Szukaj na tym blogu

piątek, 16 grudnia 2016

ZAGALOPOWANIE Z KŁUSA ANGLEZOWANEGO


Adeptów sztuki jeździeckiej uczy się, że koniecznie trzeba usiąść w siodło przed zagalopowaniem. Usiąść po to, by wypchnąć zwierzę wewnętrznym biodrem, wciskając mu przy tym pośladki, poprzez siodło, w grzbiet. Przeglądając informacje na ten temat w Internecie przekonałam się, że co do tego prawie wszyscy są zgodni. Piszę prawie, bo pojawił się głos, jednak oburzony niestosownością tej informacji, że gdzieś kogoś uczono zagalopować z pół-siadu. Inne sugerowane sygnały służące zagalopowaniu są zróżnicowane: „Zagalopowanie – przejście z niższego chodu konia do galopu. By zagalopować, jeździec skraca nieco „wewnętrzną” wodzę, „zewnętrzną” łydkę odsuwa trochę do tyłu, po czym następuje ucisk krzyża i łydek i jednocześnie oddanie nieco wodzy”(Wikipedia). Wyciągnięte z blogów i forów dyskusyjnych: „ważna jest pół-parada zewnętrzną wodzą wraz z oboma aktywizującymi łydkami tuż przed zagalopowaniem- uwaga, coś będzie. Przesunąć nogę wewnętrzną do przodu, a zewnętrzną ciut do tyłu. Nie będziecie musieli myśleć o przesuwaniu nóg jeżeli postaracie się usiąść skośnie biodrami w siodle w momencie zagalopowania – czyli wew. biodro do przodu, a zew. do tyłu”. Inni sugerują: „zamknięta wewnętrzna wodza”. Kontr-opinia: „Oczywiście zewnętrzna wodza napięta, wewnętrzna rozluźnia”. Jedni oddają wodze, inni przytrzymują. Jedni zagalopowują od wewnętrznej, inni od zewnętrznej łydki. Odległość jej cofania też jest sporna: na jedną dłoń albo na dwie dłonie. Niektórzy preferują wypychanie wewnętrznej łydki do przodu, inni również ją cofają. A gdy zagalopowanie nie wychodzi to: „U nas w szkółce mamy takiego konia, że do kłusa bez pomocy bata/palcata się nie przejdzie, nie mówiąc już o galopie... Więc radzę Ci wziąć bat czy palcat i spróbować. Może jeden klaps wystarczy?” Jak już napisałam- w jednym wszyscy się zgadzają: „dajemy jednostronny sygnał do zagalopowania wewnętrznym biodrem”.

Nieraz już pisałam, że galop jest ruchem, w którym koń najbardziej boi się utraty równowagi. Dlatego przed zagalopowaniem najważniejsze jest przygotowanie zwierzęcia do tego ruchu. Konieczne jest zrównoważenie podopiecznego, prawidłowe ustawienie jego ciała i rozluźnienie mięśni. Niewielu jeźdźców zwraca na to uwagę. Buszując po internecie nie znalazłam na ten temat najmniejszej wzmianki. „Rozciągnięty”, źle zrównoważony i ustawiony wierzchowiec, zazwyczaj „odwleka” moment zagalopowania i rozpędza się w kłusie. Przy zwiększonym tempie kłusa, jeźdźcy, próbując wysiedzieć w siodle (by „machnąć” biodrem), trzymają się kurczowo siodła. Sztywnym i napiętym ciałem odbijają się wówczas na plecach zwierzęcia, boleśnie mu je obijając. Uniemożliwiają wówczas podopiecznemu zagalopowanie. Podskakujący w siodle, usztywniony pasażer potęguje u wierzchowca usztywnienie i wklęsłe wygięcie jego grzbietu. Ściskające siodło kolana jeźdźca działają jak imadło i wywołują napięcia mięśni konia, blokując w ten sposób ruch jego łopatek. Dochodzi do tego kurczowe trzymanie się jeźdźca za wodze, czyli inaczej mówiąc, podtrzymywanie swojego ciężaru na pysku podopiecznego. Wysiedzenie w siodle z rozluźnionym ciałem podczas kłusa jest nie lada sztuką. A jeszcze większą sztuką jest bezproblemowe działanie pomocami czyli łydkami, wodzami, mięśniami brzucha i całym ciałem podczas kłusa ćwiczebnego. Pomyślcie, czy podczas siedzenia w siodle w czasie kłusa jesteście w stanie zrobić coś więcej niż ściskać konia łydkami, kolanami, ciągnąć za wodze i wciskać w siodło spięte pośladki? Który z tych „sygnałów” ma „podpowiedzieć” zwierzęciu, które mięśnie powinien rozluźnić? Która z tych „pomocy” „prosi” wierzchowca o odciążenie przodu ciała, o zaangażowanie zadnich kończyn, o kroczenie nimi bliżej środka brzucha oraz o wyprężenie grzbietu „w koci”? I na koniec, które z tych „sygnałów” „wskażą” podopiecznemu konieczność prawidłowego ustawienia łopatek i zadu? A to właśnie dzięki prawidłowemu ustawieniu tyłu ciała konia i przodu względem siebie, zwierzę jest w stanie posłusznie wykonać polecenie podążania wyznaczoną trasą.

Niektórzy jeźdźcy, bardziej „wtajemniczeni” w jeździeckie arkana, „radzą” sobie z tym rozpędzaniem się konia przed zagalopowaniem, nadużywając siły. Działają wędzidłem maksymalnie zaciągniętym i „pomocnymi” patentami. Cóż się wówczas zmienia? Jeźdźcy oprócz kurczowego utrzymywania siebie w siodle, muszą jeszcze zaangażować mnóstwo siły w trzymanie przodu konia. Wówczas ów przód opiera cały swój ciężar na wodzach albo koń, uciekając przed bólem zadawanym wędzidłem, „przykleja” brodę do własnej klatki piersiowej. Taki wierzchowiec może się nie rozpędza, za to ma znaczne opory, by w ogóle poruszać się w przód. Jadący w kłusie ćwiczebnym jeździec musi wówczas zaangażować sporo siły, by pchać konia swoim ciałem i utrzymać ruch podopiecznego w kłusie. Siła, jaką musi jeździec włożyć w taką „pracę”, ma swoje źródło w napiętych mięśniach i zablokowanej ruchomości stawów. Gdy „pchające biodra” jeźdźca nie radzą sobie z pchaniem podopiecznego, z pomocom „przychodzą” ostrogi i bat. Przy takim siłowym siedzeniu w siodle, możliwości jeźdźca do przekazywania zwierzęciu „próśb”, które wymieniłam wyżej, również są mocno ograniczone.

Ćwiczenia przygotowujące do pracy w galopie, jakie opisałam w trzech najświeższych postach, mają pomóc jeźdźcom nauczyć się pracować pomocami tak, by móc przekazywać podopiecznemu jak najwięcej informacji. (1, 2, 3) Dlatego sugeruję wykonanie tych ćwiczeń głównie w pozycji pół-siadu i na stojąco. Podczas pracy w tych dwóch pozycjach w siodle, jeździec nie ma możliwości pracy biodrami. Pracy wypychającej i przepychającej wierzchowca. Natomiast bez problemu można pracować mięśniami brzucha, ciężarem w strzemionach i zapartą postawą, nad zwalnianiem i regulowaniem tempa wierzchowca. Brak możliwości pchania zwierzęcia biodrami wymusza też konieczność używania łydek do przekazywania „poleceń”: idź do przodu, zaangażuj do pracy tylne nogi, przesuń się, nie odsuwaj się, utrzymaj równy rytm. Tak nabyte umiejętności „rozmawiania” z koniem można potem przełożyć na pracę w kłusie anglezowanym. Podczas anglezowania dużo łatwiej też pozbyć się problemów z napięciem ciała i brakiem możliwości przekazywania zwierzęciu informacji, niż w kłusie ćwiczebnym. Dlatego namawiam do nauki zagalopowania z kłusa anglezowanego.

Tak, to jest możliwe. Zwierzęciu jako sygnał do zagalopowania nie jest potrzebne pchnięcie go. Koń potrzebuje przygotowania i czegoś w rodzaju hasła – impulsu. Wierzchowiec zawsze wyczuwa, kiedy jeździec będzie wymagał od niego zmiany chodu z kłusa na galopu. Koń z prawidłowo ustawionym ciałem, „poproszony” o skupienie, o wyraźniejsze zaangażowanie zadu i „uprzedzony” o nadchodzącej „prośbie” o zmianę chodu, zareaguje na puknięcie łydką. To puknięcie to właśnie to hasło – impuls: „galop – hop”. Jeżeli zwierzę opóźnia moment zagalopowania, nie reaguje na sygnały to dlatego, że nie jest przygotowany, że coś nie pozwala mu swobodnie i bez problemów przejść w galop.

„Opanowanie” przez jeźdźca opisanych ćwiczeń pozwoli na przygotowanie podopiecznego do galopu. Wasze łydki będą mogły „namawiać” koński „zad” do większej „wydajności” bez obawy, że koń się rozpędzi w kłusie. Będą mogły „przypilnować” zadnie nogi konia, by „szły” tym samym torem co przednie. Będą mogły „uniemożliwić” podopiecznemu próbę samowolnej zmiany toru. Te ćwiczenia nauczą was „prosić” konia o zagalopowanie impulsem od łydki, bez konieczności siadania w siodło przed zagalopowaniem.

Jeżeli manewr zagalopowania chcemy wykonać na łuku, to ustawienie konia, plus pukająca wewnętrzna łydka „pasażera”, są oczywistą sugestią, na którą nogę „podopieczny” ma zagalopować. Kiedyś pisałam już, że zewnętrzne pomoce jeźdźca są tymi prowadzącymi konia, określającymi zwierzęciu kierunek jazdy. Gdybyśmy jechali na dwóch koniach równocześnie, to z zewnętrznym „rozmawiamy” o tym w którą stronę i jaką ścieżką jedziemy. Wewnętrznego „prosimy”, by „trzymał się” bardzo blisko kolegi, rozluźnił się i owinął wokół wewnętrznej łydki. Oba muszą podążać przytulone do siebie, sugerując się ustawieniem sąsiada i nie ustępując kroku jeden drugiemu. Przy zmianie kierunku role koni się zmieniają. Ten, który dotychczas był wewnętrznym, staje się zewnętrznym i przejmuje rolę przewodnika. Gdy „prowadzimy” konia na wprost i chcemy określić, na którą nogę powinien zagalopować, wyraźnie „określamy” mu, która jego strona jest tą prowadzącą-umownie zewnętrzną. Jeżeli zamierzacie „poprosić” wierzchowca o zagalopowanie np. na prawą nogę, pomoce prowadzące powinny „działać” z jego lewej strony, a łydka „dopowiadająca”: „galop!”, z prawej. Anglezowanie na „właściwa nogę” w zależności od tego, która część konia (lewą czy prawą) określicie jako zewnętrzną, będzie bardzo pomocną „wskazówką” dla was samych przy wysyłaniu „poleceń” przed zagalopowaniem.

Ja nie twierdzę, że nie można usiąść w siodło przed zagalopowaniem. Twierdzę za to, że nie należy pomagać sobie biodrami, prosząc konia o galop- więc można to zrobić anglezując. Ktoś może powiedzieć, że pchnięcie biodrem też może być hasłem – impulsem. Raczej nie, bo to ciągle jest pchnięcie, „uruchamianie galopu”, a nie „prośbą” o „uruchomienie”. Poza tym, machnięcie biodrem zaburza stabilność ciała w siodle. Każda próba popchnięcia czy wypchnięcia konia jest siłowa i wymusza napięcia mięśni i stawów ciała jeźdźca. Twierdzę też, że proces zagalopowania wierzchowca na „prośbę” jeźdźca, to dłuższa „rozmowa” na temat przygotowania ciała zwierzęcia do tego wysiłku. Na pewno „namawianie” podopiecznego do zagalopowania, to nie są mechaniczne ruchy wodzami, nogami i ciałem przypominające przestawianie jakiejś „wajchy”. Ruchy pomocami, które cytuję na początku, są jak „przepis na zagalopowanie”. Przepis powielany w szkółkach jeździeckich i w internecie ale nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego należy właśnie tak, a nie inaczej coś ustawić czy przestawić.

Powiązane posty:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl