Szukaj na tym blogu

piątek, 5 lutego 2016

JAK ROZMAWIAĆ Z PRZODEM KONIA NA TEMAT RÓWNOWAGI CIAŁA


Mimo, że sukces „dogadania” się z przodem konia zależy głównie od zaangażowana do pracy jego zadniej części, nie należy umniejszać wagi pracy, jaką należy włożyć w „rozmowę” z ową przednią częścią. Bardzo ważna jest jakość tej „rozmowy”, wartość przekazywanych informacji i jakość ich przekazywania. Często zakres informacji jakie jeździec wysyła poprzez wodze jest bardzo ubogi. Według mnie staje się jeszcze uboższy, gdy człowiek, napotykając na „konwersacyjne” problemy, szuka rozwiązań, które pozwolą mu w ogóle przestać „mówić” do wierzchowca. Po co się wysilać intelektualnie i szukać sposobów porozumienia, gdy można założyć jakiś „genialny” patent na pysk konia albo z tego pyska wszystko pozdejmować. Przy pierwszym sposobie, cokolwiek jeździec poczuje na swoich rękach, „załatwi” to jeszcze silniej przytrzymując wodze i zadając zwierzęciu ból. Przy drugim, nie czuje co się dzieje z końską głową, szyją, równowagą, układem ciała, więc cały trud rozmowy ma „z głowy”. Kiełzno powinno pozwolić na przekaz informacji. Powinno być jak zasięg telefoniczny, poprzez który wierzchowiec przekazuje opiekunowi informacje o swoich problemach. Bez zasięgu człowiek nie słyszy „rozmówcy”, a skoro nie słyszy, nie musi rozwiązywać tych problemów i tłumaczyć podopiecznemu jak ma się zachować, by zniwelować powstałe trudności.

Wbrew pozorom, trudnością w pracy z koniem nie jest jego wiszenie na wodzach. Jest to konsekwencją problemów jakie napotyka zwierzę niosąc człowieka na grzbiecie. W tym poście nie będę pisać jakie to są trudności, tylko jak pracować wodzami, ciałem i łydkami przy ich rozwiązywaniu. Przede wszystkim jeździec musi zdać sobie sprawę z tego, że jego ręce nie mogą „być nastawione” na podtrzymywanie „tego” co próbuje zawisnąć i z tego, że ręce nie powinny rozmawiać z pyskiem zwierzęcia, bo to nie on „się wiesza”. Wiesza się przeciążony przód ciała, wiesza się szyja zwierzęcia ze zbyt słabymi mięśniami i źle ustawione jego łopatki ( w dużym uproszczeniu). Każda podpórka prowokuje do oparcia się o nią, a skoro zakładamy, że należy zachować „zasięg”(poprzez kiełzno) pozwalający na rozmowę, jeździec musi poprosić zwierzę o nie podpieranie się. A co pozwoli zwierzęciu nie korzystać z podpórki z przodu ciała? Kiedy podniesie go nieco do góry i „stanie” mocniej i wyraźnie na tylnych nogach.

Wyobraźcie sobie, że „łapiecie” człowieka, który przewraca się w przód. Ratując go, żeby nie upadł, macie dwa wyjścia: podeprzeć go i trzymać, aż się nie „pozbiera” albo pomóc mu stanąć na nogi. W przypadku konia pierwsze rozwiązanie nie powinno wchodzić w grę, bo wierzchowiec sam z siebie nie poprawi swojej równowagi. Przy drugim rozwiązaniu najlepszym sposobem na pomoc upadającemu towarzyszowi, będzie „podrzucenie” opadającej góry ciała. Mimo, że koń opiera się na czterech nogach, takie porównanie do człowieka tracącego równowagę bardzo pomaga w pracy z wierzchowcem. Gdy jeździec czuje na swoich rękach „spadające” ciało podopiecznego, powinien wykonać właśnie ruch „podrzucający” to ciało, ruch „sugerujący”: „stań na tylnych nogach”. W takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem byłoby podczepienie wodzy do klatki piersiowej wierzchowca, bo tam właśnie powinien „trafić” nasz sygnał. Jednak mimo tego, że kiełzno obejmuje głowę i pysk konia, zwierzę „odczyta” je prawidłowo, gdy człowiek „wysyłający” polecenie, będzie wiedział do czego dąży, co dokładnie chce „powiedzieć” podopiecznemu, o co chce „poprosić” i z którym miejscem na ciele konia w danej chwili „rozmawia”. Jednak to nie wszystko. U wierzchowca z „wiszącym” i „spadającym” przodem ciała, to przednie nogi są kończynami napędzającymi ruch. Obojętnie, czy to w stępie, w kłusie czy w galopie, przednie nogi „ciągną” całe ciało zwierzęcia. To ciągnięcie ciała przednimi nogami potęguje w koniu chęć znalezienia podparcia dla przodu ciała. Podrzucający sygnał, o którym pisałam, utrudni zwierzęciu używanie przednich nóg jako siły napędowej. A ponieważ utrudni, to koń odczyta nasz sygnał jako informację: „przestań ciągnąć przednimi nogami”. W takiej sytuacji każde zwierzę „zapyta”: „jeżeli nie mam ciągnąć przednimi nogami, to co dalej? Mam iść? Zwolnić? Czy może się zatrzymać?”. Odpowiedź jeźdźca może być tylko jedna: „zostań w danym chodzie i zacznij odpychać się tylnymi nogami, tam powinna być twoja siła napędowa”. Bez takiej odpowiedzi jeźdźca, dawanej łydkami, człowiek „nie postawi” zwierzęcia „na tylne nogi”. Owszem, jego przód „podniesie się” na chwilę ale potem znów zacznie się „przewracać” i „podpierać”. Jednak oprócz tej odpowiedzi, człowiek siedzący na końskim grzbiecie powinien przesłać do tyłu „pojazdu” dużo więcej informacji. Informacji, które pomogą koniowi „utrzymać” przód ciała „w górze”. Muszą to być prośby o utrzymanie konkretnego tempa chodu, rytmu stawianych kroków i ich długości. Muszą to być również informacje: „nie każ się pchać - idź sam”, „postaraj się zapamiętać tempo i rytm w jakim masz maszerować”, „rozluźnij stawy biodrowe”, „nie blokuj stawu lędźwiowo–krzyżowego”. Na pewno nie wymieniłam wszystkich „poleceń”, które należy przekazać podopiecznemu ale z każdym koniem taka rozmowa jest nieco inna, indywidualna. I znowu, jak w pierwszym poście, próbuję pokazać, że sukces rozmowy z przodem ciała konia zależy od jakości pracy tyłu. Jednak zwierzę nie zrozumiałoby naszych próśb wysyłanych zadniej części albo nie byłoby wstanie prawidłowo na nie odpowiedzieć, bez pracy wodzami, pomagającej podnieść się podopiecznemu.

A to nadal nie koniec. Nieskończenie ważna jest nasza postawa w siodle, a nade wszystko praca mięśniami brzucha. W tym miejscu namawiam do przeczytania postu pod tytułem: „Pochylanie się jeźdźca”. Najistotniejszy dla obecnego posta jest fragment, tu zacytuję: „Wyobraźcie sobie, że zamiast miednicy (w układzie kostnym) na kościach udowych postawiliście zwykłą miskę, ale wypełnioną po brzegi wodą. Podczas pracy na koniu układajcie to naczynie tak, by było w pozycji poziomej i nie wylewał się z niego płyn. Przy pochylającej pozycji naszego ciała „woda przelewa się” z przodu. Należy więc „podnieść” przedni brzeg miski, a opuścić tylni. „Podwijamy” pod siebie wówczas kość ogonową- „ruch” taki, jak u psa z „podkulonym” ogonem....Poziomując ją, podciągając w górę jej przedni brzeg- jeździec uruchamia do pracy mięśnie brzucha. To nimi człowiek podciąga „przedni brzeg miski z wodą”, a dzięki temu obniża tył. Najsilniej nawet działające mięśnie brzucha nigdy nie przegną „naszej miski” w drugą stronę. Nie ma możliwości, żeby jej przedni brzeg znalazł się zbyt wysoko, a tylni zbyt nisko. Nasze mięśnie brzucha mogą więc pracować bez ograniczeń....”. Pisałam kiedyś o tym, że koń zachowuje się jak nasze „lustrzane odbicie”. Ustawia swoje ciało sugerując się ustawieniem ciała jeźdźca. Pilnując więc, pracującymi wyraźnie mięśniami brzucha, by nasza góra ciała nie pochylała się do przodu, dajemy podopiecznemu sygnał, by również „nie przechylał się do przodu” (nie przeciążał przodu). Im bardziej czujemy, że koń wiesza się na wodzach, im większe mamy wrażenie, że jego klatka piersiowa „ciągnie” nas w dół, tym mocniej podciągamy mięśniami brzucha przedni brzeg „miski”. Trochę tak, jakbyśmy chcieli naszymi mięśniami brzucha podciągnąć w górę nie tylko naszą miednicę ale również tą część wierzchowca, którą mamy przed sobą.
CDN



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl