozumieć o co go prosimy, gdy pracujemy batem do lonżowania. Musi zrozumieć, że prosimy o zaangażowanie do pracy zadnich nóg, prosimy, żeby to one inicjowały ruch. Spróbujcie namówić swojego wierzchowca o przestawienie zadniej nogi, bez ruszenia do przodu, bez napierania na wędzidło, a tym samym na waszą rękę trzymającą wodze. Żeby zwierzę nie pomyślało, że prosimy go o przesunięcie zadu w bok, warto to ćwiczenie na początku wykonywać przy „ścianie”.

video

Przygotowałam też filmiki z kłusem i galopem. Nie wiem czy zobaczycie na nich to, o czym piszę w tym poście, ale może dla niektórych z was będą one inspirującą wskazówką do pracy nad zaangażowaniem końskiego zadu. Najważniejsze jest, żebyście zdali sobie sprawę, że nie zadany zwierzęciu „ruch” jest najważniejszy w pracy z koniem, a przygotowanie do niego i do jego wykonania. Koń będzie się bardzo starał i da z siebie wszystko, żeby jak najlepiej odpowiedzieć na polecenie jeźdźca, jeżeli ten drugi dokładnie wyjaśni swojemu podopiecznemu, jak ma się przygotować do pracy na „zadany temat”.



video

video

video

video
video




poniedziałek, 1 maja 2017

JAK ROZMAWIAĆ Z KONIEM


W niejednym moim poście pisałam o tym, że jazda na koniu i prowadzenie go powinno opierać się na dialogu. Niesamowicie trudnym zadaniem jest nauczyć adeptów sztuki jeździeckiej rozmawiać z koniem na zasadzie wymiany zdań, zadawania pytań i udzielania odpowiedzi. Prawie wszyscy jeźdźcy ten dialog wyobrażają sobie jako wydawanie poleceń, które koń ma zrozumieć (najlepiej od razu) i je wykonać. Kilka amazonek i czytelniczek mojego bloga podjęło próbę nauczenia się sposobu pracy z koniem, który propaguję i opierają się na moich postach i radach. O tych kilku amazonkach i czytelniczkach wiem, ponieważ zostały moimi internetowymi znajomymi i korespondentkami. Podpowiadam im mailowo jak rozwiązywać problemy.

Rozmawiamy często, na przykład, o pracy jeźdźca nogami i przekazywaniu informacji zwierzęciu poprze pukanie łydkami. Moja korespondentka pisze do mnie: - „klacz nauczyła się, że kłus to dwa szybkie puknięcia i już bez bacika, powoli zaczyna przechodzić w kłus- kiedyś to był bacik i jedno mocne pukniecie”.

- Wydaje mi się, że za bardzo skupiasz się na samym sygnale, na jego technicznym aspekcie. Na jego „przepisie”i sposobie wykonania, a za mało na tym, co chcesz zwierzęciu przekazać, o co poprosić. Nie zastanawiasz się też, co ono Tobie odpowiada. . Pracuję z pewnym wałaszkiem 15 lat i nie mam pojęcia ile potrzebuję puknięć łydką żeby ruszył. Prosząc o przejście myślę o tym, co chcę mu przekazać i przekazuję poprzez migowy język. Nie myślę ile razy puknąć - i czy z bacikiem czy bez. Każde ruszanie jest inne. Jego jakość zależy od tego, jak przygotuję konia do tego ruchu, jak mocno jest on skupiony, w jakiej jest kondycji i nastroju. Ilość puknięć łydką jest też zależna od tego, jakie informacje przekazuję zwierzęciu, żeby określić jakość przejścia z chodu w inny chód. Ten migowy język angażuje moje łydki, biodra, mięśnie brzucha i pleców, mój ciężar w strzemionach i tak dalej. Angażuje też bacik, jeżeli jest potrzebny. Ten bacik to kolejna pomoc, a nie straszak czy narzędzie do karania. Namawiając konia do zakłusowania, myślisz pewnie o samym procesie zmiany chodu ze stępa w kłus. Ja prosząc wałaszka o rozpoczęcie marszu, sugeruję mu od razu i równocześnie, że jako pierwsza powinna ruszyć zadnia noga. Od razu staram się poprosić o rozluźnienie mięśni i stawu krzyżowo – lędźwiowego. Zanim koń ruszy, sugeruję mu konieczność odciążenia przodu, podstawienia zadu i wyprężenia grzbietu. Pokazuję jak powinien ustawić ciało. Wiem, że jeździec wchodzący dopiero w arkana wiedzy nie porozmawia od razu w ten sposób z koniem. Ale uczenie siebie i konia po ilu puknięciach łydką ma sygnał zadziałać, oddala was od uczenia się pracy opartej na dialogu. Myśl o tym, co chcesz od wierzchowca „wyegzekwować” i proś go o to pomocami do czasu, aż nie uzyskasz oczekiwanej i poprawnej odpowiedzi.

Rozmawiamy o tym, że wierzchowiec powinien mocniej zaangażować zadnie nogi do pracy. Amazonka pisze: - „tylko, że teraz, gdy w stępie delikatnie zaczynam pukać dwa razy zamiast jednego, żeby bardziej dupkę ruszyła , to przyspiesza stęp. Staram się napinać - rozciągnąć mięśnie brzucha, ale efektu raczej akurat w tej sytuacji nie ma”.

- Weź pod uwagę, że klacz przyspieszając w stępie zadaje w ten sposób pytanie. Pyta: „czy mam przyspieszyć na pukanie łydką?”. Jeżeli nie ma z Twojej strony odpowiedzi, że nie o to chodziło, to koń myśli, że reaguje prawidłowo. Gdy chcesz poprosić konia o zaangażowanie zadu, to najpierw ciałem i mięśniami brzucha mówisz: „nie rozpędzaj się”. Będzie to równocześnie ostrzeżeniem dla wierzchowca, że prześlesz mu za moment jakieś ważne polecenie. Nie odpuszczając „zwalniających” sygnałów, prosisz konia łydkami o zaangażowanie tylnych nóg do pracy. Konfiguracja i odpowiednie zgranie tych wszystkich sygnałów prosi konia o bardziej efektywną pracę zadem. Pamiętaj też, że rozciągnięte (nie napięte) mięśnie brzucha nie działają jak przycisk w pilocie od sprzętu audio. Mięśnie brzucha uczestniczą wraz z całym ciałem w procesie namawiania konia do regulacji tempa i rytmu marszu oraz regulacji zrównoważenia ciała. Wyobraź sobie, że podczas jazdy na koniu zawsze wieje wam prosto w twarz dość silny wiatr. Koń jest jak pojazd brnący pod wiatr, powinien więc przyjąć postawę aerodynamiczną. Jeździec natomiast absolutnie nie powinien pochylać się czy kulić, żeby łatwiej było podążać pod ten wiatr. Jeździec ma „łapać wiatr”, żeby zwierzęciu „trudniej” było iść pod wiatr, a przez to, żeby szedł wolniej. Chcąc ciałem i dosiadem regulować tempo i rytm, jeździec musi być jak rozpostarty żagiel, który utrudnia marszrutę. Tym żaglem są Twoje plecy. Masztem- nogi i kręgosłup, a mięśnie brzucha pomagają ten żagiel rozciągać i naprężać. „Żagiel” w Twojej wyobraźni powinien być tak rozpostarty i napięty, żeby pozostać idealnie płaskim. Żeby wiatr nie wybrzuszał go w żadnym miejscu i żeby w żadnym miejscu nie był wklęśnięty. Angażowanie zadu konia zaczynasz od rozciągania żagla, mówiąc mu w ten sposób: „uwaga koniu zaczyna wiać mocniejszy wiatr, ty jednak wstrzymaj przód swojego ciała, niech z przeciwnościami „walczy” tył ciała. Twoje łydki w tym samym czasie muszą mówić: „brnij koniu pod ten wiatr, odpychając się zdecydowanie i silnie zadnimi nogami.

Weź również pod uwagę, że nauczenie konia pracy zadem, to są miesiące regularnej, konsekwentnej i intensywnej pracy. Każdy jeździec, wsiadający na tego samego konia, musi tak samo pracować nad zaangażowaniem jego zadu. Koń mający kilku jeźdźców, z których każdy inaczej jeździ, będzie miał duży problem z nauczeniem się czegoś nowego. Tak samo nauczenie jeźdźca, by pracował dosiadem i łydkami, to są miesiące regularnej, konsekwentnej i intensywnej pracy. Nie dziw się więc, że Twoja podopieczna reaguje błędnie na Twoje prośby, albo nie reaguje wcale . Nie znaczy to, że nie masz się starać być jak najlepszym partnerem dla tego szkółkowego konia. Nie znaczy też, że nie masz próbować uczyć go lepszego porozumienia i poprawy sposobu pracy. Chcę tylko, żebyś zrozumiała, że efekty będą niewielkie, a poprawa może być zauważalna po wielu, wielu, wielu......miesiącach pracy.

Namawiałam też amazonkę do częstego ćwiczenia jazdy na stojąco. Korespondentka pisze: - „I prawie zawsze klacz zwalnia jak staję w strzemionach i ciężko mi ją podgonić do żywszego kłusa. Kłus mogłaby mieć żywszy”.

- Ciężko mi ocenić reakcję konia nie widząc jej i opierając się na zdawkowym opisie. Z końmi jest jednak tak, że zwierzę mające siłę napędową z przodu ciała, idzie drobnym nerwowym i spieszącym krokiem. Poproszony o wydłużenie kroku, zaangażowanie zadu i wyprężenie grzbietu – zwalnia. Być może, gdy odciążasz grzbiet klaczy stając w strzemionach, wydłuża ona wreszcie krok, wypręża grzbiet i dlatego zwalnia. Żwawy, żywszy i energiczny kłus, to taki, przy którym pędzący dotąd koń zwalnia, ale przy tym zaczyna wybijać jeźdźca mocniej w górę.


Dostaję również takie wiadomości od amazonki: - „dziś u nas była piękna pogoda, wszystkim chciało się jeździć, cały czas pamiętałam o tej kawie* i wiesz co - wydłużyłam strzemiona jak mówiłaś, starałam się być jak ta kawa i miałyśmy jechać kółko w ćwiczebnym i czuję, że jestem taka luźna i miękka, a klacz nie spina grzbietu, bo nie wybijała mnie, nie trzymałam się kolanami tylko tak wydłużałam nogi i instruktorka krzyknęła, że bardzo dobry ćwiczebny i że siedzę najlepiej z całej trójki :-) dziękuję!!!! Na początku było bardzo trudno, ale jak tak troszeczkę już się załapie i coś niecoś wychodzi, to postępy są chyba szybsze niż w tradycyjnym jeździectwie. Chociaż na początku trochę się odstaje, to później można czasem nawet przegonić innych. Czułam dziś wyraźnie, gdy pięta idzie mi w dół i zaraz ją poprawiałam, stałam w strzemionach muskając tylko siodło. Klacz chętniej reaguje na sygnały, gdy przybieram taką pozycję, bardzo jej się to podoba”.

- Bardzo mnie cieszą takie pozytywne wiadomości i reakcje ale....zawsze jest jakieś ale. Chodzi o tą wzmiankę o tradycyjnym jeździectwie. Sposób pracy z końmi jaki ja opisuję, to jest jeździectwo klasyczne i powinno być tradycyjnym. Przykre jest to, że amatorskie jeździectwo i nawet często sportowe „poszło na skróty” i opiera się na dawaniu poleceń i rozkazów, a koń ma je wykonać i już. Gdy nie wykona , to do wspólnej pracy dokłada się użycie siły i przemocy. I właśnie to jeździectwo nazywane jest tradycyjnym. Czym różni się jeździectwo, które określiłaś jako tradycyjne od tego, które promuję. Różnica jest w podejściu do konia i w nauce wspólnego języka. Żebyś zrozumiała o co mi chodzi wyobraź sobie, że koń to fortepian. „Tradycyjne jeździectwo” uczy grać jednym palcem, rzadko w obu rękach naraz i uczy grać najprostsze dźwięki. Nikomu też nie zależy na jakości tych dźwięków, ważne tylko żeby były. Nawet jak te dwa palce u obu rąk nauczyciel ułoży prawidłowo na klawiaturze to, albo uczniowie trzymają klawisze non stop przyciśnięte, albo walą w klawisze z wielką siłą. Jak dźwięk przestaje wybrzmiewać, to człowiek zaczyna walić w ten klawisz bez opamiętania, mając nadzieje, że dzięki temu dźwięk wybrzmi dłużej. Walenie w klawisze jest chamskie, siłowe i niszczy klawiaturę, a trzymanie wciśniętych non stop klawiszy po pewnym czasie przestaje przynosić efekt. Ty chcesz nauczyć się być wirtuozem. Ważne powinno być dla Ciebie ułożenie wszystkich palców i to u obu rąk. Ważna jest umiejętność subtelnego przesuwania rąk i palców wzdłuż klawiatury i znajdowania właściwego dźwięku – znajdowania w intuicyjny, a nie mechaniczny sposób. Ty chcesz nauczyć się grać skomplikowane utwory i wydobywać dźwięki z klawiszy tylko lekko je muskając. Owszem, zdarzają się głośne dźwięki, gdzie trzeba uderzyć mocniej w klawisz, bo wymaga tego wyrażenie emocji. Nigdy jednak nie jest to siłowe traktowanie instrumentu. Puknięcia w klawisze są krótkie i powtarzane i wszystko po to żeby uzyskać właściwy efekt – zagrać piękną melodię. Wirtuoz jeździectwa wydobywa taką melodię i piękno z wierzchowca, na którym siedzi. W „tradycyjnym” jeździectwie ledwo nauczysz się grać gamę i to często fałszując. Może kiedyś zaczniesz zauważać, kiedy ruch konia przypomina przepięknie zagraną melodię, a kiedy są to pojedyncze dźwięki udające melodię. I nie ma tu znaczenia, czy jest to koń wart miliony złotych, czy jest to konik po nieznanych rodzicach. Każdy z nich ma taką samą szansę pięknie i zdrowo się ruszać. Bo właśnie najważniejsze jest to, że wydobywanie z konia piękna daje mu dużą szansę na zdrową starość mimo ciężkiej pracy, jaką wykonywał dla człowieka.

*”Pamiętałam o tej kawie”. We wcześniejszej korespondencji, pisząc o rozluźnieniu ciała jeźdźca, namawiałam amazonkę, żeby wyobraziła sobie, że jest hermetycznie zamkniętą paczką kawy. Sztywną i twardą. Rozluźnienie mięśni można porównać do otwarcia takiej paczki i wpuszczenia tam powietrza. Paczka kawy staje się wówczas giętka i miękka.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl