Szukaj na tym blogu

Moje miejsce na ziemi


1)

12 luty 2015
Na blogu pt: "Taka oto końska historia" przedstawiam historie pracy z konkretnymi końmi. Jedne są dłuższe, drugie krótsze. Jedne kończą się z różnych powodów bardzo szybko inne trwają, ale nie wiadomo jak długo. Postanowiłam zacząć pisać historię , która mam nadzieję „nigdy” się nie skończy, za to zacznie. Jest to historia miejsca - Kwiejce. Co to miejsce ma wspólnego z końmi? Na razie nic. Jest to moje ukochane miejsce na ziemi i chciałabym, by stało się miejscem, w którym mogłabym pracować z końmi i jeźdźcami. Jest to miejsce, w którym trzeba by zrobić coś z niczego. Miejsce na razie ma tylko duży potencjał. Może to głupie ale pomyślałam, że jeżeli zacznę pisać o przyszłej stajni, to wydarzy się coś dobrego, co pozwoli mi zacząć realizować marzenie.

Zacznę przedstawiać Kwiejce od widoku z okien głównego pokoju w domu.



Kiedyś stała tu stodoła. Miała 200 lat. Zbudowana z drewnianych bali, bez użycia gwoździ. Bale nachodziły na siebie, a wszelkie konieczne łączenia wzmacniano drewnianymi klinami. Stodoła ta byłaby idealnym zaczątkiem końskiej przygody w Kwiejcach, ale niestety zaniedbana rozpadła się.


W tym miejscu mogłyby powstać pierwsze boksy tworząc niewielką stajnię w angielskim stylu.



Coś prostego i niewyszukanego, jak na zdjęciu powyżej i poniżej.


Ta druga propozycja stajni, wkomponowana w zdjęcie widoku z okna, prezentuje się całkiem przyjemnie.


Następny pomysł stajenki jest fikuśny i sympatyczny. Poddasze, czy też stryszek można wykorzystać do przechowywania słomy, siana i owsa. 


Najbardziej podoba mi się jednak następny projekt, ale byłaby to na pewno zdecydowanie większa inwestycja.


Prezentował by się ładnie na kwiejeckim podwórku.


Pomysł budynku z kolejnego zdjęcia to już ekstrawagancja, ale pomarzyć można.


W miejscu tym nie powstanie wielka stajnia z ujeżdżalnią i ogromnymi "zielonymi" padokami. To nie takie miejsce. To miejsce na 4-6 boksów, duży lonżownik, plac do pracy i skromne padoki. Miejsce otoczone lasem, z niewielką ilością budynków i mieszkańców. Miejsce idealne do pracy w skupieniu i ciszy.

Piszą do mnie osoby, którym podoba się sposób podejścia do pracy z koniem, jaki opisuję na blogu. Proszą o pomoc i rady, szukają miejsca, w którym mogliby nauczyć się porozumienia z koniem. Najtrudniej jest znaleźć takie miejsce jeźdźcom, którzy nie są szczęśliwymi właścicielami wierzchowca. Tułają się oni od szkółki do szkółki, od stajni do stajni w poszukiwaniu koni i szkoleniowców, którzy pomogą im nauczyć się trudnej sztuki współpracy z koniem. Nawet ci jeźdźcy, którzy trenują z własnym koniem napotykają w pracy ogromne trudności, czerpiąc wiedzę tylko z internetu. Kwiejce byłyby miejscem, gdzie mogłabym zaprosić w moje skromne progi osoby chętne do pracy pod moim okiem. Osoby wraz ze swoim podopiecznym i takie, które przed ewentualnym kupnem konia chciałyby udoskonalić jeździeckie umiejętności. 

Niniejszym, postem tym "zaczarowuję" los, by stał się przychylnym.


„Kwiejce byłyby miejscem, gdzie mogłabym zaprosić w moje skromne progi osoby chętne do pracy pod moim okiem. Osoby wraz ze swoim podopiecznym i takie, które przed ewentualnym kupnem konia chciałyby udoskonalić jeździeckie umiejętności.” To cytat z pierwszego postu jaki napisałam o Kwiejcach. Zakończyłam go zdaniem: „Niniejszym, postem tym "zaczarowuję" los, by stał się przychylnym.”

Jednak to zbyt mało zaangażowania z mojej strony, by marzenia się spełniły. Dobremu losowi trzeba pomóc. Pomyślałam więc, że same Kwiejce mogłyby przyczynić się do tego, by uzbierać środki na budowę boksów i infrastruktury. Kwiejce są pięknym miejscem, idealnym do spędzania przyjemnych niedziel na łonie natury. Wymyśliłam, że zorganizuję imprezę, pewnie nie jedną, której celem będzie zbiórka tychże środków na szczytny cel: budowy niewielkiego ośrodka jeździeckiego. Oczywiście podczas takich spotkań znajomych i nieznajomych grunt to dobra zabawa. A dobra zabawa w lesie to podchody. Wysiłek fizyczny i „szok tlenowy” wzmagają oczywiście apetyt. Kiełbaski znad ogniska to nic oryginalnego ale myślę, że staną się takowe jeżeli zaserwuje do nich cieplutkie drożdżowe bułeczki własnego wypieku. Jest też duża szansa na kapustę z leśnymi grzybami albo leczo. Czytaj dalej


2 komentarze:

  1. Przedostatni projekt bardzo ciekawy chociaz pierwsze w prostszym typie prezentuja sie rowniez wyjatkowo dobrze w tak naturalnym otoczeniu. Trzymam kciuki aby udalo sie spelnic to marzenie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jak się uda postawić boksy, to będą one raczej właśnie w tym prostszym typie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl