Szukaj na tym blogu

wtorek, 28 stycznia 2014

SŁOWA


Wielu z was na pewno zauważyło, że konie uczą się znaczenia niektórych słów. Oczywiście ogromną rolę odgrywa tembr głosu i czynności jakie przy zwierzęciu wykonujemy podczas wypowiadania danego słowa. Mówimy: „daj nogę”, albo „noga”, gdy chcemy, by podopieczny podał kopyto do wyczyszczenia. „Postaw nogę”, gdy pomyli się on i poda kopyto, gdy my akurat chcemy je posmarować z wierzchu smarem. „Stój”, „stęp”, „kłus”, „hop”, tymi słowami pomagamy sobie podczas pracy z koniem z ziemi, głównie na lonży, ale czasami również siedząc w siodle. Wierzchowce powinny jednak przede wszystkim doskonale znać znaczenie słów „nie”, „nie wolno”, „nie rób tak” itp. Pamiętacie wpis pt: „przepychanka”. Piszę tam o tym, że koń powinien stać w miejscu podczas różnych czynności wykonywanych przy nim przez człowieka. Opiekuję się klaczą, która zachowywała się przy czyszczeniu tak, jakby miała pod kopytami rozżarzone węgle. Była przy tej czynności bardzo nerwowa. Pewnie kojarzyła czyszczenie z bardzo nieprzyjemną pracą, którą jej wcześniej ludzie fundowali. Po wielu miesiącach pracy  klacz przestała „tańczyć” podczas ubierania i „toalety”, jednak nie mogę powiedzieć, że jest grzeczna. Podopieczna nie może się czasami opanować i musi wyrazić swoje niezadowolenie. „Przejeżdża” zębami po metalowych prętach, albo gryzie drewniane ściany boksu, bądź ma ochotę rozszarpać uwiąz. Czasami zdarzy jej się nawet podnieść nogę w geście: „odczep się” (delikatnie mówiąc), albo nerwowo rzucać głową. Nie można na takie wyrażanie niezadowolenia pozwolić. Cały czas podczas czyszczenia klaczy obserwuje ją i „ostrym” stwierdzeniem „nie wolno’, „nie rób tak” uprzedzam jej próby pokazania niechęci do czynności, które przy niej wykonuję. Czasami wystarczy klaczy sama świadomość, że ją obserwuję, czasami nie. Ważne, żeby moje postępowanie przyniosło wyraźny efekt i żeby klacz skupiła się na naszym kontakcie, zamiast na swoich humorach. Niestety często obserwuję „obrazek”, na którym jest podobnie zachowujący się koń, człowiek wypowiadający takie same słowa, ale brakuje konsekwencji opiekuna i nie egzekwuje on „posłuszeństwa”. Koń uczy się w ten sposób, że wolno mu „olewać” polecenia. Oczywiście, jeżeli czyszczenie i siodłanie będzie dla konia wstępem do „tortur” podczas jazdy, to żadne słowa, żaden kontakt z nim nie uratuje sytuacji. 

Konie są bardzo bystre i wiedza, że ja wiem, iż one rozumieją znaczenie słów, które do nich kieruję. Mają one też świadomość , że będę konsekwentnie egzekwować wykonanie zadanego polecenia, a to wszystko bardzo pomaga nam w pracy. Moim ulubieńcem jest bardzo „elektryczny” wałach, który potrafi nerwowo zareagować na wszystko co się wokół niego poruszy. Psuje to oczywiście naszą pracę, jego ustawienie, rozluźnienie, skupienie. Kiedy po raz kolejny reaguje on na np. fruwającą folię, kiedy podjeżdża po raz kolejny do miejsca, w którym „potwór” wydaje się być najgroźniejszy, uprzedzam jego poczynania mówiąc: „nie reaguj”, „nie przyspieszaj”, „skup się” itp. Tembr głosu, przy wypowiadaniu tych słów jest uspakajający, ale donośny i charyzmatyczny. Równocześnie nie rezygnuję z przekazywania lonżą i batem próśb dotyczących konkretnej pracy na lonży. Takie nasze głosowe próby kontaktu z koniem prowokują zwierzę do niepodzielnego skupiania się na nas, czuje on wtedy bowiem, że nasza uwaga skierowana na niego jest również niepodzielna. Chcecie, wierzcie lub nie, ale słowa: „nie psuj”, „pilnuj”, „utrzymaj to”, wypowiedziane do leniwych koni, którym nie chce się „zapamiętać” konkretnego ustawienia, również działają. Wierzchowiec potrafi prawidłowo ustawiony przebiec większość koła, a w jednym miejscu zawsze je „ściąć”, zawsze „wpaść” do środka. Owszem, pójdzie prawidłowo, gdy za każdym razem dostanie odpowiednie sygnały. Czyli pamiętanie o prawidłowym ustawieniu swojego ciała, wysiłek zapamiętania jak i co przestawić i ustawić, zostawia nam. Gdy połączę te sygnały z wymienionymi wcześniej słowami, po jakimś czasie uzyskuję to co chciałam. Zwierzę zaczyna wysilać się również intelektualnie, zapamiętuje i wprowadza w życie zapamiętane polecenia. Czasami, gdy widzę, że podopieczny próbuje znowu „wyłączyć się” i „odbębnić” kolejne kółko, wystarczy, że krzyknę „hej”, by przywrócić jego skupienie się na mnie i powrót do „umysłowej” pracy. (zob. WYGODNICKIE KONIE)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl