czwartek, 25 stycznia 2018

MŁODE KONIE



Koleżanka ze stajni zasugerowała bym napisała o młodych koniach. Sama jest właścicielką młodej klaczy. Jest jeźdźcem z dużym stażem jeździeckim i instruktorem jazdy konnej, uczącym niegdyś w szkółkach jeździeckich. Jednak zdaje sobie ona sprawę z tego, że mimo lat nauki i jeżdżenia, umknęło jej sporo jeździeckiej wiedzy. Wiedzy, która przy pracy z młodym koniem powinna być niezbędna. Wspólnie pracujemy nad uzupełnieniem powstałych luk. Amazonka ta ma pewną wielką zaletę, niezmiernie potrzebną i przydatną przy obcowaniu z młodymi wierzchowcami. Zdaje sobie ona sprawę, iż młode konie to są „dzieci” wchodzące dopiero w dorosłe życie. Wie, że młody koń będzie jeszcze przez jakiś czas uzewnętrzniał źrebięce cechy. Nie boi się tego i nie próbuje zdławić na siłę chęci swojej klaczy do pobrykania i wyrażania młodzieńczej radości. Nie zmniejsza porcji owsa swojej podopiecznej, co się często praktykuje po to, żeby obniżyć poziom energii zwierzęcia. Nie wypina swojej klaczy na sztywne wypinacze i inne patenty, żeby ograniczyć jej możliwość brykania. Nie zakłada do pracy czarnej wodzy, żeby „nie wynosiła”. Amazonka nie ma obsesji na punkcie codziennej pracy swojej podopiecznej z obawy, że po dniu przerwy w pracy koń będzie miał nadmiar energii. Amazonka pozwala jej po prostu być młodym koniem.

Swego czasu w innym poście napisałam, że nie jestem bardzo przeciwna kupowaniu młodych koni przez jeźdźców z niewielkim stażem i doświadczeniem jeździeckim. Wprawdzie rozsądek podpowiada mi, że powinnam być temu bardzo przeciwna, jednak z pewnego powodu nie mogę. Już tłumaczę dlaczego. Teoretycznie niedoświadczony jeździec może wyrządzić zwierzęciu wielką krzywdę poprzez nieprawidłową pracę. Jednak obserwując jeźdźców mających doświadczenie w pracy z końmi i młodymi końmi widzę, że jest to również praca bardzo krzywdząca te zwierzęta. Niestety praktyka „doświadczonych jeźdźców” podpowiada im, że cała praca z młodym koniem musi odbywać się na jego pysku. Owo doświadczenie podpowiada jeszcze „doświadczonym jeźdźcom”, że młodego konia należy od początku i za wszelką cenę zmuszać do maksymalnego zgięcia szyi i obniżenia głowy. Jeżeli zwierzę stawia opór, to ciągle to samo doświadczenie podpowiada, że należy założyć młodemu podopiecznemu sztywne wypinacze, czambon, czarną wodzę albo jeszcze inny patent. „Doświadczony jeździec” niestety wie, że gdyby przy tych patentach młody koń zbyt opornie poruszał się, to nieodzowne są wbijające się w boki konia ostrogi albo karcący bat. „Doświadczony jeździec” wie, że młody koń już po paru miesiącach pracy, licząc od przyjęcia jeźdźca, powinien poruszać się w trzech chodach, jeździć w teren i skakać mały parkur. Taka praca „doświadczonych jeźdźców” spina i usztywnia mięśnie i stawy tych zwierząt. Taka praca zaburza równowagę koni i powoduje, że pracują one z nieprawidłowo ustawionym swoim ciałem. Taka praca zadaje ból i dyskomfort tym wrażliwym i delikatnym stworzeniom. Muszę wam powiedzieć, że właśnie taki poziom wiedzy posiada większość jeźdźców i instruktorów mających „doświadczenie” w pracy z młodym koniem.

W związku z tym większość koni „jeździecko doświadczonych” i oferowanych na sprzedaż, często nazywanych „profesorami”, jest sztywna, obolała i powykrzywiana. Do „odpracowania” wszystkich błędów popełnionych przy takim koniu potrzeba doświadczenia jeździeckiego nie mniejszego niż przy młodych koniach. Teoretycznie koń około dwunastoletni, po ośmiu latach pracy pod jeźdźcem, powinien być najbardziej odpowiednim wierzchowcem dla jeźdźca startującego w jeździeckiej przygodzie. Jednak rozluźnienie spiętych od ośmiu lat mięśni konia, uelastycznienie stawów od ośmiu lat usztywnionych i wyprostowanie pokrzywionego od ośmiu lat ciała konia, jest poza możliwościami początkującego jeźdźca.




Oczywiście jest bardzo wielu jeźdźców, którzy pracują z końmi inaczej niż wyżej opisałam. Pracują na zasadzie zrozumienia i porozumienia. Tacy jeźdźcy jednak raczej nie sprzedadzą wierzchowca, w wyszkolenie którego włożyli ogrom fachowej pracy. Włożyli wiedzę, cierpliwość, czas, uczucia i doświadczenie. To wszystko jest bowiem nie do wycenienia.

W świetle tego co napisałam wygląda na to, że problemem może być znalezienie i kupienie odpowiedniego konia dla początkującego jeźdźca. W świetle powyższego trudno mi też być absolutnie przeciwną kupowaniu młodych koni przez jeźdźców będących na początku jeździeckiej przygody. Jednak, gdy ktoś z was, nie mając doświadczenia w pracy z młodym koniem, zdecyduje się na kupno młodziaka to dla swojego i jego dobra - trenujcie z nim pod okiem instruktora czy trenera, który będzie uczył was nie tylko techniki jazdy ale również psychologicznych relacji z podopiecznym. To powinien być nauczyciel, który nie będzie „zaplątywał” „dzieciaka” w przeróżne patenty, żeby absolutnie uniemożliwić mu pobrykanie na lonży. Taki nauczyciel nie będzie też was uczył tego „zaplątywania”. To powinien być instruktor, który nauczy was jak nauczyć młodziaka, by cieszył się „lonżą”, bieganiem i brykaniem na niej w ramach wyznaczonych przez opiekuna granic. Pokaże wam jak nauczyć zwierzę, by cieszyło się pracą z wami, bez wyszarpywania lonży, bez wiszenia na niej i bez ścinania łuku. To powinien być trener, który nauczy was jak zachowywać się przy młodym koniu i jak z nim rozmawiać, by móc przestać się bać jego rozbrykanej źrebięcej natury, zamiast uczyć was jak w drastyczny sposób ją tłumić. Taki nauczyciel uświadomi wam, jak wykorzystać młodzieńczą energię konia do wydajnej pracy, zamiast obniżać jej poziom poprzez obcinanie zwierzęciu racji żywnościowych czy inne metody.

Do nauki pracy z młodym wierzchowcem znajdźcie instruktora, który wytłumaczy wam, że konie zbudowana są z tej samej gliny, co my – ludzie. Taki nauczyciel wytłumaczy wam, że noszenie jeźdźca przez konia jest dla niego wysiłkiem i swego rodzaju sportem - uprawianym mimo woli. A skoro to sport, to do osiągnięcia kondycji, siły do jego uprawiania, do rozwoju mięśni i umiejętności umożliwiających jego uprawianie, wierzchowiec potrzebuje tyle samo czasu i ćwiczeń co człowiek. Wiele zależy od intensywności treningów ale średnio młody koń potrzebuje około dwóch lat, by nabudować mięśnie i kondycję pozwalająca mu swobodnie nieść jeźdźca.

Poszukajcie nauczyciela, który uświadomi wam, iż na grzbiecie konia jesteście jego trenerem, nawet wówczas, gdy wasze jeździeckie doświadczenie jest niewielkie. Taki nauczyciel będzie prowadził trening w ten sposób, by nauczyć was, jak uczyć młodego wierzchowca. Taki nauczyciel nie pozwoli wam być biernym pasażerem na końskim grzbiecie ponieważ wie i rozumie, że bez waszych wskazówek z siodła podopieczny nie poradzi sobie z balastem na plecach i związaną z tym utratą równowagi. Znajdźcie instruktora, który nauczy was jak wskazać zwierzęciu sposób pracy pozwalający niwelować powyższe problemy. Taki instruktor nie będzie kazał wam „zamykać konia w dyby albo imadło”. Co mam na myśli? Siłowe ciągnięcie za wodze, ściskanie go łydkami i uciskanie pośladkami. Zakładanie wytoków, sztywnych wypinaczy, czambonu i czarnej wodzy. Poszukajcie trenera, który nie będzie powtarzał bzdurnych stereotypów mówiących,że koń ma cztery nogi, więc zawsze ma równowagę. Nie będzie też wmawiał, że wierzchowiec ma obowiązek słuchać i zawsze poradzić sobie z wyznaczonymi zadaniami. Znajdźcie trenera który wie, że bunt albo opór konia przeciwko wykonaniu polecenia zawsze ma podłoże. Może nim być brak zrozumienia, brak równowagi i przeciążenie przodu ciała. Zbyt słaba kondycja, złe ustawienie ciała, sztywność mięśni i stawów oraz ból i dyskomfort.

Instruktor, któremu powierzycie zadanie szkolenia was i waszego konia, musi pokazać wam jak nauczyć konia partnerstwa. Młody koń zawsze będzie chciał dominować, będzie „walczył” o wyższy szczebelek w hierarchii. Taki instruktor nauczy was jak zniwelować zapędy wierzchowca, bez użycia siły, zadawania bólu i wzbudzania strachu u zwierzęcia przed człowiekiem.

Znajdźcie nauczyciela jeździectwa, który nie będzie wmawiał wam, że najważniejsze jest ściągnięcie w dół szyi i głowy konia. Taki nauczyciel powie wam, że zganaszowanie się u wierzchowca jest efektem podstawienia zadu i zaangażowania go do wydajnej pracy. Powie wam, iż jest to efekt prężenia w górę grzbietu przez zwierzę i że do osiągnięcia celu potrzeba kilku lat pracy.

Poszukajcie instruktora, który nie będzie wam wmawiał, że koń jest rozluźniony tylko wam wytłumaczy, jak poczuć jego rozluźnienie i jak zwierzę namawiać do rozluźniania mięśni i stawów. Taki instruktor nauczy was równocześnie jak ćwiczyć dosiad, by swobodnie i w rozluźnieniu „wysiedzieć” aktywny, energiczny i wybijający ruch konia. Nauczy was jak nie stłumić sprężystości końskiego ruchu i nie spowodować, by stał się sztywny i „płaski”.

Jeżeli nie jesteście w stanie znaleźć instruktora, który nauczy was nie bać się źrebięcych odruchów młodego konia, to go nie kupujcie. Jeżeli nie jesteście w stanie znaleźć nauczyciela, który wskaże wam jak wychować, a nie zniewolić końskie „dziecko”, to nie kupujcie „młodziaka”. Jeżeli nie jesteście w stanie znaleźć trenera, który nauczy was jak nie trzymać się kurczowo kolanami na grzbiecie konia i jak nie trzymać zwierzęcia kurczowo wodzami za pysk, to nie kupujcie wierzchowca. Jeżeli........ - można by długo jeszcze wymieniać. Może ktoś z was będzie miał ochotę w komentarzu uzupełnić „wyliczankę”. Zapraszam.



2 komentarze:

  1. Świetny artykuł, czytałam jednym tchem. Niestety panuje moda na to "kto szybciej ułoży konia" czytaj założy uprząż czy siodło. Bez zwracania uwagi na jego psychike.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że mój post się spodobał. Pozdrawiam. Olga

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...