Szukaj na tym blogu

środa, 18 kwietnia 2018

KRĘGOSŁUP KONIA A JEGO POSTAWA


Wstawiłam niedawno na fb i google+ filmik z YouTube, gdzie bardzo przystępnie wytłumaczono, jak musi pracować koński kręgosłup podczas niesienia jeźdźca. Teoretycznie wszyscy jeźdźcy wiedzą, że wierzchowiec powinien prężyć kręgosłup i wyginać grzbiet w tzw „koci”. Nie wszyscy jednak wiedzą dlaczego. Zachęcam do obejrzenia filmiku, ale ze swojej strony postaram się to zagadnienie naświetlić w tym poście. Wyobraźcie sobie, że koński kręgosłup jest jak grzebień – ma mnóstwo „ząbków” sterczących w górę. W naturze - bez obciążenia kręgosłupa z owym grzebieniem nic się niezwykłego nie dzieje. 
 


Kiedy koń zaczyna służyć człowiekowi, jego kręgosłup narażony jest na obciążenia, do których natura wcale go nie przygotowała. Natura niestety nie przewidziała pasażera na końskim grzbiecie. Dlatego na jakiekolwiek obciążenie: duże, małe, lekkie, ciężkie(to nie ma znaczenia)- kręgosłup konia reaguje odruchowo i zapada się. Powtarzam- dzieje się tak, bo jest to odruch. Sam fakt, że kręgosłup konia zrobił się wklęsły to już bardzo zły objaw, ale tragedią jest to, że większość tych zwierząt w takiej postawie pracuje. Bez prowadzenia wierzchowca w sposób, który będzie go uczył prężyć grzbiet i to uczył od samego początku jego pracy pod siodłem, spirala krzywd, bólu i dyskomfortu zwierzęcia zostanie rozkręcona.

Co się takiego złego dzieje przy wklęsłym kręgosłupie wierzchowca? Już sam fakt, że zostaje on nienaturalnie przegięty, przysparza zwierzęciu bólu i wywołuje sztywność mięśni, pleców i zadu. Najgorsze jest jednak to, że „ząbki” w wygiętym w dół „grzebieniu” zaczynają się do siebie niebezpiecznie zbliżać. W wielu przypadkach owe „ząbki” stykają się ze sobą i ocierają o siebie. Te tarcie koń odczuwa jako spory ból. Wyobrażenie tego jak kość trze o kość kojarzy mi się z dźwiękiem, jaki czasami wydaje twarda kreda sunąca po tablicy albo nóż po talerzu – ciarki przez plecy przechodzą. A spróbujcie też sobie wyobrazić ból, jaki może przynieść taki „suchy” zgrzyt. Muszę was tu zmartwić – nie ma możliwości żeby koń sam wpadł na pomysł, że jak wypręży grzbiet to ból zniknie.


Co świadczy o wklęśniętym kręgosłupie u konia? Oczywiście, przede wszystkim zadarta szyja i głowa zwierzęcia. Jest to symptomy oczywisty, bo widoczny. Natomiast niewprawnym oczom ludzkim ciężko zauważyć, że są inne symptomy – takie jak zła postawa całego ciała zwierzęcia. Ta zła postawa wpisuje się w trapez o dłuższej dolnej podstawie.


Co w tym złego? Koń w naturze, biegający bez wklęśniętego grzbietu, ma postawę dającą się wpisać w kwadrat albo prostokąt – zależy od budowy konia. Kiedy pod wpływem obciążenia grzbiet zwierzęcia się zapada, „rozjeżdżają się” równocześnie jego kończyny- i w przód i w tył.

To niestety nie koniec, bo gdy zwierzę zaczyna mieć przeciążony przód w wyniku złej pracy jeźdźca, to postawę ciała konia można wpisać w romb. Uwierzcie mi, wszystkie konie uginające grzbiet pod ciężarem, prędzej czy później zaczynają pracować z przeciążonym przodem.


Ponieważ jeźdźcy nie widzą owego „rombu”, skupiają się na tym, by ściągnąć głowę i szyję konia w dół, ulegając zasłyszanym stereotypom mówiącym, że dzięki opuszczonej szyi koń rozciąga i pręży grzbiet. Niestety takie stereotypy rozpowszechniają nawet niektórzy lekarze weterynarii i po stwierdzeniu u pacjenta dolegliwości kissing spine, zalecają pracę konia z głową na dole. Zalecenie natomiast powinno brzmieć: koń musi pracować z podstawionym zadem i wyprężonym grzbietem! To dzięki prężeniu grzbietu koń opuszcza głowę i szyję. Ściągając szyję i głowę konia w dół na siłę, pozbawiacie się możliwości oceniania postawy ciała konia. Pozbawiacie się jedynego zauważalnego przez was symptomu wskazującego na wklęśnięty koński grzbiet. To właśnie samodzielne opuszczanie i układ końskiej szyi mówi jeźdźcowi, co się dzieje w temacie prężenia grzbietu waszego podopiecznego.

Pod wpływem perswazji jeźdźca, koń może opuścić głowę i szyję przy niezmienionej (wpisanej w romb) postawie. Ta perswazja człowieka doprowadza do „złamania szyi”konia, przeganaszowania,


do uwieszenia się na wodzach albo wyszarpywania ich przez zwierzę, ewentualnie do bezwładnego zwieszenia szyi.


To bezwładne zwieszenie dla wielu jeźdźców jest pożądanym „niskim ustawieniem”. Pożądanym do rozciągania i wzmacniania mięśni grzbietu podopiecznego. Niestety, zwieszona szyja i głowa podczas pracy i niesienia ciężaru niczego u podopiecznego nie wzmacnia i nie naciąga. Nie wierzycie? Sami opuśćcie swoją głowę bezwładnie. Czy czujecie by taki układ głowy i szyi wpływał na mięśnie waszych pleców? Naciągał mięśnie? Zaokrąglał plecy? U konia taka zwieszona szyja wraz z głową też nie wpływa na plecy. Mało tego, utrzymanie szyi i głowy przez dłuższy czas w takim układzie powoduje dyskomfort i wywołuje ból mięśni szyi.

Koń, który opuszcza głowę i szyję w efekcie prężenia grzbietu, bez oporu i buntu utrzyma i ustawi je w pozycji o jaką poprosi jeździec. Koń, który ustawia szyję w efekcie prężenia grzbietu, nie będzie wieszał się na wodzach, nie będzie ich wyrywał ani szarpał za nie. Koń, który został zmuszony do opuszczenia głowy i szyi albo namówiony do jej zwieszenia, będzie walczył z każdym sygnałem opiekuna namawiającym do zmiany pozycji szyi albo jakiegokolwiek jej ruchu. Zwieszonej bezwładnie szyi koń nie pozwoli podnieść, a gdy podniesie, oprze ciężar głowy i szyi na wodzach.

Praca nad namówieniem konia do prężenia grzbietu, to praca nad zmianą postawy konia. Prawidłowa postawa konia musi dać się wpisać w trapez ale taki z krótszą podstawą na dole. Tylko przy takim trapezie wierzchowiec będzie prężył kręgosłup. Czyli zadaniem jeźdźca jest namówienie podopiecznego do tego, by podczas pracy jego kończyny „zjechały się” do siebie pod brzuchem zwierzęcia.


Patrząc na romb, w jaki wpisane są końskie ciała, od razu przychodzi na myśl co należałoby zrobić, by uzyskać pożądany trapez – „przytrzymać” górę rombu i podgonić dół.

Zobacz: 
Jak zrównać rozjeżdżające się nadwozie i podwozie


Niby to wydaje się oczywiste, ale nie jest takim oczywistym jak należy to zrobić. Panuje powszechna opinia wśród jeźdźców, że pchając konia dosiadem zmusi się go do podstawienia zadu. Że zmusi się go do zaangażowania zadnich kończyn do pracy pod brzuchem – bliżej jego środka. Nie wiem jak można myśleć i wierzyć, że uciskając i pchając wklęśnięte już plecy konia, namówi się go do podstawienia zadnich kończyn pod kłodę. Pchając górną krawędź rombu, jeździec pogłębia problem z brakiem równowagi konia, przeciążeniem przodu i przegięciem pleców.

Jeśli chodzi o sposób na „przytrzymanie” górnej – „opadającej” krawędzi rombu, to popularne są w jeździectwie dwie „szkoły”. Pierwsza, o której już wspomniałam, to praca konia w niskim ustawieniu zakładająca, że wierzchowiec dzięki spuszczonej szyi rozciągnie mięśnie grzbietu i to sprawi, że sam z siebie odciąży przeciążony przód. Drugi sposób wiąże się z nieuzasadnioną wiarą jeźdźców, iż zdołają przytrzymać górną – opadającą krawędź rombu, ciągnąc za wodze.

Otóż wodze w ogóle nie są bezpośrednio potrzebne do pracy nad budowaniem właściwego trapezu i do namówienia konia do prężenia grzbietu. Z górną opadającą krawędzią rombu powinno pracować ciało jeźdźca. Po pierwsze, ciało człowieka powinno pracować poprzez rozmowę o rytmie i tempie chodów. Pracując dosiadem,jeździec musi prosić konia o utrzymanie równego rytmu i tempa, przy i bez względu na intensywnie działających łydkach. Ponieważ wierzchowce błędnie rozumieją pracujące łydki jeźdźca jako sygnał mówiący: „jedź szybciej”, to dosiad musi regulować rytm i tempo podopiecznego, głównie poprzez prośbę o ich zwolnienie. Po drugie, jeździec musi poprzez rozluźnienie swoich stawów biodrowych oraz mięśni ud i pośladków „zrobić miejsce” dla unoszącego się w górę grzbietu konia. Nie chodzi absolutnie o to, by jeździec rozszerzał nogi czy ”wisiał” nad siodłem. Zadanie to ma przypominać raczej rozluźnienie zbyt mocnego uścisku. Jakby wpuszczenie odrobiny powietrza między wasze ciała, bez rezygnacji z tego uścisku.

Podczas marszu wierzchowca, przy tej pracy dosiadem, zadaniem łydek jeźdźca jest namówienie zadnich kończyn podopiecznego do wyraźnego wkroczenia pod kłodę. To wkroczenie tylnych nóg konia przy równym tempie i rytmie marszu- z ciała wpisanego w romb stworzy ciało wpisane w trapez o krótszej podstawie na dole.


Wszystko to razem wzięte – wspólna praca dosiadu i łydek, oraz świadomość celu do jakiego ta praca dąży, wymusi na koniu wyprężenie grzbietu a tym samym kręgosłupa. Ząbki grzebienia w bardzo bezpieczny dla siebie sposób oddalą się wówczas wyraźnie od siebie.

Koń jednak jest w stanie wpisać swoje ciało w trapez o krótszej dolnej podstawie tylko pod pewnymi warunkami. Pierwszy warunek to rozluźnione mięśnie i stawy jego ciała. Drugi to prosta postawa tego ciała. Większość z koni pracuje ze sztywną i wciśniętą miedzy łopatki szyją- a śmiem twierdzić, że tam sztywność całego końskiego ciała się kumuluje. Większość jeźdźców przyczynia się do tej sztywności, nie potrafiąc w ogóle pracować prawidłowo wodzami, łydkami i ciałem. Pracować właśnie nad namawianiem do rozluźnienia. Większość też koni pracuje z powykrzywianymi ciałami. Zad i przód maszerują zazwyczaj dwoma torami zamiast jednym.


2 komentarze:

  1. Bardzo chętnie (może być na priv) zobaczyłabym jak w praktyce na 'żywym' modelu wygląda przechodzenie od postawy rombu do trapezu. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę problemu. To na kiedy umawiamy się na trening? Poprowadzę go tak, że poczujesz jak Twój koń zmienia postawę. Czekam na info na priv. Również pozdrawiam.

      Usuń

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl