Szukaj na tym blogu

wtorek, 23 września 2014

KOŃ LEKKI Z PRZODU


Sporo już pisałam o rozluźnieniu konia, również ze wskazaniem na jego przód: „KOŃ MIĘKKI W SZYI”, „PLUSZOWY KOŃ”. Jest to jednak temat „rzeka” i informacji na ten temat, przykładów, porównań nigdy nie za wiele. Im bardziej uda mi się rozbudzić waszą wyobraźnię, tym lepsza będzie wasza współpraca z końmi. W tym poście będzie jednak sporo informacji na temat zaangażowania do pracy tylnej części konia. Bez energicznie pchającej pracy tylnych nóg zwierzęcia, rozluźnienie jego przodu jest niemożliwe.

Spróbujcie sobie wyobrazić, że przód konia, czyli kawał jego ciała, który macie przed sobą siedząc w siodle, to balon. W zasadzie to balonik, którego wielkość pozwala na swobodne chwycenie go dłońmi. Balonik ten powinien frunąć tuż przed wami, na takiej wysokości, na jakiej trzymacie wodze. Nie powinien on być nadmuchany powietrzem z płuc, bo będzie spadał w dół, a im niżej opadnie, tym będzie stawał się cięższy. Ważne jest, żebyście zrozumieli, że nie chodzi tu o ułożenie końskiej szyi, to czy jest ona w pozycji równoległej z grzbietem zwierzęcia, czy opuszczona maksymalnie w dół lub podniesiona w górę, nie jest wyznacznikiem pozycji balonu. Balonik nie może być też napełniony helem. Nie chcecie bowiem, by uwolniony, poszybował w górę. Jego zadaniem jest sunąć do przodu, tuż przed wami i ciągnąć was lekko za ręce. Podczas trzymania dłońmi ciągnącego was balonika, musi towarzyszyć wam uczucie, że w każdej chwili możecie balonik objąć ramionami i przytulić. Nie może was tez opuścić pewność, że ów balonik nie oddali się, gdyby został puszczony. Pewność, iż nadal będzie frunął z tą samą prędkością, tuż przed wami, na tej samej pozycji.

Balonik ten jednak nie ciągnie was sam z siebie. Musi go pchać równomiernie wiejący wiatr. Ten wiatr, to energia jaka płynie z zaangażowanych w rytmiczny i energiczny ruch, tylnych nóg zwierzęcia. Bez tego przód konia nigdy nie stanie się lekkim. Gdy człowiek ma wrażenie, że zamiast balonu trzyma w rękach ściągający go w dół głaz, albo szarpiącą do przodu, wystrzeloną kulę armatnią, to może być pewien braku zaangażowania w pracę tylnej części swojego wierzchowca. Taki wniosek należy również wysnuć, gdy nie czujecie w rękach niczego, żadnej lekko „wiejącej siły”. Schowany za wędzidło koń, zabierający wam z rąk swój ciężar, by nie czuć bólu w pysku, nie jest zwierzęciem lekkim z przodu.

Zad konia musi być na tyle energicznie pracującą (nie mylić z prędkością chodu) częścią ciała zwierzęcia, by przykuwał uwagę człowieka siedzącego na grzbiecie podopiecznego. Maszerujące tylne nogi zwierzęcia i luźno pracujące stawy biodrowe, jeździec powinien wyraźnie „czuć w swoich biodrach”. Odnosić wrażenie, że tuż pod nim pracują dwa tłoki, uderzające go na przemian w pośladki. Gdyby ktoś zapytał was dlaczego tak energicznie huśtacie biodrami, to odpowiedź powinna być taka: „ponieważ jakaś siła za mną popycha moje biodra”. W siodle nie można mieć uczucia, że siła „ruszająca” waszymi biodrami, to „ktoś” łapiący z przodu za pasek od spodni, by za jego pomocą pociągać wasze biodra do przodu.

Taki „wiatr” płynący z aktywnego zadu, dmuchający w balonik „przynosi jeszcze inną korzyść”. Zanim dotrze do przodu, „sunie” wzdłuż końskich boków, rozluźniając je i „prowokując” do „prostowania się”. „Pomaga” również łopatkom i szyi w „znalezieniu” prawidłowego ustawienia. Dlatego ważne jest, by jeździec pilnował i wyrównywał siłę wiatru z obu stron wierzchowca. Gdyby trzymać w rękach dwa „przytulone” do siebie baloniki, to musimy mieć pewność, że będą one sunęły do przodu z równą prędkością i z równą siłą ciągnęły nas za sobą. Jeżeli jeździec wyczuje, że jeden balonik zanadto wysuwa się do przodu zamieniając się w wystrzeloną kulę armatnią, powinien go lekko przytrzymać w przytulającym uścisku, a pukającą łydką wyregulować podmuch wiatru. Uaktywniona tylna noga wierzchowca „zamieni” ciężka kulę na powrót w balonik i „dmuchnie” w niego „lekkim wiatrem”.

Cała „zabawa” w jazdę konną polega na wyobrażaniu sobie efektu jaki chcemy od „końskiego ciała” wyegzekwować. Człowiek na grzbiecie wierzchowca powinien właśnie myśleć o tym, a nie kombinować jaki teraz dać, wyuczony i mechaniczny, sygnał. A gdy on nie działa, jaki dołożyć patent, by pomóc swoim rękom w przepychance na wodzach. CDN
JAK WYPRACOWAĆ LEKKI I RÓWNY PRZÓD KONIA.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl