sobota, 25 lipca 2015

RĘCE JEŹDŹCA


Część pierwsza.

Gdy zaczynałam prowadzić „Pogotowie jeździeckie”, pisałam bardzo krótkie posty. Ktoś mi podpowiedział, że dłuższe „wywody” nie „znajdą” chętnych do ich przeczytania. Jednak, gdy bardzo obrazowo próbuję podpowiedzieć wam jak pracować z koniem, nie mogę zamknąć tekstu w kilku zdaniach. Teraz, gdy sama czytam te krótkie posty, kusi mnie bardzo, by je rozwinąć. Czy ktoś z was pamięta tekst pt: „Sprężyna” opatrzony wymownym rysunkiem mojego brata. 



Przytoczę go w całości: „Konie bardzo lubią, kiedy rozmawiająca z nimi poprzez wodze ręka jest jak dobra, niezbyt mocna sprężyna. Łatwo się rozciąga na całej swojej długości (od ramienia) i delikatnie, spokojnie wraca do pierwotnej pozycji. Pyski tych zwierząt wyrażają strach przed sztywnymi i spiętymi ramionami. Spróbujcie podczas jazdy zwiesić swobodnie ramiona i je rozluźnić. Nie zaciskajcie pach, dajcie pracować łokciom, oddajcie całe ręce do przodu”.


Wielu jeźdźców szybko „łapie” nawyk siłowego działania wodzami. Abstrahując od tego, czy i w jaki sposób konie prowokują człowieka do „zabawy” w siłowanie się, jeźdźcy mają tendencje do napinania rąk, ramion i pleców zakładając, że ich wierzchowiec jest bardzo silnym zwierzęciem. Fakt ten wprawdzie jest niezaprzeczalny, ale nie zobowiązuje opiekunów tych zwierząt do pracy, której głównym argumentem jest siła włożona w dawanie sygnałów. Człowiek zdaje się na zmysł wzroku i widząc duże zwierzę, nastawia się na spory wysiłek przystępując do pracy z podopiecznym. Takie nastawienie i napięte części ciała człowieka, gdy staną się nawykiem, towarzyszą jeźdźcom nawet wówczas, gdy chcą oni dawać delikatne sygnały poprzez wodze. Towarzyszą również wówczas, gdy człowiek próbuje oduczyć podopiecznego siłowania się z rękami jeźdźca. Próba przestawienia siebie i wierzchowca na delikatny „kontakt” poprzez wodze, często prowokuje ludzi do znacznego wydłużenia wodzy lub całkowitego ich puszczenia. Nie przyniesie to jednak zamierzonego efektu. Konie owszem „odczytają” nową długość wodzy, ale równie dobrze odczytują układ rąk „pasażera”. Znakomicie „czytają" ich stan napięcia i gotowości do zastosowania silnego sygnału wodzami w razie konieczności.

Post ten ma podpowiedzieć wam jak pracować rękami, by poprzez wodze mieć lekki i przyjazny kontakt z końskim pyskiem. Przede wszystkim skupcie się na wypracowaniu takiego sposobu trzymania wodzy, by ich stan napięcia nie zmieniał się, bez względu na to, co koń robi ze swoją głową i szyją i bez względu na to, jaki ruch wykonujecie swoimi rękami. Potraktujcie wodze tak, jakby była to część waszych bardzo długich rąk. Ręce nie mogą nigdy zwisać, ani się zbyt mocno naprężać. Dzięki rękom długim jak wodze, moglibyście trzymać kółka od wędzidła bezpośrednio dłońmi. Uruchomcie wyobraźnię, by trzymać wędzidło tak, jakby nie było przypięte do pasków ogłowia i „pilnujcie", żeby nie wypadło zwierzęciu z pyska. Trzymajcie tak, by w miarę możliwości "leżało" w stałym miejscu na dolnej szczęce podopiecznego i z niezmiennym, lekkim naciskiem na język i kąciki ust. Przy takim założeniu i trzymaniu dłońmi wędzidła „bezpośrednio” za jego kółka, człowiek „odda” swoje ręce „do dyspozycji” zwierzęciu i będzie nimi podążał za ruchem jego głowy i szyi. Wasze ręce staną się wówczas sprężyste. Konie bardzo „boją się” kończyn górnych jeźdźca z zablokowanymi i nieruchomymi stawami. Takie ręce nie zmieniają swojego układu i położenia. „Tkwią” w jednym i tym samym miejscu, w pozycji gotowej do przyciągnięcia się do wodzy i trzymania się ich przy braku równowagi. Swoje położenie, podczas ruchu zwierzęcia, zmienia natomiast głowa i szyja konia. „Kiwają” się one w rytm kroków wierzchowca. Im bardziej rozluźniony grzbiet ma wasz wierzchowiec, tym bardziej sprężyście pracuje końska szyja „niosąc” głowę zwierzęcia. Podczas naturalnego ruchu szyi konia w przód i tył, przy rękach jeźdźca z zablokowanym ruchem stawów, wodze stają się raz napięte, a przy następnym kroku luźne. Takie nie pracujące ręce jeźdźca powodują, że wierzchowiec co drugi krok „nadziewa” się boleśnie na wędzidło. Konie bardzo szybko uczą się odnajdować sposoby na ucieczkę przed takim dyskomfortem. Jedna z nich to „chowanie się za wędzidło”, czyli przeginanie szyi tak mocno, by trzymać brodę jak najbliżej klatki piersiowej. Mielą przy tym językiem w nadziei, że uda im się wypluć wędzidło. Drugi sposób to siłowe oparcie się o wędzidło, a tym samym o ręce jeźdźca. Wierzchowce wolą silny ale stały nacisk w pysku, niż rytmiczne i bolesne uderzanie się kącikami „ust” w „metalowy pręt”. Każda z tych opcji powoduje napięcie i usztywnienie mięśni szyi zwierzęcia, co ma ogromny wpływ na brak rozluźnienia mięśni w całym końskim ciele. Szyja takiego podopiecznego staje się „krótka”. „Wygląda” to trochę jak u człowieka, który chowa szyję w ramiona. Bez elastycznie pracujących rąk jeźdźca, wierzchowiec będzie bał się rozluźnić szyję i „rozciągnąć” ją do przodu. Takie „wyciągnięcie” szyi do przodu jest niezbędne do tego, by przy znaczniejszym podstawieniu zadu, koń mógł wygiąć ją łagodnym łukiem w dół.

Podczas pracy z koniem, człowiek najczęściej usztywnia i blokuje stawy ramion, czasami podnosząc je aż w górę. Dlaczego jeźdźcy usztywniają ramiona? Nawyk taki „rodzi się” już na etapie wstępnej nauki jazdy konnej, gdy instruktorzy „szlifują do upadłego” umiejętność anglezowania, bez przygotowania jeźdźca do właściwego wykonania tej czynności. Uczący nie zwracają uwagi na to, czy jeździec opanował właściwy dosiad, pozwalający utrzymać równowagę ciała na własnych nogach opartych w strzemionach. Bez takiego dosiadu „młody” adept sztuki jeździeckiej przy podnoszeniu się z siodła podciąga swoje ciało na wodzach, a tym samym na pysku zwierzęcia. Wodze służą wówczas również do przytrzymywania się, by nie „wypaść” z siodła i do trzymania konia, by nie jechał zbyt szybko albo tam, gdzie mu się podoba. Wszystko to powoduje, że trzymający kurczowo siebie i konia człowiek blokuje stawy. Na dalszych etapach jazdy konnej, gdy człowiek pracuje już wodzami, chcąc przekazać podopiecznemu pewne informacje, spięte i zablokowane ramiona pozostają, gdy polecenia przekazywane są z użyciem siły. Przekazywane są często mechanicznymi, zbyt krótkimi i wyuczonymi ruchami rąk. Ruchami, które próbują zrobić „coś” z końską szyja i mordą, zamiast poprosić zwierzę o samodzielne wykonanie polecenia. Człowiek także usztywnia i podnosi w górę ramiona, próbując podświadomie zminimalizować podskakiwanie w siodle, spowodowane wybijającym ruchem zwierzęcia podczas galopu i kłusa ćwiczebnego. Jest to również podświadoma reakcja, podtrzymująca konia mocno „kładącego się na bok” podczas wspólnego wykonywania zakrętów.

Ramiona jeźdźca powinny być, podczas pracy z koniem, swobodnie zwieszone a ręce oddane do przodu. Oznacza to, że lekko zgięte łokcie nie powinny znajdować się na wysokości torsu człowieka, tylko wyraźnie przed nim. Dzięki temu cała ręka ma większą „przestrzeń” do pracy. Cała ręka może swobodnie pracować w przód i tył, nie „prowokując” żadnego stawu do siłowego napinania się. Gdy łokcie jeźdźca znajdują się tuż przy torsie, każdy ruch wodzą to pociągnięcie tychże łokci aż za plecy, co całkowicie niweluje sprężystość pracy rąk. Koń musi czuć, że rozluźniając szyję, bez problemu „pociągnie” za sobą ręce jeźdźca, „rozciągając” je nieznacznie jak sprężynę. Takie odczucie musi mu towarzyszyć nawet po tym jak człowiek przy pomocy wodzy „przekaże” polecenie do wykonania. Ważne jest to dlatego, że współpracujące zwierzę wykonuje polecenie nie podczas dawania sygnału, tylko tuż po nim, gdy ponownie może rozciągnąć „sprężynę”. Żeby wasza prośba stała się dla podopiecznego oczywista, sygnały dawane wodzami powinny w razie konieczności być powtarzane. Jednak to przerwy między nimi są dla wierzchowca czasem, który ma poświęcić na zrozumienie i wykonanie polecenia. Tego czasu powinniście dawać jak najwięcej przed powtórzeniem polecenia. Nie powtarzajcie go zbyt szybko tylko dlatego, że obawiacie się błędnej odpowiedzi. CDN



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Bucikomania, wełna z owiec rasy mernos i wilki

Bucikomania, wełna z owiec rasy mernos i wilki
"...Pytanie teraz moje jest takie: ilu ludzi zabili i zranili myśliwi od czasów drugiej wojny światowej? Ile psów i kotów zastrzelili tylko i wyłącznie dla zabawy? Czy pokusił się ktoś o zrobienie takiego zestawienia? Nie znalazłam niczego takiego w necie. Wiem jednak jedno – mieszkam w środku lasu i nie boję się wilków. Boję się myśliwych i ich zbłąkanych kul, często wystrzelonych z broni po spożyciu dużej ilości alkoholu. Boję się mylenia przez myśliwych żubrów, koni i ludzi z dzikami..."