piątek, 4 grudnia 2015

CO TO ZNACZY "POPROSIĆ KONIA"?


Pisząc w swoich postach o sposobach pracy z koniem, o sposobach „rozmowy” z nim, bardzo często używam sformułowania: „należy poprosić konia...” Kiedyś ktoś, podczas pisemnej wymiany zdań, zadał mi pytanie: „Chciałabym tylko zapytać, bo jako zwyczajny laik w temacie wielkiego ujeżdżenia nie bardzo łapię, co dokładniej znaczy w tym sporcie: poprosić....?” Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że wszyscy jeźdźcy: ci jeżdżący rekreacyjnie na przejażdżki w teren, ci, którzy amatorsko „bawią się” w skoki albo ujeżdżenie oraz zawodowcy we wszystkich jeździeckich dyscyplinach, powinni przekazywać zwierzęciu informację na zasadzie: „proszę zrób to....”

Proszenie konia to używanie sygnałów, które informują zwierzę co ma w danej chwili zrobić, a nie próba siłowego zmuszenia go do wykonania jakiegoś „ruchu”. To dawanie sygnałów zrozumiałych dla konia, po których koń wykonuje polecenie już bez udziału tego sygnału i bez siłowej-pchającej albo ciągnącej „pomocy” człowieka. Sygnały takie powinny być krótkie i powtarzane, trzymające się zasady: poproś-odpuść-poproś-odpuść..., a wierzchowiec powinien zacząć wykonywać polecenie w momencie odpuszczenia sygnału. Na etapie uczenia podopiecznego znaczenia danego sygnału, powtórzenia są bardzo częste, a gdy zwierzę doskonale sygnał rozumie często wystarczy użycie krótkiego sygnału bez powtórzeń. Sygnały mówiące: „proszę” są to sygnały dawane w taki sposób, by nie wywołać oporu zwierzęcia. A oporem jest nawet napinanie mięśni. „Jeżeli w momencie, w którym prosisz o ruch, koń nie jest odprężony, wówczas nawet jeśli go wykona, to –w pewnym sensie-będzie stawiał opór”. Sygnał, który prosi wierzchowca, powinien być równocześnie sygnałem rozluźniającym mięśnie konia i mówiącym: „zrób to sam pode mną, a ja za tobą podążę swoim ciałem”.


Na przykład: ustępowanie od łydki. Sygnałami proszącymi konia o ruch w bok ( w dużym uproszczeniu) powinny być puknięcia łydką w koński bok. Jeżeli będą one dla podopiecznego zrozumiałe, pójdzie on w bok krzyżując kończyny w momencie, gdy łydka przestanie działać. Jeździec nie będzie już musiał w tym ruchu pomagać zwierzęciu, a już na pewno nie w sposób pchający. Nie będzie też zwierzęciu potrzebna pchająca „pomoc” biodrami jeźdźca, ani ciągnąca za wodze, by nie szedł nadal na wprost. Koń po rozpoczęciu ruchu w bok będzie samodzielnie szedł tak długo, aż nie otrzyma prośby o zmianę ruchu. Podczas, gdy wierzchowiec samodzielnie podąża w bok, jeździec, nie zaangażowanymi w pchanie i ciągnięcie, pomocami może prosić konia o rozluźnianie spinających się podczas ruchu mięśni, o poprawienie postawy, gdyby ulegała przekrzywieniu, o utrzymanie równego tempa, o skupienie itp.

Każdy sygnał powinien bardziej przypominać sugestie dla konia co ma zrobić, niż wymuszenie posłuszeństwa. Na przykład- dotyk ręki człowieka, „proszący” zwierzę: „przesuń się”. Nie raz słyszałam albo czytałam, że konia trzeba nauczyć odchodzić od nacisku czy reagować na nacisk. Czytałam o ćwiczeniach pt „jeżyk”, polegające na wbijaniu palców w mięsień konia. Nawet jak koń się przesunie to napnie mięśnie i miejsce na ciele, na które człowiek naciska. Przyłożoną rękę koń ma zrozumieć. Gest, ruch czy sygnał wykonany ręką ma mu zasugerować co ma zrobić. W zrozumieniu sugestii pomaga zwierzęciu nasza oczekująca postawa. Koń widzi po naszej postawie, że oczekujemy od niego danego ruchu i że być może przesuniemy się razem z nim. Ucząc konia takiego rozumienia, nie zawsze przyłożona ręka od razu wystarczy. Potrzebny jest, na przykład lekko pukający, sygnał ręką albo bacikiem, sygnał, który pozwoli zwierzęciu na początek domyśleć się jak „brzmi” nasza prośba i nie sprowokuje napięć. Powtórzenia sygnału, pochwały i połączenie sygnałów z gestami wykonanymi ciałem, uczą wierzchowca rozumieć co do niego „mówimy” i o co go „prosimy”.

Żebyście zrozumieli o co mi chodzi, gdy mówię o oczekującej postawie opiekuna, opowiem autentyczną historię. Pewien właściciel konia twierdził, iż jego rumak potrafi obliczać proste działania matematyczne. Po zadaniu pytania przez opiekuna (np. 2 +2 = ?) zwierzak wystukiwał kopytem prawidłowy wynik. Postronni obserwatorzy nie byli w stanie wskazać żadnych celowych gestów czy sygnałów dawanych zwierzakowi przez właściciela. On też świadomie ich nie dawał. Koń ów jednak nie posiadał umiejętności liczenia był jednak znakomitym obserwatorem, jak zresztą wszystkie konie i widział u swojego opiekuna postawę oczekującą kolejnego stuknięcia kopytem. Gdy wybrzmiało ostatnie „zamykające” prawidłowy wynik, właściciel zwierzęcia przestawał oczekiwać kolejnego, więc koń zaprzestawał stukania kopytem.

Warunkiem współpracy z wierzchowcem opartym na „słowie: poproszę” jest umiejętność skupiania się zwierzęcia na opiekunie, na współpracy i na „dialogu” z nim. Jednak umiejętność skupiania się trzeba z podopiecznym wypracować. Długie skupianie się na pracy wymaga od koni sporego wysiłku intelektualnego. Młode konie będą skupiały się tylko na moment i szybko rozproszą swoją uwagę, czując „ intelektualne zmęczenie”. Podczas procesu uczenia i zajeżdżania wierzchowca czas, w którym koń się skupia będzie się wydłużał, a momenty rozpraszania się zmniejszały swoją częstotliwość występowania. Ludzie nie zwracają jednak uwagi na stan skupienia konia. Ich działania przy koniu i na koniu są mechaniczne, więc koń odwzajemnia tym samym. Podstawową zasadą przy szkoleniu psów jest to, żeby pies skupił się na opiekunie. Musi patrzeć on na opiekuna, musi interesować się tym, co ma do powiedzenia. Podobnie jest z koniem. Wiadomo, że nie będzie on wpatrywał się jak pies we właściciela, ale opiekun musi zwracać na siebie uwagę wierzchowca i czuć, że koń zerka, obserwuje, słucha. To się wyczuwa, gdy się chce wyczuć. Taka nauka skupienia i dialogu zaczyna się już przy podstawowych czynnościach przy zwierzęciu. Jeżeli jednak ktoś nie wie jak uczyć konia, zastępuje „konwersację” patentami. Na przykład- przy czyszczeniu zwierzę wierci się, podgryza, ustawia zadem, odsadza się- cóż wtedy robi wielu jeźdźców? Wiąże konia na dwa uwiązy, by zwierzę nie sięgnęło zębami, czyści go „biegając” w przód i tył za jego wiercącym się ciałem, nie zwracając uwagi na wzrastającą irytację zwierzęcia, kupuje elastyczne uwiazy, a ostatecznie sięga po karcący argument. A jak należy w takiej sytuacji postąpić? Skupia się uwagę podopiecznego przywołując go imieniem, ustawia tak, by był kontakt wzrokowy. Wiercącego się konia „prosi się” o powrót na wyznaczone miejsce za każdym razem, gdy uporczywie odchodzi od człowieka albo się na niego pcha. Często trzeba przerywać czynności oporządzające konia, by po raz kolejny namówić go do skupienia, spojrzenia, próby zrozumienia. To trochę tak, jakbym „mówiła” zwierzęciu: nie będę cię czyścić, ubierać, przywiązywać jeśli nie zrozumiesz tej czynności, jeśli jej nie zaakceptujesz i nie wyrazisz zgody na jej wprowadzenie do naszej współpracy. Zrobię jednak wszystko, poświecę czasu tyle ile trzeba, będę uparta i nie odpuszczę póki nie wyrazisz zgody na naszą współpracę i czynności, które muszę przy tej współpracy wykonać. Przy niewłaściwych zachowaniach typu podgryzanie, uparcie i konsekwentnie trzeba wyrazić słowem: „nie” fakt, że jest to zabronione i łagodnym ruchem odsunąć mordę zwierzęcia. Taki sposób uczenia konia współpracy wymaga od człowieka skupienia, umiejętności obserwowania, bycia konsekwentnym i cierpliwym. Wymaga zrozumienia, że współpraca z koniem to dialog, a nie monolog człowieka. Wierceniem, podgryzaniem, odsadzaniem się koń coś mówi. Trzeba się trochę wysilić, spróbować zrozumieć co zwierzę chce przekazać i mu odpowiedzieć.

Niestety, jeźdźcom często się wmawia na każdym etapie szkolenia, że koń ma posłuchać teraz, już i natychmiast: „bo tak i już, bo jak nie posłucha to cię olewa, bo jak nie, to nie jesteś jego przewodnikiem itp”. Koń ma stać i już, ma ruszyć i już, ma się zatrzymać i już, a takie podejście wymusza użycie sygnałów siłowych, które poprzez ból wyegzekwują posłuszeństwo. Podczas pracy z koniem, opartej na prośbach, określa się zwierzęciu co ma zrobić, jak ma to zrobić i daje czas na skupienie i zrozumienie intencji opiekuna. Ostatnio ćwiczę z młodą dziesięcioletnią amazonką „łagodne” i kontrolowane zakłusowania. Kucyk (duży, 148 cm w kłębie), na którym amazonka trenuje, potrafi zachować się jak „torpeda”, gdy nie określi się mu, jak ma to zakłusowanie wyglądać. Zaczynamy od pukającego sygnału łydkami mówiącego: „poproszę o zakłusowanie”. Zakładamy jednak, że jest to sygnał „do zapamiętania” dla konia, a polecenie wykona po kolejnych dwóch-trzech krokach stępa. Podczas tych kroków amazonka ustawieniem ciała określa dokładny kierunek dalszej jazdy, nie pozwala oprzeć się zwierzęciu na wodzach (co często się dzieje podczas takich przejść), skupia jego uwagę i w wyobraźni „układa dialog” z podopiecznym, w który „mówi”: „ruszamy spokojnie, powoli, jakbyśmy chcieli biec truchcikiem”. Dzięki takim myślom, amazonka siedząca w siodle przybiera postawę wyrażającą te myśli, wyrażającą jakiego zakłusowania oczekuje od podopiecznego. Konie znakomicie wyczuwają i obserwują zmiany postawy człowieka, które zachodzą pod wpływem myśli i wyobraźni opiekuna. Cały ten opisany „proces” zakłusowania powoduje, że dziewczynka właśnie „prosi” konia o przejście do „świadomego” kłusa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...