Szukaj na tym blogu

środa, 26 marca 2014

PUKANIE DO DRZWI


06 marzec 2014
Jeśli wyobrażam sobie wszystkie Twoje nauki o "obejmowaniu konia łydkami", "pukaniu", "jeździe pomiędzy dwoma jeźdźcami", "obejmowaniu beczułki", "zasadzaniu się w strzemionach" to przepraszam, ale muszę napisać, że kojarzy mi się to z pukaniem do drzwi przyjaciela. Stoję za tymi drzwiami i niecierpliwię się, bo bywa, że czasami nie otwiera. A kiedy otwiera to mówi "param!", a w mojej głowie rodzi się myśl, że to było takie proste!... Nabiera wówczas wyrazu moja obecność na koniu. Chodzi o to, że zaczynam myśleć więcej o swojej obecności w siodle, zadaję sobie pytanie: co to znaczy, że tutaj jestem? Nie jest ważne, jaki mam plan na to wszystko, jakie mam wyobrażenie swojego jeździectwa. Nie jest ważne to, czego ja chcę, ale to, czego chcemy razem . My, jako zespół, koń i jeździec.
Ada



26 marzec 2014
„…kojarzy mi się to z pukaniem do drzwi przyjaciela. Stoję za tymi drzwiami i niecierpliwię się, bo bywa, że czasami nie otwiera. A kiedy otwiera to mówi "param!..."
Dokładnie tak!!! Jakbyś wyjęła to z moich ust, tak opowiadam (kiedy kogoś trenuję), jak łydki mają działać. To, co napisałaś jest, jak wyciągnięte z mojej wyobraźni :-) Bardzo mnie ucieszyłaś. Twoja wyobraźnia zaczyna działać "na pełnych obrotach". Gdy koń nie odpowiada na nasze prośby dawane łydką, albo wykonuje zadanie z wielkim oporem to znaczy, że "drzwi między nami są ciągle zamknięte". Niektórzy jeźdźcy są bardzo niecierpliwi i natarczywi i gdy zwierzę „zamyka drzwi”, próbują "się włamać" używając siły i wbijają w żebra konia własną piętę uzbrojoną nieraz w ostrogę. Przy takiej próbie „rozmowy” wierzchowiec będzie coraz mocniej się bronił i „napierał całą swoją siłą na drzwi z drugiej strony”, co spowoduje u niego zaciskanie mięśni, stawów, wykrzywianie ciała, a w konsekwencji kontuzje. Bywa, że podczas jednego treningu zwierzę, które zazwyczaj rozmawia z nami przez „otwarte drzwi”, czyli z rozluźnionymi mięśniami i chętne do wykonania polecenia, co jakiś czas zamyka się przed nami. Robi to z różnych powodów. Czasami dlatego, że nas nie rozumie, czasami dlatego, że zadanie wydaje mu się być zbyt trudne do wykonania, czasami dlatego, że zmuszamy go siłą do wykonania polecenia, a czasami być może ze zmęczenia, albo lenistwa. 


Sporo pisałam o pukających i masujących bok konia naszych łydkach (zob. MASAŻ, BOKSOWANIE, CZY MASOWANIE?, ŁYDKI I JESZCZE RAZ ŁYDKI, PRACUJ ŁYDKAMI) Ich rolą, przy zamkniętych drzwiach, jest zachęcenie podopiecznego, by ponownie je otworzył, zanim wydamy powtórnie polecenie. Spróbujcie wtedy jednak wytłumaczyć dokładniej zwierzęciu, na czym ma polegać zadanie, które chcemy wyegzekwować (zob. USTAWIENIE CIAŁA KONIA DO WYKONANIA ZAKRĘTU, DRĄŻKI) Powtarzanie prośby w niezmienionej formie sprowokuje zwierzę do ponownego „zamknięcia drzwi”-czyli zaciśnięcie i usztywnienia mięśni brzucha. Nasze delikatnie pukające łydki we współpracy z sygnałami skupiającymi (zob. DLACZEGO KOŃ NIE SŁUCHA SYGNAŁÓW) i rozluźniającymi (zob. KOŃ MIĘKKI W SZYI) konia, przy „otwartych drzwiach”, powinny też przypominać pupilowi: „nie zamykaj ich, bo ciągle jeszcze rozmawiamy”. 

Pomagam znajomemu dogadać się ze swoją klaczą, która ma na stałe zaryglowane drzwi i dotknięcie ich nawet delikatną, płaską dłonią wywołuje u niej paniczną agresję. Nie wiem czy zwierzę kiedykolwiek się otworzyło, bo wygląda na to, że wcześniej energicznie idącą do przodu klacz, ograniczano od przodu czarną wodzą, a gdy w geście obronnym przestała iść do przodu, dobijano się do niej za pomocą ostróg. Ale być może kiedyś otworzyła przed kimś drzwi i poczuła wówczas tylko i wyłącznie ból. Nie wiem jaka była przyczyna, wiem tylko, że teraz mamy trudne zadanie do wykonania, zanim jeździec będzie mógł do jej drzwi zapukać. Najpierw musimy przekonać zwierzę, że nasz dotyk nie zrobi mu krzywdy. Podczas jazdy znajomy zaczyna delikatnie dotykać łydkami boków konia (nie puka, nie ciśnie, nie masuje), sygnalizując wcześniej, by nie próbowała się rozpędzać i uciekać przed nim. Na razie jest to tylko prośba: „spróbuj przestać się tego dotyku bać”. Czasami idę obok nich i dotykam ręką klacz po bokach jej kłody, próbując równocześnie głosem uspokoić zwierzę, wodzami rozluźnić momentalnie spinająca się nerwowo szyję i razem z jeźdźcem nie dopuszczamy do zmiany tempa chodu konia na szybszy.
Olga


wtorek, 18 marca 2014

WYSZARPYWANIE WODZY


Konie, które kojarzą wędzidło, wodze i ręce jeźdźca z bólem pyska i szyi, prędzej czy później będą szukały sposobu, żeby z tym wszystkim walczyć. Jednym z nich jest wyszarpywanie „narzędzi zbrodni” z rąk jeźdźca. Szarpnięcia zwierzęcia są zazwyczaj tak mocne, że człowiek ma zbyt mało siły, by je zablokować. Człowiek sięga zazwyczaj w takiej sytuacji po jakieś dodatkowe narzędzia perswazji, przy pomocy których, ma nadzieję oduczyć konia złych manier. Zazwyczaj jest to czarna wodza, która teoretycznie powinna pomóc w takiej sytuacji. Wyszarpywanie wodzy jest swego rodzaju chorobą i zaaplikowanie czarnej wodzy, jako antybiotyku może przynieść właściwy efekt, ale tylko wówczas, gdy zostanie podany przez specjalistę, we właściwej dawce, przez określony czas (zob. SPRZĘT DODATKOWY). Przedawkowanie spowoduje u zwierzęcia kontuzje, ucieczkę od wędzidła albo szukanie innych sposobów walki. Niektórzy jeźdźcy próbują dogadać się z szarpiącym koniem puszczając całkowicie wodze. Z pewnością koń nie czując bólu zadawanego wędzidłem, poczuje się dużo bardziej szczęśliwy, ale takie działanie nie nauczy wierzchowca nie bać się go i je akceptować. Pozostawiony sam sobie koń będzie nerwowo przeżuwał wędzidło w nadziei, że uda mu się w końcu wyrzucić je z pyska. 

Mam nowego znajomego, który jest właścicielem bardzo sympatycznej klaczy z takim właśnie problemem. Szukając sposobu, by ulżyć końskiemu pyskowi, zakłada do jazdy bez wędzidłowe hackamore. „To rodzaj końskiego kiełzna, mylony z rodzajem wędzidła. Jest ono przeznaczone dla koni, które nie tolerują wędzidła lub koni z problemami zębowymi. Zakłada się je na nos konia i za pomocą dźwigni wywiera nacisk na to miejsce. Im dłuższa dźwignia, tym hackamore mocniejsze i należy uważać, gdyż przy mocnym szarpnięciu można złamać koniowi kość nosową. Najczęściej używane do skoków i westernu”-Wikipedia. Jego podopieczna jest koniem z rodzaju: „rozpędzam się i zasuwam bez ograniczeń”. Hackamore miało dać znajomemu poczucie panowania nad tempem konia. Zdając sobie jednak sprawę, że takim kiełznem można zrobić zwierzęciu krzywdę, jeździ nie przekraczając swoich jeździeckich umiejętności, by nie musieć używać siły przy pracy wodzami. Uczy też siebie i swoją klacz nowego sposobu współpracy i porozumienia, opartego na „mowie ciała”. Uczy się prowadzić podopieczną przy pomocy dosiadu (zob. GŁĘBOKIE SIEDZENIE W SIODLE, ANGLEZOWANIE, BIODRA JEŹDŹCA, WODZE Z WYOBRAŹNI), ciężaru swojego ciała (zob. CIĘŻAR JEŹDŹCA W STRZEMIONACH, JAKO POMOC W PRACY Z KONIEM, CIĘŻKA OPONA) pracy łydkami (zob. ŁYDKI I JESZCZE RAZ ŁYDKI, PRACUJ ŁYDKAMI, UCZUCIE STEROWANIA ZADEM)  i mięśniami brzucha (zob. POŁYKANIE JABŁKA) Daje to szansę powrotu do pracy z wędzidłem, które moim zdaniem pozwala na wprowadzenie większej ilości „słów-sygnałów” niż hackamore. Ono uniemożliwia bowiem przekazywanie prośby koniowi otwartą wodzą. A takie działanie nią jest potrzebne, by nauczyć zwierzę rozluźniania szyi, zginania jej bez stawiania oporu i by nauczyć konia prawidłowej reakcji na wewnętrzna łydkę. Poza tym zastosowanie hackamore u tej klaczy nie przyniosło oczekiwanego efektu i mimo braku wędzidła w pysku nadal rzuca ona głową i wyszarpuje wodze. 

Żeby koń zaakceptował wędzidło, człowiek musi przede wszystkim nauczyć się trzymać wodze tak, żeby utrzymać równy, delikatny i stały nacisk wędzidła na dolna szczękę zwierzęcia. Jakikolwiek ruch głową wierzchowiec wykona, ręce jeźdźca muszą za nią podążać tak, by ten nacisk utrzymać (zob. SPRĘŻYNA, ROZMOWA TELEFONICZNA) Zasada ta musi obowiązywać również podczas dawania wodzami sygnałów. Po szarpnięciu wodzami, po ich pociągnięciu nie można pozwolić, by wodze zrobiły się zbyt luźne. „Wracające” po daniu sygnału nasze ręce muszą utrzymać wędzidło „ułożone” na końskim języku w sposób poprzedzający sygnał. Spróbujcie sobie wyobrazić swoje ręce tak długie, że wodze stałyby się niepotrzebne, bo możecie chwycić kółka wędzidła bezpośrednio swoimi dłońmi. Wyobraźcie sobie, że koń nie ma założonego ogłowia, więc waszym zadaniem jest cały czas trzymać wędzidło w taki sposób, by nie wypadło podopiecznemu z pyska, ale również tak, by nie naciskać zbyt mocno na jego język i nie szarpać za „kąciki ust”. (Przeczytaj też: "Problemy klaczy o imieniu Drobina")



czwartek, 6 marca 2014

DRĄŻKI


Niektórzy jeźdźcy zauważają, że ich wierzchowce stawiają zbyt drobne kroki tylnymi nogami, głównie podczas kłusa. Zastanawiają się często, również na forach internetowych, jak poradzić sobie z tym problemem i namówić podopiecznego do wydłużenia kroków. Najczęściej można znaleźć, albo usłyszeć podpowiedź, która namawia do częstego wykonywania ćwiczenia, polegającego na przechodzeniu konia nad drążkami ułożonymi na ziemi. Pokonywanie tych drążków rozkładanych w coraz to szerszych odstępach ma nauczyć zwierzę stawiania długich kroków. Jeżeli jednak przy tym ćwiczeniu, jedyną pracą jaką jeździec wykona będzie naprowadzenie „pojazdu” na pierwszy drążek, to bieganie konia przez drążki nie przyniesie pożądanego efektu. Sam sobie pozostawiony przy tym ćwiczeniu, wierzchowiec zazwyczaj rozpędza się przed drążkami. „Przelatuje” potem przez nie na zasadzie: „a może się uda”, często potykając się o wszystkie drążki, albo na nie nadeptując. Nieprowadzone przez opiekunów wierzchowce przy pokonywaniu takiej przeszkody „uciekają” niejednokrotnie na boki, a tuż po drążkach samowolnie wybierają trasę marszu, gwałtownie skręcając w którąś ze stron.

Drążki tak naprawdę są wskazówką dla jeźdźca, jakie informacje regulujące długość kroku, tempo i kierunek jazdy, ma przekazać jeździec swojemu podopiecznemu przed pokonaniem „przeszkody”. W poście pt: „Ustawienie ciała konia do wykonania zakrętu” pisałam, że prosząc zwierzę o wykonanie jakiegoś zadania trzeba dokładnie określić w jaki sposób ma dane ćwiczenie zrobić. Drążki maja sprowokować człowieka do wspólnego nauczenia się z wierzchowcem precyzyjnej konwersacji. Jeździec powinien ocenić długość kroków jakie będą potrzebne koniowi, by mógł swobodnie przejść przez drążki (zob. ZABAWA W PROSTOKĄTY). Jeździec powinien zaplanować i ustalić najbardziej odpowiednie tempo i rytm (zob. ANGLEZOWANIE) potrzebne do bezkolizyjnego wykonania ćwiczenia. Wszystko to człowiek powinien wyegzekwować od wierzchowca przed najechaniem na drążki, by przygotowane już zwierzę wykonało ćwiczenie prawidłowo. O utrzymanie wcześniej ustalonego rytmu, tempa i długości kroków jeździec powinien prosić konia także po pokonaniu „przeszkody”. Zwierzę może je zmienić dopiero na naszą wyraźną prośbę. Drążki są swego rodzaju przeszkodą, do pokonania której trzeba siebie i podopiecznego przygotować, a nie zbiorem informacji, które wyręczając „kierowcę” mają wyregulować chód zwierzęcia.



wtorek, 4 marca 2014

POCZYNANIA JEŹDŹCA W SIODLE


Sporym problemem przy pracy z koniem jest fakt, iż człowiek jest praworęczny, albo leworęczny. Podczas jazdy wierzchem ideałem byłoby, gdybyśmy potrafili tak samo sprawnie pracować kończynami z lewej i prawej strony. A na dodatek do porozumiewania się z wierzchowcem przydałyby się nam nogi tak sprawne jak ręce. Nasze sygnały przekazywane koniom mogłyby być wówczas bardziej dokładne, wyraźniejsze, bardziej subtelne. Człowiekowi bardzo ciężko zapanować nad ruchami i odruchami każdej z osobna części naszego ciała. Mistrzami panowania nad nimi są perkusiści. Każda ich kończyna wybija w tym samym czasie inny rytm, a przy tym np. jeszcze śpiewają. Na koniu jeździec znajduje się w ciągłym ruchu co na pewno utrudnia sytuację. Jednak umiejętność „oddzielenia od siebie” części ciała, by świadomie, każdą z nich z osobna używać, jest konieczna do wypracowania. Pierwszy przykład to łapanie utraconej równowagi podczas jazdy w siodle. Człowiek powinien powrócić do równowagi bez pomagania sobie rękami. Jak trudno opanować się, by nie użyć ich jako balastu, a jeszcze trudniej opanować odruch podciągnięcia się na wodzach. Równowagę i stabilność w siodle gwarantują nam prawidłowo ułożone nogi. Jeździec powinien powracać do równowagi szukając ich właściwego ułożenia. Dzięki temu nie będzie uczestniczył w tym jego korpus, a ręce będą mogły pozostać swobodne. 

Teraz przykład prostego działania wodzami. Gdy jedna ręka jeźdźca prosi wierzchowca o zgięcie szyi, to druga odruchowo „idzie” do przodu, jak przy skręcie kierownicą roweru. Jakże trudno ludziom nad tym zapanować i rozdzielić przy tej czynności pracę rąk. Powinno być tak: jedna ręka, otwarta w zapraszającym geście lekko szarpie wodzę, a druga w tym czasie dłuższymi sygnałami przyciąga przeciwległą wodzę w kierunku naszego pępka (zob. REFLEKTORY). Często, gdy prawidłowe działanie rękami uda się opanować podczas jazdy w jedna stronę, to w drugą stanowi to wieczny problem. Kojarzycie na pewno ćwiczenia-zabawy z dzieciństwa: jedną ręką pukacie w czubek głowy, a drugą robicie kółka na brzuchu. Nad tą pukającą ręką ciężko zapanować, by nie kręciła też kółek, a nad kręcącą, by nie pukała. Ileż trzeba skupienia i koncentracji, żeby to ćwiczenie udało się. Dużo zależy też od tego, która ręka co robi. Jeżeli prawa ręka puka w głowę i osiągamy panowanie nad obiema, to nie znaczy, że uda nam się je opanować gdy pukającą będzie ręka lewa. Takiego skupienia jak przy takich „zabawach” potrzeba nam podczas pracy z podopiecznymi. Niestety wielu ludzi twierdzi, że na konia po prostu się wsiada i jedzie. Niestety mówi tak również wiele osób uprawiających „jeździectwo” już jakiś czas. 

Inny przykład  to praca jeźdźca łydkami. Najłatwiej nimi pukać w rytm kroków konia. A powinniśmy umieć, z dużą swobodą, dać sygnał „łamiąc” ten rytm. Najbardziej widoczne jest to podczas anglezowania w kłusie. Jeźdźcy, jeżeli już używają łydki, to tylko podczas siadania w siodło. Jednak sygnał dawany nimi często jest potrzebny w momencie, gdy człowiek akurat podnosi się z siodła. Niezbędne są też podwójne puknięcia łydkami w czasie jednego końskiego kroku. Niestety ludziom trudno nawet opanować umiejętność pracy jedną łydką, podczas gdy druga „milczy”, albo działania każdą w innym rytmie, a co dopiero takie wymysły. Kolejny odruch do opanowania  to nieangażowanie, niewypychanie do przodu nogi, gdy nasza ręka z tej samej strony ciała pociąga za wodzę. A anglezowanie? Jeźdźcy robią to zazwyczaj w rytm chodów konia. Czyli, że to on jest jakby naszym metronomem, a musi być odwrotnie. Wierzchowiec powinien iść dopasowując się do naszego rytmu anglezowania (zob. ANGLEZOWANIE). My jesteśmy metronomem. Dzięki temu można prosić konia (w uproszczeniu) o zwolnienie tempa, bez użycia wodzy. Poćwiczcie „łamanie” rytmu konia. Nauczcie się anglezować wolniej niż stawia kroki wasz podopieczny i „poproście” go o dostosowanie się do tego wolniejszego rytmu. Ciężka praca i też wymagająca ogromnego skupienia i koncentracji. 

Trzeba też zwracać uwagę na to, jak się zachowuje podczas jazdy na koniu nasza gorsza strona. Zazwyczaj jest bardziej spięta i sztywna, szczególnie ręka wraz z ramieniem. Ruchy „gorszej” ręki są często mechaniczne i trudno ją utrzymać we właściwej pozycji. „Ucieka” nam ona przesadnie w górę, albo w dół i nienaturalnie wygina się w nadgarstku, albo łokciu. Bardzo często „mniej sprawną ręką” jeźdźcy podtrzymują swoją równowagę, trzymając się wodzy, by ta „bardziej sprawna” mogła swobodnie działać. Muszę jeszcze wspomnieć o zaciśniętych, podciągniętych w górę ramionach ludzi siedzących na koniu i wciśniętej w te ramiona  szyi. Niejeden jeździec powinien zacząć pracę nad sobą od ich rozluźnienia i opuszczenia w dół. Wydaje się to też być łatwym zadaniem do czasu, gdy zaczyna on „pracować” wodzami. Ramiona szczególnie wówczas powinny niezmiennie, jakby same opadać w dół. Gdy zapanuje się nad odruchem zaciskania ramion, szybko zauważy się pozytywne zmiany w zachowaniu wierzchowca.  Jeźdźcy zazwyczaj skupiają się nad tym co „robi” koń, jak reaguje przy jeździe w prawo i lewo. Powinni oni zdecydowanie mocniej skupić się na swoich poczynaniach w siodle, wówczas konie dużo lepiej będą się pod nimi „ustawiać”. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Pogotowie jeździeckie

List od czytelniczki

List od czytelniczki
"Koń jest partnerem", "poproście konia", "współpracujcie"... Tak rzadko się to słyszy w polskich szkółkach. Moja przygoda z jeździectwem trwa od ok. 4 lat, choć jest bardzo nieregularna i nie przynosi takiej radości, jakiej się spodziewałam, ze względu na to, że nie umiem znaleźć dobrego instruktora, szkółki. Dlatego szukam miejsca, w którym ktoś pokazałby mi jak wspaniałe są konie, a także uświadomił, pokazał, wyjaśnił w kwestiach anatomii, psychiki, mechaniki ruchu, zachowań konia. Kogoś, kto mógłby mi pokazać, że można jeździć bez szkody, a nawet lepiej - z pożytkiem - również dla koni.  Nie oczekuje klubu z profesjonalnym trenerem, ani stanięcia na podium w zawodach (choć nie twierdzę, że jest to coś złego). Po prostu chcę zrozumieć konie, ich zachowania, żeby nauczyć się współpracy w harmonii, opartej na wzajemnym porozumieniu i szacunku... Chcę nauczyć się ich słuchać i z nimi "rozmawiać". Dużo uczę się sama - czytam artykuły, blogi, książki, oglądam filmiki, obserwuję treningi. Jednak mam sporo pytań, problemów, lęków, popełniam mnóstwo błędów. Ale mam też w sobie pasję, miłość i empatię dla koni. I chęci. Bo ja naprawdę chcę.  Niestety z każdą stajnią coraz bardziej się rozczarowuję. Wiele razy słyszałam, że coś się robi "bo tak" albo "skoro nie chcesz użyć bata to nie pojeździsz". Tylko że ja nie chcę jeździć za wszelką cenę... Pragnę się rozwijać, ale jeżdżąc w sposób wymuszany cierpieniem - cofam się. Nie chcę, żeby koń wykonywał moje polecenia ze strachu czy bólu. Moim marzeniem jest współpraca z końmi, oparta na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Śląsk, okolice Katowic.  (w promieniu do ok. 30km) Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl