Szukaj na tym blogu

piątek, 17 lutego 2017

SKUPIENIE KONIA


Przygotowując się do napisania tego postu zajrzałam oczywiście do internetu. Chciałam poczytać, co mają do powiedzenia jeźdźcy i fachowcy na temat procesu skupiania konia. W większości wypowiedzi zwracano uwagę na konieczność wykonywania przez zwierzę dużej ilości przejść z jednego chodu w drugi. Przejścia te i zmiany tempa w danym chodzie wskazywane są, jako najlepszy sposób na skupienie wierzchowca. Te przejścia traktowane są jak: „remedium na wiele problemów” (jak gdzieś przeczytałam). W tym samym tekście było też zdanie: „sposobów na utrzymanie bądź odzyskanie koncentracji swojego wierzchowca jest naprawdę wiele – jedynym ograniczeniem jest właściwie wyobraźnia jeźdźca”. Nie znalazłam tam jednak najmniejszej wskazówki, co może podpowiedzieć wyobraźnia człowieka. A byłoby to na pewno dużo ciekawsze niż opisanie ogólnie przyjętych sposobów na skupienie zwierzęcia.

Temat jest dużo bardziej złożony niż mogłoby się wydawać i rozpisanie w punktach sposobów na odzyskanie i utrzymanie koncentracji podopiecznego, jest spłycaniem problemu. Przede wszystkim źle rozumiane jest pojęcie skupienia konia. Skupienia o jakim należy myśleć i nad jakim należy pracować podczas wspólnej pracy ze zwierzęciem. Jak brak skupienia u wierzchowca widzi przeciętny jeździec? Zwierzę nie jest skupione, gdy nie wykonuje poleceń, kiedy się buntuje, gdy interesuje go wszystko tylko nie człowiek na jego grzbiecie i kiedy coś wzbudza jego niepokój. I tu przeciętny jeździec się myli. Takie zwierzę jest bardzo skupione. Wierzchowiec tylko w dwóch przypadkach nie wykonuje poleceń. Wówczas, gdy ich nie rozumie albo, gdy nie jest w stanie fizycznie ich wykonać. Nie wykonując zadania albo buntując się, koń skupia się na tym, by przekazać swojemu pasażerowi informację, że właśnie czegoś nie zrozumiał albo, że brak równowagi, przeciążony przód ciała, źle ustawione ciało albo napięte mięśnie i sztywne stawy, nie pozwalają odpowiedzieć na polecenie. Często bunt konia jest „krzykiem” do pasażera na plecach. Zwierzę „krzyczy”, ponieważ w wykonaniu zdania przeszkadza mu naraz wszystko to co wymieniłam. Uwierzcie, że taki wierzchowiec musi bardzo się skupić, by spróbować jakoś dotrzeć do swojego opiekuna. Opiekuna, który zazwyczaj nie skupia się i w ogóle nie zamierza się skupić na przyczynach braku porozumienia ze zwierzęciem. Utwierdzony w przekonaniu, że przejścia tudzież inne zbawcze metody załatwią wszystko. Taki jeździec „taśmowo” każe swojemu podopiecznemu zmieniać chody. Natomiast oznaki buntu i nieposłuszeństwa niweluje użyciem siły i licznych patentów. Muszę przyznać, że efektem takiego działania jest zmiana nastawienia konia i zaczyna on szybciej reagować na rozkazy. Skupienie na pracy i opiekunie nie ma tu jednak nic do rzeczy. A o takie skupienie przecież jeźdźcom chodzi. To posłuszeństwo zwierzęcia to efekt jego rezygnacji z prób porozumienia się z opiekunem i efekt „złamania” jego ducha. Jest to efekt wytresowania i wymuszenia przez człowieka, by zwierzę automatycznie reagowało na zadawany ból i mimo bólu. Taki koń też jest skupiony. Jednak nie jest skupiony na „rozmowie” z opiekunem, nie na konieczności porozumienia i rozumienia, tylko na swoim bólu i nieszczęściu. Takie zwierzę przechodzi z chodu w inny chód uwieszone na wodach albo zadzierające głowę. Przechodzi sztywne, bez energii, zbaczając z trasy i kombinując, jak zminimalizować ból i dyskomfort związany z noszeniem człowieka na grzbiecie. Taki koń jest skupiony na swoim nieszczęściu.

Kiedy można powiedzieć, że wierzchowiec jest skupiony na pracy i jeźdźcu? Koń skupiony słucha, co mamy mu do przekazania- ale musi też być słuchany. Musi rozumieć nasze sygnały i prośby- ale musi być też zrozumiany. Koń skupiony myśli, analizuje i rozmawia z jeźdźcem, przez co jest trudniejszym partnerem. Trudniejszym niż zwierzę wykonujące polecenia automatycznie i skupione na radzeniu sobie z bólem i fizycznymi niedogodnościami. Koń skupiony na pracy i jeźdźcu nie może czuć bólu. Musi mieć rozluźnione mięśnie i elastyczne stawy. Koń skupiony musi mieć prawidłową postawę ciała i prawidłowo rozłożony ciężar. Musi utrzymywać równy rytm i tempo marszu. Musi mieć wyraźnie zaangażowane zadnie nogi do pracy i do bycia siłą napędową. W związku z tym, pracą nad skupieniem konia jest praca nad wszystkim tym, co przed chwilą wymieniłam.

Podczas przejść z chodu w inny chód i podczas zmian tempa w ramach jednego chodu, istnieją większe szanse na to, że koń utraci rozluźnienie i prawidłowe ustawienie. Podczas przejść trudniej jest utrzymać zwierzęciu rytm i zaangażowanie zadu do pracy, niż przy jednostajnym chodzie. Przejścia wymuszają na partnerach zintensyfikowanie rozmowy i większe zaangażowanie we wzajemne zrozumienie. Dlatego właśnie podczas przejść, zwierzę bardziej się skupia na jeźdźcu. Sama napisałam dawno temu, że ćwiczenie polegające na powtarzaniu przejść po określonej liczbie kroków w danym chodzie, pomaga skupić podopiecznego. Nie polega to jednak na tym, że na przykład po dziesięciu krokach w kłusie jeździec zaciąga wodze i koń ma natychmiast przejść do stępa i już. Nie- po dziesięciu krokach jeździec zaczyna prosić podopiecznego o przejście na zasadzie: „uwaga, proszę żebyś za chwilę przeszedł do np. stępa”. I zanim koń wykona polecenie jeździec określa warunki na jakich ma się ono odbyć, by było bliskie ideału. Jeździec prosząc o stęp egzekwuje równocześnie prawidłowe ustawienie i rozluźnienie ciała. Określa rytm i tempo, w jakim ma się poruszać podopieczny w każdym z chodów biorących udział w przejściu. U młodego, uczącego się wierzchowca proces przechodzenia do nowego chodu może trwać przez kilka, a nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt zrobionych przez niego kroków. Powtarzanie automatycznych i byle jakich przejść usztywnia mięśnie i stawy konia i skupia jego uwagę na tych nieprzyjemnych procesach zachodzących w jego ciele.

Oczywiście istnieją konkretne sygnały namawiające konia do skupienia uwagi na pracy. Jeździec musi jednak wiedzieć, jaka jest przyczyna braku skupienia podopiecznego na pracy. Sygnał: „skup się” nie jest rodzajem przycisku, który człowiek włącza i pstryk – wierzchowiec jest już skupiony. Taki sygnał jest wstępem do niwelowania przyczyn odwracających uwagę zwierzęcia od porozumienia z pasażerem.

Takim sygnałem jest pół-parada. Sygnał zwany pół-pardą jest ściśle związany z aktywnym dosiadem. Czyli: „Siedząc głęboko w siodle i stojąc pewnie, w równowadze w strzemionach, człowiek rozciąga mięśnie brzucha i pleców, a przede wszystkim zapiera się ciałem, by „namówić” podopiecznego do dostosowania się do wyznaczonego przez nas tempa danego ruchu. Jeździec, przy takim dosiadzie, „oddaje” ręce wraz z wodzami „do dyspozycji” podopiecznemu”. I teraz pół-parada to takie krótkie i powtarzane w razie konieczności, zwiększanie intensywności tego dosiadu – jeździec zwiększa ciężar w strzemionach, wyraźniej zapiera się ciałem, mocniej rozciąga mięśnie brzucha i pleców. Cały proces dzieje się wewnątrz człowieka. Pół- parada nie powinna być widoczna. Nie powinny na pewno zaokrąglać się plecy jeźdźca. Pół-paradzie nie powinno towarzyszyć odchylanie torsu i wciskanie napiętych pośladków w siodło. Pół-paradzie nie powinny towarzyszyć podskakiwanie i podrygiwania jeźdźca w siodle. Sygnał pół-parady można porównać do przepływu energii. Jej źródło znajduje się w wewnętrznych mięśniach brzucha. Wypuszczona powinna rozejść się jak dwie błyskawice. Jedna w górę, druga w dół. W sygnale pół-parady mogą brać udział wodze. Jeździec może pracować lekkimi i powtarzanymi pociągnięciami za wodze, pociągnięciami przypominającymi swym działaniem klepnięcie wędzidłem w pierś konia. Gdyby oczywiście wędzidło przylegało do tej piersi. Jednak te sygnały wodzami nie zawsze są konieczne. Po takim sygnale, po pół-paradzie powinny „popłynąć” informacje od jeźdźca do konia „proszące” podopiecznego np. o wyrównanie tempa i rytmu, o rozluźnienie szyi, o wyraźniejsze zaangażowanie tylnych nóg do pracy itp.

Jeździec chcąc utrzymać skupienie konia na sobie i pracy, powinien zwracać baczną uwagę na swoje ciało. Na jego postawę i aktywację mięśni. Regularne mobilizowanie mięśni do pracy, rozluźnianie tych, które uległy napięciu, poprawianie dosiadu i poprawianie pojawiających się w postawie błędów, jest sygnałem dla konia mobilizującym skupianie się na opiekunie. Dla osób zaczynających naukę jazdy konnej, praca nad dosiadem powinna być głównym sygnałem namawiającym konia do skupienia się. Bardzo przydatne są też krótkie i powtarzane „klepnięcia wędzidłem” w pierś zwierzęcia. Mięśnie brzucha początkującego jeźdźca są słabe, a nauczenie adepta, jak się nimi posługiwać jest bardzo trudne oraz praco- i czasochłonne.

Taka pół-parada jest sygnałem pomagającym „namówić” wierzchowca do skupienia się na pracy, ale jest też sygnałem pomocnym przy „rozmowie” na skupionym już zwierzęciu. Pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”. Jest „prośbą” skierowaną do konia: „skoncentruj się, bądź czujny, przygotuj się psychicznie i fizycznie na nowe polecenie. Myślenie, mięśnie i stawy miej w pogotowiu.” 
CDN


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl