niedziela, 10 sierpnia 2014

MAŁE KÓŁKA


Ćwiczenie, którym jest jazda na końskim grzbiecie po małym kółku, nie budzi entuzjazmu wśród jeźdźców. Jest raczej wykorzystywane jako zło konieczne, gdy wierzchowiec odmawia posłuszeństwa. Wykonanie przez konia ciasnego łuku jest wówczas jakby kołem ratunkowym dla jeźdźca, który nie może porozumieć się z podopiecznym. Ciasna wolta jest również traktowana jako kara dla wierzchowca za nieposłuszeństwo. Lepiej jednak potraktować ją, jako bezbolesny środek pomagający zwierzęciu skupić się na swoim opiekunie. A pomaga, ponieważ maszerowanie po małym kole to trudne ćwiczenie dla konia. Jest jednak jeden warunek: musi być wykonane poprawnie. Gdy jeździec zegnie na siłę do granic możliwości szyję swojemu podopiecznemu, by zamknąć go na maleńkim kółku, przestaje to być ćwiczeniem. Jest to bolesne dla „pojazdu”, zaciągnięcie ręcznego hamulca. Takie działanie wzbudzi w wierzchowcu tylko bunt, sprzeciw, napięcia mięśni i blokowanie stawów. Owszem, takie działanie „wycisza” niebezpieczne końskie zapędy, ale na chwilę. Zgięcie szyi blokuje koniowi możliwość nadmiernego rozpędzenia się, ale na moment. Do czasu, gdy znów będzie miał prostą szyję. Naszym zadaniem, jako jeźdźców, nie jest udaremnianie zwierzęciu pewnych ruchów, tylko „wymuszenie” na nim, by skierował całą swoją uwagę na nas i odpowiadał pozytywnie na nasze „prośby”. Prawidłowo „poprowadzone” małe kółko jest też świetnym ćwiczeniem na giętkość zwierzęcia i wstępem do nauki zwrotu na zadzie. Taki ruch często jest potrzebny, nawet przy rekreacyjnym jeżdżeniu. Nieraz trzeba „poprosić” konia o zawrócenie w bardzo ciasnym miejscu. Ciągnięcie do tyłu za wodzę, by zmusić konia do podążenia za nią wpierw szyją, a potem ciałem, jest złym sygnałem. Tak wykonany „zwrot” zaburza równowagę zwierzęcia. Koń musi spiąć mięśnie, żeby „uratować” się przed upadkiem. Nadwyręża stawy nóg, szczególnie jednej z tylnych. Jeżeli zmusicie konia do zawrócenia w ten sposób, na przykład w prawą stronę, to koń okręci się na prawej tylnej nodze. By tego uniknąć należy nauczyć zwierzę zwrotu, podczas którego będzie on maszerował w miejscu, podnosząc rytmicznie obie tylne nogi.

Jak już kiedyś pisałam, koń podczas ruchu po łuku, musi mieć tak wygięty kręgosłup, by jego „rysunek” pokrywał się z „rysunkiem” trasy, którą pokonuje (zob. USTAWIENIE CIAŁA KONIA DO WYKONANIA ZAKRĘTU). Małe łuki nie stanowią wyjątku. Żeby namówić konia do takiego wysiłku, trzeba poprosić konia o rozciągnięcie zewnętrznego boku (całego-począwszy od nasady ogona), a nie samej szyi. Oznacza to, że nie powinna ona być zgięta. Wraz z kłodą powinna tworzyć z zewnętrznej strony regularny, w żadnym miejscu niezłamany łuk. Pracujemy nad tym zewnętrzną łydką intensywnie pukającą w bok konia. Łydkę tą cofamy za popręg, by równocześnie namawiać zwierzę na lekkie przestawienie zadu do środka. Dzięki temu ciało zwierzęcia owinie się wokół wewnętrznej łydki jeźdźca. Zewnętrznej wodzy jeździec nie powinien odpuszczać i oddawać przesadnie do przodu. Wodza ta ma za zadanie nie dopuścić do ”złamania” szyi. Trzymana przez jeźdźca, dłonią tuż przy kłębie, oparta o końska szyję, musi służyć jako pomoc „rozmawiająca” z zewnętrzną łopatką konia. „Pilnuje” w ten sposób jej prawidłowego ustawienia. Ustawienie tej łopatki nie może przypominać rozpychania się łokciem, niech „przylega” on do ciała. Bardzo ważne jest też to, by dbać, pracując zewnętrzna wodzą, o rozluźnienie mięśni szyi u jej nasady. Jeźdźcy często o nich zapominają, skupiając się na wewnętrznej stronie szyi. Wewnętrzna wodza wraz z łydką powinna pracować nad rozluźnieniem wewnętrznej strony konia i prawidłowym ustawieniem wewnętrznej łopatki. Służą temu krótkie i lekkie szarpnięcia wodzą, które pełnią również rolę „kierunkowskazu”. Pomagają też namówić zwierzę do „owinięcia” ciała wokół wewnętrznej łydki jeźdźca. Ta ostatnia, mocno naciągana w dół ,jest „trzonem”, którego zwierzęciu nie wolno przepchnąć. Nie wolno też się mu na nim oprzeć. Jeździec musi czuć, że koń pod działaniem pukającej wewnętrznej łydki, „chowa” bok: robi go wklęsłym, a nie napiera na nią. Jednak giętkość ciała wierzchowca ma swoje granice. Zacieśniając coraz mocniej koło, musimy w którymś momencie zacząć „namawiać” podopiecznego, by zaczął iść przednimi nogami krzyżując je. Sygnałem do takiego ruchu, oprócz nieustannie pracującej zewnętrznej łydki, jest „spychająca” zewnętrzna wodza. W momencie, gdy koń ma w górze zewnętrzną przednią nogę, działamy wodzą na łopatkę tak, by namówić zwierzę do postawienia tej nogi do wewnątrz kręgu. Tylne nogi wierzchowca nadal podążają po małym kole. W miarę pracy, zaczyna być ono coraz ciaśniejsze, a „przekładaniec” bardziej obszerny. Koń uczony zwrotu na zadzie w ten właśnie sposób, zawsze będzie „szedł” tylnymi nogami, zamiast się na nich okręcać. Przy tym ćwiczeniu siedźcie w siodle w równowadze. Nie obciążajcie mocniej żadnego ze strzemion. Nie „pomagajcie” podopiecznemu w wykonaniu zadania, przepychając go biodrami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...